Tuesday, July 07 2009


Avangarda V
posted @ 01:28 in [ Palantki kochana ]

Dżiz, notka o Avangardzie powinna iść do kilku kategorii: Karina Show, ...})i({... oraz Palantki kochana. Pójdzie do Palantki kochana, bo to w końcu Avangarda... Mówiłam Joemu już 100 lat temu, że chcę multiple categories to nie dotarło...

Anyway, Avangarda, kulturalne odrealnienie. Czy kulturalne to nie wiem. Ja z rzadka jestem kulturalna, więc na Avangardę wyjątku nie zrobiłam. Ale odrealnienie było na bank. Dla mnie to było bardzo odrealnione. To było jak jakieś kolonie, jak jakieś krótkie wakacje. Jak obóz na Stebniku. Bardzo podobnie się czułam.

Oczywiście po pierwsze — Palantkowa działalność. W tym roku Karczma Pod Palantkami w stylu prehistorycznym. Czyli jaskinia, zasłony Dalajlamy, Flinstonowie na dekoracjach, samochód-kredka, dinozaur, mamut-zmywarka, jaskiniowy telewizor i gramofon (czy tam patefon). Był też Fred Flintstone rzucający kulą do kręgli i prawdziwe kręgle z butelek po coli. I pterodaktyl! I plakaty, których nie rozwiesiłyśmy :/. I Pebbles i Bam Bam :-). O czymś zapomniałam? No i oczywiście my. Dwie Wilmy, jedna Betty i pseudo-Fred, czyli Madziara i Basiak w białych ciuszkach, Anka w niebieskich, a ja w lamparcim wdzianku. Oprócz tego Basia miała jeszcze jedną sukienkę i strój barbarzyńcy, Anka też miała drugi strój, Madzia wystrzępiastą spódnicę, a ja miałam jaskiniową mysz.

Magda cośtam układa na zapleczu ;p
Magda cośtam układa na zapleczu ;p


Bufet: całość
Bufet: całość


Fredzina
Fredzina


Zaczepno-obronna jaskiniowa mysz stołowa
Zaczepno-obronna jaskiniowa mysz stołowa


Wycie w bufecie
Wycie w bufecie


Nasz bufet działał od 22 do 7-8 nad ranem. Wystartowałyśmy w nocy z czwartku na piątek. Wtedy na konwencie było jakieś 500 osób, pewnie w nocy jeszcze mniej, więc ruch był taki sobie, ale za to nasz wystrój, myślę, się podobał. No i miałyśmy laptopa z UltraStarem i milioncalowy telewizor plus wieżę, więc karaoke było TAKIE. A i żarcie schodziło. Kilka razy z Basiakiem jechałyśmy do sklepu po nowe zapasy. A droga była ciekawym doświadczeniem. Najpierw musiałyśmy się wyrobić. Bo dzień wcześniej jechałyśmy z Basiakiem po nalepki na samochód i błądziłyśmy dobre 40 minut w poszukiwaniu ulicy Koszykowej... A nalepek i tak nie było. Następnego dnia tylko 3 razy okrążyłyśmy Plac Konstytucji zanim trafiłyśmy ;-). Po tak traumatycznych podróżach musiałam się zrehabilitować jako GPS ;p (Genialny Pilot Samochodowy). W sumie mi się udało. Podczas pierwszej wycieczki do sklepu tylko 2 razy pojechałyśmy źle i szybko to naprawiłyśmy. Następne wycieczki już szły dobrze, potem tylko raz się rąbnęłyśmy, ale wyszłyśmy z tego :-).

Pierwszej nocy ja pojechałam do domu o 6, dziewczyny zostały do 7 i też wróciły. Kolejne noce już spędzałyśmy na konwencie. W sumie mijało szybko, tu tosty, tam zupka, tu woda, tam tymbark, kawa, herbata, baton, karaoke. W sumie w każdą noc nie było ani minuty spokoju :-). Ciągle przychodzili jacyś zmęczeeeniiii konwentowicze. Pośpiewać na US, pogadać. Ja się tam nie angażowałam w 100%, bo ja to tam z rezerwą podchodzę (czasami). Gadanie jak gadanie, ale wycie na US to mi szło :-). Może nie tak jak np na U-boocie (obecność Corvusa pomaga w US imho ;p), ale szło. Teraz mam zryte gardło ;D. Nyo. Jak już noc dobiegała do końca to zapuszczałyśmy Dra House'a i też się podobało :-).

