Ehh.. Nyo i tak sie złożyło, że już wróciłam z wakacji. Nie oznacza to ich końca.. Teoretycznie mam jeszcze miesiąc, ale już bankowo nie wyjadę. Nyo. Więc wygląda mi na to, że pora na podsumowanie. Mm.. A! Najpierw byłam na spływie z acp nyo tak. Spływ był kajakowo-namiotowo-rzeczno-niecywilizowany. Znaczy się, że mieszkaliśmy w namiocie, który sami sobie musieliśmy rozkładać.. Codziennie gdzie indziej.. Szczerze to myślałam, że gorzej to budowanie domu zniosę, ale się szybko przyzwyczaiłam.. Nyo i to wyglądało wszystko tak. Rano się wstaje, pakuje się manatki, zwija namiot itd, zanosi się to do samochodu a potem pakują cię do kajaka i od tej chwili ktoś na ciebie krzyczy :P. Znaczy - trzeba wiosłować ;P. Myślałam, że Michał bardziej na mnie będzie krzyczał xD. Ale on cierpliwy jest przeca z natury :). Wiosłowanie w sumie nie takie złe.. Na początku to miałam jeszcze zapał do tego, a potem to już mi się coraz mniej chciało :P. A i na początku najwięcej ochrzanu dostawałam.. Że krzywo, że nierówno, że chlapię, że nie w tą stronę, że drzewo, że jem snickersy, że sratatata. Ale potem było mniej :) (albo się po prostu przyzwyczaiłam ;P). Najgorsze w tym tak serio serio to było to, że się potem jest mokrym :/. Gerneralnie Karinki wodę dobrze znoszą, ale ja się bałam, że jak będę tak siedziała kilka godzin z mokrą dupą to mi seryjnie zaszkodzi (jajniki itd). Nóg nie lubię też mieć mokrych, bo od tego się choruje też. Więc mnie Michał po rycersku wnosił do kajaka i z niego wynosił mmm :3. I jedna panna opierdzielała swojego faceta, że zawsze jej po tym błocie każe łazić, a mój facet mnie wynosił :] muahaha! :D. No a jak tak już się powiosłowało (czasem krócej czasem dłużej) to się wbijało na pole namiotowe i rozkładało dom. I potem można było już robić co się chciało - fajne to było, bo była taka mało kolonijna atmosfera: nikt nikomu nie kazał niczego robić (mniej więcej) itd. Czasem wieczorem ognisko jakie albo co, ale to opiszę pod hasłem integracja :P. A teraz o jedzeniu. Przeżycie na spływie bez śmierci głodowej z Michałem nie było trudne - zjadasz to, co ci da. Dobrze, że Karinki nie gotowały, bo tylko Karinki by się potem odważyły to zjeść xP. Więc pichcił Michał. Zarcie nie takie złe - kanapki, zupki chińskie, gorące kubki, makaron/ryż z sosem. Raz spagiety zrobił xD. Było takie pyszne, że aż zwymiotowałam O.o - serio _-_. No ale nic :P. Teraz coś o ludziach co na spływie byli (czytaj - integracja). Ludzie.. Eee.. no byli.. Jacyś chyba byli :P. Oznacza to, że się nimi nie interesowałam :P. Ale wiadomo było. Ja przeca jestem (zaraz.. takie ładne słowo.. a!) aspołeczna.. Z tego tytułu się nie chciałam integrować i wogóle odzywać się do nich nie chciałam :P. Z resztą oni wcale się nie palili więc niech spadają :P. Michał za to marzył o wielkiej integracji europejskiej, zbiorowym rzucaniu frizbi itd. LOL. Hm.. Może i by wyszła integracja, ale pierwszego dnia poszliśmy spać, więc ludzie się i tak już podobierali. I dobrze. Jesu.. A czasem takie ogniska były nudne jak jasna cholera.. O wiele ciekawiej było w namiocie ;) ale ja na ogniskach siedzieć musiałam. Jeszze żeby jakoś było fajnie, ogiskowo.. Ale nie.. Ludzie boomboxa raz przynieśli dżiiiiz. Spadajcie :P. Nyo. Ogólnie to tam dużo parek było.. Ale ludzie.. Jak ludzie.. Jeden wyjątkowy koleś :P, dwójka Niemców, dwie grupy dzieciaków, grupy