Jedną z nocek spędziłyśmy w domu, a dwie pozostałe na terenie szkoły. Z piątku na sobotę położyłyśmy się spać o 9 na materacu na podwórku i pokimałyśmy do popołudnia. Z soboty na niedzielę spałyśmy w sleeproomie dla orgów. Chociaż my z Anką przysnęłyśmy na 3 (w sumie) krzesłach za barem!

Bebcio wpadło na Avę na piątkowy wieczór i większość soboty. Poszliśmy na konkurs prawda czy fałsz i na potterowski. Konkurs prawda czy fałsz był SUPER. Potterowski, hmm. Prowadziła go niby jakaś super Pani Pisarka, pytania i zadania fajne, twórcze, nowatorskie (kalambury, rozpoznawanie roślin i eliksirów), tya, ale jednak mi się nie podobało. Pani (imho nie ma Pań na konwencie, ale to był wyjątek). Miała urok niesympatycznej nauczycielki matematyki. I może w sumie by mi to się podobało, bo umiała wyegzekwować ciszę w sali, ALE! Nasza drużyna nazywała się żal, a na tablicy Pani napisała RZAL i po cichutku (jednak nie wystarczająco cicho; a może teatralnym szeptem?) skomentowała, że przez "rz", bo to specjalne panny. No to ja dziękuję. Co to za ocenianie ludzi po 30 sekundach pfff?? Ja wiem, że to bardzo ludzkie i takie tam, first impressions itd, ale moim zdaniem to było chamskie. I, oczywiście nikogo nie złapałam za rękę (ani, broń boże, za nic innego), ale mam wrażenie, że mimo że na konkursie uczestnicy wybierali sobie numery pytań, my dostawaliśmy wybitnie trudne. Chociaż może takie nasze szczęście pechowe. W każdym razie atmosfera imho nieciekawa, chociaż miłe czy zabawne chwile się zdarzały. Ja osobiście cieszę się, że udało nam się wymienić wszystkich, którzy zamieniali się w Pottera podczas ewakuacji w 7 tomie :-).

Ania, Basia i ja na prawda czy fałsz
Ania, Basia i ja na prawda czy fałsz


karniak ładniak
karniak ładniak


Basia, me i bebo
Basia, me i bebo


W sobotę wstałam o jakiejś 14, bebo przyjechało, wykąpałyśmy się z dziewczynami i zaczęliśmy od spotkania Kury i sONIaka (?) i Seby i Eudial. Potem poszliśmy na obiad, a potem prosto na Avangariadę, której NIE BYŁO (duże, duże rozczarowanie ;[). Poszliśmy więc na konkurs cowboyski. Hehehe. Bebo brało w nim udział. I Anka. Baśkę na lasso złapali. Chlać (mniej lub bardziej skutecznie ;p) chlali. Slalom między beczkami odbyli. I pianę ubijali. Bebo niestety nie wygrało ;-), a Anka była nieco poza konkursem. Potem miał być konkurs cthulhowy, który RÓWNIEŻ SIĘ NIE ODBYŁ!!! No to już było mega rozczarowanie! Więc poszliśmy na lody — ja z bebem, dziewczyny ze swoimi nowymi bufetowymi przesiadywaczami. A potem to już bufet i kolejna nocka roboty :-).

Ana łapie Basię krowę
Ana łapie Basię krowę


Basia krowa rączo zwiewa
Basia krowa rączo zwiewa


Bebo łapie Basię
Bebo łapie Basię


Bebo: kowbojski taniec
Bebo: kowbojski taniec

Wygląda epicko. Jak wsiowy przygłup ;p.

Anka daje radę ;p
Anka daje radę ;p


Krowa ujeżdza człowieka. Slalomem.
Krowa ujeżdza człowieka. Slalomem.