parek/małżeństw. Hm.. Co można by tu o nich powiedzieć.. A wiem: że wszyscy tworzyli zgraną grupę XD. Bo Karinka i Michał tworzyli sobie razem sami :P. Z winy Karinki oczywiście. Jakoś mi nieswjo było z myślą, że przeze mnie wielce integracyjny Michał nie realizuje się społecznie.. I przez cały czas miałam wrażenie, że mu psuję wakacje :(. Ale w sumie mówił, że mamy tu się integrować ze sobą (znaczy ja i on).. Eh.. No i tak już minęło. Tak czy siak - byliśmy bardzo zdezintegrowani :P. Od wielkiego De nikt nie chciał numeru (podobno po raz pierwszy od ćwierćwiecza :P). A wieczorek pożegnalny przeleżeliśmy sobie w namiocie :P. Wogóle większość czasu kiedy nie byliśmy na wodzie to przeleżeliśmy w namiocie xD hihihih. Fajooo ;o. Mnie tam do szczęścia integracji nie poczeba.. :P. Ale Michał jak zwykle - jedna wielka chodząca integracja. A na dodatek uczynna, zagadująca i posiadająca inne przymioty charakterystyczna integracjom xD. Mnie z integracyjnych akcji to się podobało, kiedy koleś z panienką się wywalili i rzeczy im popłynęły, a Karinka i Michał wyciągnęli :D. A że panienka była potem cała mokra to Michał da rycerz oddał jej swoją bluzę.. Khhh.. Ona na pewno sobie pomyślała, że mu się podoba! Ja już widziałam jak lukała na niego cały czas! A na mnie jak na wroga.. A w oczach miała "co ona ma w sobie, czego nie mam ja?". Ghaaa.. Zła byłam na siebie dość długo, bo mogłam być szybsza i wcisnąć jej swój sweter zanim Michał wyskoczył ze swoją bluzą :/! Grr.. No ale nic. Z dziewczyn czujących miętę do wielkiego De to jeszcze jedna była. Madzia - koleżanka Matyldy. Wszyscy troje znali się z poprzednich spływów i wogóle Matylda - była miłość Michała i ojezu. Ale mi chodzi o Madzię. Było w niej coś podejrzanego :P. Śmiała się ze wszystkich żartów Michała. Za wszystkiego O.o. Nawet z maksymalej czerstwicy xD. I jeszcze mówiła do niego Miszunia xD. Ghhaaa.. "Daj czadu Miszunia!" = "opowiedz kolejny dowcip z którego choćby był najgłupszy i tak się będę do łez zaśmiewała" xD. Ale sympatyczna była całkiem i miła i jej koleżanka też. Mówiły do mnie Bejbe hihihi :). Dobra koniec tego glendzenia. Ogółem spływ był zajebisty i jak dla Karinek to było fajnie. W sumie to nie było wiadomo jak będzie.. Czasami jest tak, że jak się z kimś przebywa czas dłuższy z kimś 24h na dobę to może się okazać zupełnie inną osobą neee? Może na przykład się okazać maksymalnie upierdliwy i zrzędzocy i wogóle nie do zniesienia! Ale na szczęście Michał zaskoczył mnie pozytywnie - miły, cierpliwy, czuły, dbał, na rękach nosił ;3. No zajebiście :D. Jak to określił Mikołaj aka wierzgająca Pupcia (koleś ze spływu) - takiego to ze świecą szukać :). Racje miał.. (ale tylko raz :P). Cieszę się też, że ja Michałowi nie zbrzydłam (albo nieźle udaje :P). I wogóle to przecież mógł stwierdzić, że tak w bliższym i dłuższym kontakcie to ja jestem fe, nieprzydatna, wkurzająca i coś tam jeszcze. Ale chyba, że jest aż tak źle to nie stwierdził :D. Ale wiem co wkurza Michała :P. Między innymi to, że ja jestem z tych "przezorny zawsze ubezpieczony" i wolę przygotować bagaże trzy przystanki wcześniej, mieć oko na torbę, założyć ciepłe buty itd. I za to mi się opierdziele zbierało gównie.. I niesłusznie uważam, no ale nic. No i za aspołeczność. Nyo. Ale ogólnie fajno było i me jest happy. Potem to pojechaliśmy na Reanimkę. W sumie to jakieś takie było.. taki hm.. No