Beb bije pianę
Beb bije pianę


Wszystko fajnie wyszło, właściwie tylko jedna rzecz okołobufetowa była niefajna. Bardzo dużo kasy wydałyśmy na dekoracje,a nie uwzględniłyśmy tego wydatku w cenach potraw, więc ledwo ledwo nam się zwróciło! Ale jest ok :-). Dałyśmy radę. Z innych niefajnych rzeczy to względnie niefajna piczka roztropniczka i piczka mądraliczka, która zupełnie bez powodu była dla mnie niemiła :( :( :( :(. No dlaczego niektóre laski są dla mnie/nas niemiłe? Ja nawet jeżeli w ciągu pierwszych 30 sekund znajomości oceniam kogoś jako piczkę, której nie mam zamiaru lubić, nie jestem niemiła, przynajmniej nie otwarcie, ewentualnie w grę wchodzi jakieś obgadywanie za plecami, to wszystko! A jedna laska no, mało się jadem nie zakrztusiła ;/. Nawet mi się przykro zrobiło :(.

Na pocieszenie tęcza
Na pocieszenie tęcza


I nasze głupie miny
I nasze głupie miny

Było jeszcze jedno zdjęcie epickie: ja i Ana z zaskoczenia. Ale tego czytelnikom oszczędzę ;p.

Tya, no i teraz najbardziej rozdzierająca moje błony (te od przepukliny, żadne inne) część Avangardy. Ieh ieh. Michał nie bywał długo, a ja zachowywałam się jak suczka, która ma cieczkę ;[. A to wszystko przez to, że już nie pamiętam kiedy ostatnio ktoś mnie chciał prze... wy... poderwać ;-). A ja jestem małą głupią zakompleksioną dziewczynką łasą na komplementy... No i skończyło się KOLANOWĄ ZDRADĄ! Od 4,5 roku nie siedziałam W TEN SPOSÓB na obcych męskich kolanach. Taka zdrada! O ja suka! Bicza! Basia mi mówiła NIE DAJ SIĘ ZBAŁAMUCIĆ. Ale ja się dałam ;P. Na początku Basiak był moim sumieniem i szeptał mi do prawego uszka, że jak nie przestanę się tak zachowywać to mi da w mordę, co bardzo cenię :-) (mówienie, nie walenie po mordzie), ale i tak potem przestała, bo Michał stwierdził, że (parafrazuję) takie rzeczy podwyższają rynkową cenę jego towaru ;-), i wydał pozwolenie na kolanową zdradę. A jak się upewniałam czy mnie nadal lubi to wściekł się... że wysyłam do niego smsy w nocy. To się nazywa priorytety ;-). Anyway, troszkę żałuję, bo ta cała akcja z bałamuceniem mi trochę przewróciła w tej mojej pustej głowie, ale zaraz mi przejdzie. Poza tym to było miłe w ogólności. Naprawdę. Od eonów nikt (prócz Michała) mi nie dawał znać, że jestem cacy (albo raczej cyca, czołg, ha, ha, ha --'). Ich ich. Tak mnie to normalnie przekręciło, że dziś się cały dzień Ładna czuję :-). Ale ze mnie głuptak ;/. Chyba robię z igły widły...

Poza tym myślę, że to właśnie dzięki temu tak dobrze się bawiłam na Avangardzie. O dzięki Krzyżu ;p! Basiak mnie pilnował, żebym nie zrobiła nic zbyt hardkorowego, a bebo do tego podeszło z właściwym sobie poczuciem humoru ;-).

Chociaż troszeczkę żałuję. Kim bym była bez wyrzutów sumienia ;-)? Hehe, chodzą mi po głowie piosenki rożne, głównie "Spare me the details" (bez sensu!), "Careless whispers" (Careless whispers na kon-wen-cie tararararaaa, tararararaaaa!) i "Dumb" (w szczególności!). Nie ma żadnego ring na niczyim fingerze, ale "it would be fun to get some...". Poniekąd.

Teraz ja muszę bebciowi pozwolić wziąć na kolana jakąś miłą mangóweczkę. No, niech go jakaś zbałamuci, zapraszamy ;-). Ja zła nie będę. Po Avie nie mogę ;-). Hehehe, wiem, że bebo już ma jedną kandydatkę upatrzoną... ];D.

A Krzyża to może jeszcze kiedyś spotkam. I wtedy to ja będę bałamucić. ;-)


KWAKA BRAKOWAŁO NA AVIE!
A Fensira pozdrawiam. Za ten beton. To było celne.

:* i :*P!



Thursday, July 02 2009


O MATKO!
posted @ 01:30 in [ Palantki kochana ]

Co my przeżyłyśmy z dziewczynami!!!!! [napiszę pózniej ;p]

Teraz lulu i jutro na Avę!!
Zapraszamy do bufeetuuu!!!