dziwne, bo jakbym miała jechać z wwy to bym np nie jechała (chyba by mnie juże stać nie było). No a tak - Karinka i acp trzy dni przed konwentem nocowali już w szkole na pięciogwiazdkowym materacu podłogowym (na tym co na spływie). Poznałam mniej więcej orgów i jednen me się fajny wydał muczos :). Nyooo można było robić co się chciało.. To fajne dni były.. A potem przyjechał Yanek z Miyumi xD. I się trza było w środku nocy przeprowadzać xD. A potem już reszta ludzi. Fajnie mi się biło z acp z transformacjami. Jak w domu :P - stalowe sczęki, rotrząsarkaaaaaaaaaa! xD Hihi. Nyo. W sumie fajnie było. Chyba Reanimka była najfajniejszą imprezą tego typu na jakiej miałam okazję być kiedykolwiek. Dziewczyny dojechały później i pobrałyśmy sobie udział w poschizowanych konkursach i powydzierałyśmy się na singstarze :D. Ooo i jeden konkurs był fajny - test your body and mind. Trza się było dobrać w pary (Karinka i Wielki Joe) i najpierw tańczyć na gazecie (suuuuupaer było :D), potem układać piosenkę (to nam wyszło zajebi*cie!), a potem zrobić na bloczku filmik aniomowany khe khe - nasz był mistrzowski xD. A potem w ramach dogrywki - wyścigi w śpiworach, gdzie Wielki Joe prawda i rozumem pokonał wrogów i wygraliśmy :D:D:D:D uahahahaha! Zainkasowałam Antologię komiksu r4, "Tokyo Mew Mew" i brzydki button :P. Aaa.. I sumo było hohoho. I twister (Basia wygrała) i hoho ile fajnych rzeczy! Zabijanie Ebichu i rzucanie w pokemona i pokazy tańca z ogniem i od pyty atrakcji i było naprawdę fajnie. Aaa! Nyo i był finał acepowego konkursu cosplayowego. Brr.. Karinka i Basia musiały iść na scenę i coś mówić ~oO~ hARdCore. Koniec końców - pierwsze miejsce panda (200 zeta i dużo rzeczy innych fajnych ghaaaaa), drugie jedyna i niepowtarzalna ghheeee Pućko czyli ja ("Seimaden" i 2x "Cześć Michael"), a trzecie Jin-roh (locke i gto#5 chyba - szitowa nagroda). Aaa.. No i wszyscy wyczesane znaczki acp dostali lol :P. Wogóle cosplay reanimkowy (właśnie nie ten acepowy tylko reanimkowy) był dziwny. Przszło ok 40 osób i wszyscy się tylkoo zdążyli pokazać, a nie zdążyli pokazać scenek. I tak oceniali tylko strój, co IMO jest błęęęędem! A po cholere ludzie robią scenki? Nawet nad najdupniejszą scenką ktoś przecież pracował, poza tym może któraś z tych scenek by się okazała genialna, heee? No tak czy siak jakby nam nie pozwolili odstawić scenki to bym się wkurzyła. Powinno być tak - dwie kategorie: najlepszy strój i najlepsza scenka, o! Nyo tak czy siak wygrała Usada i, chociaż jej się należało, to mi się to nie podoba :P. Dobry strój miała bez kitu. No tak czy siak potem wróciliśmy do Warszawy pociągowo (bez dziewczyn - one autobusowo) i do domu. A następnego dnia do Urli. Dla niezorientowanych - Urle to wieś letniskowa 60 chyba (a może 50? Nie wiem xD) kilosów od Warszawy. Nasza wkacyjna wieś letniskowa :). Zawsze w Urlach ostro świrujemy.. Ale ten rok jakiś taki spokojny był. Grzeczne byłyśmy.. Zero wielkich wrzasków w lesie, zero hardkoru.. Raz sie jeno troszeczke napiłyśmy ;P. Ale ogólnie ciekno, jak na nas.. Szkoda.. Starzejemy się.. Ale i tak było fajnie. I tak wypoczęłam :). I na kilka dni wyjechali moi rodzice i siora i Michał przyjechał :D. Na początku zrzędził, że za blisko Warszawy, że tam nie ma gór ani morza.. (Mój tata mówi, że są góry xD - nasz ośrodek jest na górce xD.. prawda.. trza pod nią rowerem się napedałować xD). Potem Michał zrzędzić przestał i pomęczył się ze mną trzy dni pełne :P. Ciekawe czy schudłam czy przytyłam w Urlach.. Hm.. Jak na spływie się ważyłam to było 54 w mokrych spodniach.. A teraz? Aż się boję.. Brrr. Dobrze, że nie mam w domu wagi :P. Pójdę do dziewczyn jutro. Ona mi pomogą to przetrwać i stawić czoła smutnej prawdzie xD. Dobra dość chrzanienia! Wracamy do tematu Urli. Pomyślałyśmy sobie w tym roku.. Poplanowałyśmy palantkowe to i owo.. Mało porozrabiałysmy po lesie ;(. Ale ostatnie podchody były fajne :). Uciekałam z Cukrem i Anią i całkiem fajne zadania nam się wymyśliło! Szkoda, że Madzia się źle poczuła i do gonienia zostali tylko Basia i Grześ, ale i tak było fajo.. Wysmarowali się jagodami, ułożyli piosenkę sprośną, sprośną krzyżówkę, scenke z "Króla Lwa" i dużo innych rzeczy fajnych było, ale nie pamiętam :P. Grzesiek wyrósł na bardzo fajnego faceta :) (pozdro Grzesiu, jeśli to czytasz :*). W Urlach pojawiła się także Justynka, Maciek z Basią, ale raczej na krótko. Ehh. Fajo było :D. Ale naprawdę się strzejemy.. Żadnych walk w błocie na śrokdku podwórka, rozbierania się nawzajem i innych akcji.. Eh.. Ale też fajnie :D. Aaa.. No i coroczna dyskoteka w kościele była. Tym razem fajnie było fajnie fajnie. Tam to sobie zawsze poświrować można - są pijani faceci i czerstwawa muza :P. Suuper :D! Będę tęsknić..
No a teraz to już w Warszawce siedzę. Mogłambym jechać na integratkę, ale nie mogę, więc nie jadę. Ze zdarzeń bardziej emocjonujących to mnie czeka usuwanie ósemek. Poszłam do szpitala i pan doktor powiedział, że prawdopodobnie mnie uśpią i wytną mi wszystkie w jasną cholerę! Ja bym bardzo chciała tak.. Ale jest jeszcze druga opcja - znieczulenie miejscowe i usuwanie dwóch, potem przerwa i usówanie dwóch kolejnych. Ale Karince się bardziej podoba uśpienie i wszystko na raz! A po co się z tym pierdzielić?
A dzisiaj poszyliśmy do szkoły.. 1 września w końcu.. Ale my mamy jeszcze miesuąc :). Ja tam bym nadal do liceum wolała, bo mnie te studia porażają i przerażają! No a dziś w szkole trochę ludzi spotkaliśmy, pogadaliśmy z panią Stand*. Większość ludzi z naszej klasy się gdzieś dostała. Jak nie na dzienne to na wieczorowe, zaoczne lub do prywaciarzy.. Jedni mniej zadowoleni, drudzy bardziej :>.Tak czy siak. Jest git.
A jutro z rańca jadę do szpitala na krwi pobranie brrr.. nie lubię :/. I to sama chyba bedę musiała iść, bo żadne z rodziców nie może.. Moja mama zawsze mówi "a może Michał.." ale ja go nie będę po szpitalach ciągała! Lepiej nie.. On ma pisać prace.. Ciekawe czy pisze? Aaa.. I jutro dowiem się jak mi wytną ósemki i kiedy.. Uhh.. Modlić się za mnie proszę :).
Buziaki wszystkim, którzy wytrwali do końca tej długaśnej notki ;)
Thursday, September 01 2005
GHYYYYYEEEEEEEEEE?!?!?!? ;)
posted @ 21:19 in [ Karina Show ]

09/02/2005 at 11:16 AM
Noooooo dluuugaaasneee bylo :P Ale dotrwalem :P I no wlasnie... Tak jakos spokojnie bylo chyba :P Jakos tak dziwnie :P
09/02/2005 at 01:16 PM
Raczej spokojnie :). Ale fajnie. Chociaż patrzę na to z perspektywy miesiąca więc może po prostu tak to opisałam.. Gdybym pisała na bieżąco to także na bieżąco bym problemy wyolbrzymiała ;P
"Miszuuuuuuuuunia daj czadu" bardzo porażająco brzmialo w ustach Madzi-fanki-Miszuni.. Wogóle to lol z tym Miszunią xD
09/02/2005 at 03:58 PM
Przezorny zawsze bezdzietny hehehehe.
Zadzwonie w poniedzialek. See you!