Sunday, June 07 2009


Najgorsze w życiu toooo NĘDZA MORALNA
posted @ 11:48 in [ Palantki kochana ]

Najpierw się zaprawiłam na Yankowym, ale mało. Dostałam mój prezent urodzinowy (bebo, wklej linka w komentarzach). No, Yanek też swój dostał :p. A fajnie było. Ech, ech, no i słodka Julka Dagi i Krzysia ;3, aż się chce mieć dzieci! Potem się spotkałam z Palanciarami i pół wieczoru ględziłam im o tym jaka ta Julcia fajna ;P.

Uhhh, a potem to się działo. Karina, Kamila i Basiak poszły na karaoke na dzielni. Madziarstwo doszło potem a Anka się nie zjawiła. Karaoke nowe, w sensie, jeszcze nas tam nie było. Atmosfera swojska, dla nas trochę drętwo, bo wszyscy się znali. Przestało być drętwo jak usłyszałyśmy co śpiewają/puszczają. Cała gama hitów disco polo, a nawet "Biełyje rozy" :D. Piwo drogie i non stop obcinały nas jakieś piczki, jedna różowa, druga ufarbowana na borsuka albo na skunksa ;P. Ale chyba się dobrze bawiłyśmy. Ja to nawet aż za dobrze, bo tak się nawaliłam (notka poniżej jest dowodem);/. Jakiś kolo mnie podrywał, Darek, fak, jakiś drechu ;p. Nawet z nim tańczyłam, musiałam go mocno trzymać za ręce ;p ;p. Śpiewałyśmy "Straciłaś cnotę" (w klimacie lokalu ;p), "Dżagę", "Kocham cię jak Irlandię" i "Whisky moja żono". Więcej grzechów nie pamiętam, co nie znaczy, że ich nie było ;P. Generalnie to ZA BARDZO się upiłam i żałuję, bo dziś się, um, kiepsko czuję :(. Do domu to ja nie wiem jak dotarłyśmy z Kamilą ;/ ;/. Fak :D. NEVERMORE.

Ależ jestem nieodpowiedzialna :(.



Monday, December 22 2008


We are legion. We do not forgive. We do not forget. I takie tam.
posted @ 15:48 in [ Palantki kochana ]

Internet to jest jednak potęga. Już jakiś czas temu dowiedziałam się, że jestem brzydka, co oczywiście może być prawdą, de gustibus..., ale jakoś mnie to rozbawiło. Może dlatego, że to były komentarze do zdjęć na których wyszłam IMO ładnie? A może to dlatego, że jestem próżną suką... A ostatnio dowiedziałam się coś niecoś ciekawego o mojej lepszej połowie i o jego niecnym portalu. Zawsze dobrze wiedzieć takie rzeczy. Niby 4-lata-zaokrąglając-w-górę, a jednak wszystkiego o tej drugiej osobie nie wiesz, no bo jak...? Jeśli o mnie chodzi, to wg opinii wybranych internautów nie reprezentuję sobą nic, a przynajmniej nic wartościowego. Teraz zastanawiam się co ja właściwie sobą reprezentuję. Myślę, że jednak więcej niż nic. I jestem pewna, że to jednak coś wartościowego. Rozumiem, że w internecie takie pojazdy to normalka, ale pokaźnych rozmiarów ironią losu jest to, że te "opinie" wyszły spod klawiatur ludzi Szanujących Się, Uważających Się, Poważających i Mających Mniemanie! Tacy są przekonani o swojej inteligencji i głupocie innych. Hyh, więc chyba mają na tyle oleju w głowie, żeby poznać obiekt oceniany przed ocenianiem? O, internecie! Patrząc na taki obiekt jakim jestem ja można tylko powiedzieć jak jestem ubrana rozebrana. Patrząc na Karniaka i czytając karniaka, Karniaka poznać nie można! Karniaka można poznać jedynie zagłębiając się w Karniaka. I ci, co tam byli, mogą mnie sprawiedliwie oceniać :-).

No, dość tych, było nie było, dygresji. Toć notka ma być o recepcji naszego koncertu, a dokładnie o, ehm, feedbacku.
Cytowanie czas zacząć. Dla czystej przyjemności cytowania. Oczywiście na początku chciałam się pastwić nad komentarzami, ale teraz doszłam do wniosku, że może lepiej zgadzać się, nie zgadzać i komentować. Bo jednak trochę racji jest tu na pewno...

Moje ulubione to komentarze pod wpisem o Mokonie w acepowym kalendarzu. Poruszają one kilka najważniejszych z puntku widzenia Chii kwestii.

Na początek pozytyw.
[112] by Guile czyli od Rogera.
w sumie jedyne do czego sie faktycznie przygotowywali, to chyba byl tylko koncert

Nie wiem jak z resztą atrakcji, ale to chyba już jasne, że wszyscy występujący włożyli w to kupę pracy! :-)

[113] by kawek
clue calej imprezy a mianowicie koncert... nie chce byc niemily ale to co kairi i jej kolezanka wyprawialy to w porownaniu do duetu in'you, autyzm i wicie sie na scenie w chorobowych spazmach - ja rozumiem, ze to byla szansa na swoje 5 min. przed duza publicznoscia ale zanim cokolwiek zrobicie na scenie to pocwiczcie a najlepiej wybierzcie sie do teatru by podpatrzec profesjonalistow. prawde mowiac support w postaci pary chobistow tez pozostawial wiele do zyczenia - to machanie pomponami bylo monotonne i flegmatyczne bez kszty jakiegokolwiek synchro; pozatym, maya i ureshii nie powinny pozwalac na zenujace pseudo erotyczne plasy do lagodnych utworow - jesli to ktoras z was czyta to blagam... spiewajcie bez tych dwoch panienek!

Niesamowity komentarz! Ciekawe, że koleś radzi Karinie podszkolenie się w teatrze! Jeśli o nas chodzi to na pewno starałyśmy się być niemonotonne i nieflegmatyczne, jak wyszło nie jestem w stanie powiedzieć, ale czułyśmy się całkiem energicznie. Jeśli o "synchro" chodzi to widziałam filmik i w 80% jest całkiem synchronicznie, co potwierdzają dziewczyny z In'You, więc nie rozumiem skąd to czepianie sie "synchro", które się zresztą jeszcze kilka razy powtórzy. Jedyna rzecz to może to, że ja jestem niska i pulchna, a Magda wysoka i szczupła, więc machałyśmy pomponami na różnych wysokościach. A już szczerze rozbawił mnie odzew do dziewczyn, żeby śpiewały bez nas. Może rozważą tą rozpaczliwą prośbę ludu, wpisujcie miasta! Ach, i pseudo erotyczne plasy do lagodnych utworow — Michał powiedział, że podobno były pseudo erotyczne, nawet mi pokazał. Moje. Może potem gifa sklecimy dla potomności.

[130] by StrawhatGirl
Zgadzam się w pełni z tym, że to w koncert orgowie włożyli najwięcej wysiłku. Jednak i tak mi się nie podobał, za duży cyrk, normalnie jakby jakaś Britney występowała. A wszystkie momenty dramatyczne wychodziły komicznie D:
Obie Chi też były tragiczne, jak już było wspomniane, prezentowały zero jakiejkolwiek synchronizacji... do tego ta biała tańczyła jakby od niechcenia, a ta czarna odwrotnie- normalnie królowa sceny.


Nie ma cyrku — źle, jest cyrk — też źle. Ale to z Britney to chyba był komplement ;-). Circus >:D. Że zero jakiejkolwiek synchronizacji? Kolejna osoba z tą synchronizacją. A naprawdę z tego co widziałam na filmie nie było źle! I że do tego ta biała tańczyła jakby od niechcenia — bo Magda taka wyluzowana jest! a ta czarna odwrotnie- normalnie królowa sceny — neee, królowa jest tylko jedna... >:D

[548] by Yen
Kotku, popisałeś się wiedzą, palantki supportowały in'you od niepamiętnych czasów i zawsze były i są wysoko cenione.

Yen ♥ ♥ ♥

[627] by kawek
zapewniam cie, ze nie wszystko to co dzialo sie na scenie przyjete zostalo przez widownie z zachwytem (...)

Och.

(...)co do mayi i ureshii, to z tego co pamietam pomponiasty support towazyszy im od baki06

Gówno prawda.

[641] by Ciupuś
jak się komuś występ nie podobał to mógł wyjść, nie miał przecież obowiązku tam przebywać. Ja znawcą nie jestem, ale doceniam trud jaki musiały sobie zadać osoby które to przygotowały i za to doceniam ten koncert.

sama prawda :-)

[127] by Yve
Dla fana ostów takiego jak ja koncert był bardzo miły i przyjemny

Nno.

[151] by Otai
Wg. mnie cosplay powinien być przed koncertem, bo był tego wart :/

To jest opinia, którą słyszę/czytam już któryś raz. Cosplay przed koncertem. Ale jakoś sobie tego nie wyobrażam. Było opóźnienie, ale to było opóźnienie wszystkiego! Czyli i koncert i cosplay na później! Jakby miał być koncert o cosplayu to pewnie w ogóle by go nie było i kupa czasu, pracy, kupa kasy na nic!

[156] by rikli
koncert i cosplay - pro, mi tam się podobało, fajna scena, ładne oświetlenie, było sprawnie i bez problemów

Hm.. Ciekawe.

[201] by CELL767
a początku byłem ZMUSZONY obejrzeć Koncert. Pytam się Ja. Czy to jakaś nowa moda że teraz trza posiedzieć w dusznej sali i potem wypuścić najsłabsze ogniwa by można było odetchnąć?

Chyba każdy sam sobie podjął decyzję co obejrzeć, a czego nie obejrzeć...

Koncert chyba z godzinę i poziomowo był równy jak polskie drogi, od fajnego tańca ze wstęgą czy jak to się tam profesjonalnie zwie, po niezsynchronizowane tańce Persocomów. Trochę śmiesznie wyglądało jak pani w białym podglądała panią w czarnym i starała się z jak najmniejszym opóźnieniem kopiować ruchy co wychodziło średnio.

Hm. Do sprawdzenia. Ale znowu te niezsynchronizowane tańce Persocomów.

[260] by ayka
Odnośnie koncertu- chwila słuchania, facepalm , słuchawki do uszu i hop do śpiwora- nic więcej nie trzeba pisać, bo i tak wszyscy wiemy dla kogo zorganizowano „Clamp Impressions”.

No i to jest bardzo ciekawe. Bo dla kogo? Chyba dla ludzi, żeby urozmaicić konwent, dodatkowa atrakcja, fajna, twórcza
inicjatywa. Ale okazuje się, ze jednak nie. Ciekawa jestem dla kogo wg tej spiskowej teorii był koncert, serio.

[295] by Had
Nie będę się wypowiadać na temat koncertu w sposób obiektywny, bo nie potrafię. Dało się zauważyć wysiłek włożony w
przygotowanie go, choć sam koncert był jakiś taki... dziwny. Nie umniejszam w żadnym wypadku umiejętności wokalnych nikogo, bo i Karynka i dziewczyny z In'You były bardzo fajne, tylko cała ta oprawa... dziwna.


Oprawa? To chyba m.in. my.

______
Oprócz złotych rad z komentów na acepie, jeszcze jest kupa komentarzy gdzies na blogach, w journalach na DA, na forach. Już nie będę ich tu cytować, ale moje ulubione kawałki to:
"jeszcze mi się smiać chce jak sobie pomyślę o tych Chii" czy coś w ten deseń
"nieszczęsny koncert"
no i oczywiście opinia, że "jedyne momenty kiedy ludzie oglądający koncert w hallu na ekranie się cieszyli to były chwile kiedy wizja się psuła"

_____
To sie nazywa konstruktywna krytyka! Aż chce się coś robić...



Saturday, December 20 2008


Notka po Mokonie. Są obiecane upskirty.
posted @ 04:15 in [ Palantki kochana ]

No i po Mokonie. Nie będę pisać, że Mokon ssie/ssał, bo ja bawiłam sie dobrze. Ssał nie cały Mokon, ale opóźnienie, ale o tym, ehem, później.

Cały czas było co robić (Chii Chiiiii~~~)... Ba, robienie zaczęło się hoho przed konwentem! Ale, jak to w życiu bywa, kulminacja miała miejsce noc przed konwentem. Jak zwykle. W noc z piątku na sobotę ja siedziałam do 5:38, a Madziara do 7 (???). A wstać trzeba bylo 8-9! Toć o 11 miała być próba przed koncertem. Jakoś 11:10 byliśmy na konwencie, ale żadnej próby nie było... Sala zamknięta... Nic nie wiadomo, gehh. Czekałyśmy kilka godzin, dziewczyny poszły do domu... Okazało się, że próba będzie dopiero ok 19. Cóż. Czekałyśmy tyle czasu na nic, do domu nie bylo sensu wracać. Zresztą i tak przecież robiliśmy z Michałem reportaż (btw niedługo na acp). Ehh, robienie naszych strojów Chii & Dark Chii pochłonęło kuuupę czasu i sporo pieniędzy, ale w sumie było warto, bo wyglądałyśmy prześlicznie. Urobiłam Madziarę żeby sie przebrała i się woziłyśmy po konwencie, hyhy. I wdzięczyłyśmy do fotografów ;P.

Kilka fot do podziwiania (kliknąć by powiększyć):

By Yen
By Yen

Karniak — lepsza perspektywa

By Gargu
By Gargu

Karniak — Kasia z "13 posterunku" — na schodach

By Kwak
By Kwak

Karniak na schodach
Morda mi wyszła okropnie, ale przynajmniej buty widać.

By Gargu
By Gargu

Jasna Chii i ciemna Chii, no jak z plakatu :-)

Zdjęcia z fotostudio:

By Mateusz
By Mateusz "Max" Maksiak


 By Gargu
By Gargu

Chii — śmiejące mordy

No i tak mijało. Tu fotki, tu ktoś znajomy, tu to, tu śmo, tu reportaż, tu prywatna próba w męskim kiblu (damski okupowała cosplayowa grupa Zombika i Chaosa, skandal!)... Było co robić. No wreszcie, nareszcie! Trochę po 20 chyba nadszedł czas próby. Dziewczyny (In'You i DH) odśpiewały po kawałku każdej z piosenek (plus jakiś kolo dodatkowy xD), my sobie przypomniałyśmy naszą masterską choreografię, ułożyłyśmy rekwizyty. Próba i tak była długaśna, bo tutaj mikrofony, tam kurtyna, huśtawka...

Kilka fot z próby:

By Yen
By Yen

Śliczne usadzenie na próbie

By Ijido
By Ijido

WTF is this shit? This is... choreografia!

By Ijido
By Ijido

Ostatnie przygotowania
Magda: powtarza.
Karniak: wypina na to dupę.
A Kura z Dagą, że już tylko Bóg nam może pomóc..

No i w końcu nadszedł czas. Z ilugodzinnym opóźnieniem? Cholera wie. Ale jakoś po 22 (?) koncert się w końcu zaczął. Trochę DH obtańcowywana przez Kairi, trochę In'You z nami, no i ten tajemniczy koleś. Moim zdaniem koncert wyszedł fajnie. Oczywiscie obiektywna nie jestem... Cóż, starałyśmy się jak tylko mogłyśmy. Bardzo dużo pracy włożyłyśmy w stroje. Choreografia, cóż, You can dance to to nie było, ale do żywszych piosenek starałyśmy się ułożyć choć troszkę podstawowych ruchów na refreny. I muszę powiedzieć, że z mojej strony to wyszło ok. Zapamiętane i przećwiczone to miałyśmy nieźle. To nie był szczyt naszych możliwości tanecznych (szczyt to był na Negiconie), ale było naprawdę dobrze. Oprócz tańcowania były też rekwizyty: bańki, zimne ognie, piórka, serduszka małe i duże i confetti. Starałyśmy się być radosne i słodkie i myślę, że wyszło nam to pomimo tremy. I repertuar In'You idealnie się uzupełniał z repertuarem DreamHunter.

Kilka fot z koncertu:

By Yen
By Yen

Kura "WTF" i bąbelki ("Anata dake no wonderland")

By Yen
By Yen

Zimne ognie ("Loop")

By Yen
By Yen

Karniak — ostateczne wygięcie ("Colors")

By XeN
By XeN

Kura i Daga w pierzu :-)

By XeN
By XeN

Niebieska Madziara

By Ijido
By Ijido

("Let me be with you")

By Ijido
By Ijido


By Ijido
By Ijido

Fajne ujęcie

By Ijido
By Ijido

Bąbelki ("Anata dake no wonderland")

By Ijido
By Ijido

Karniak — wypięcie ("Loop")

By Ijido
By Ijido


By Ijido
By Ijido

Karniak piórka ("Loop")

By Ijido
By Ijido

Bandaże ("Raison d'etre")

By Ijido
By Ijido

Oł je, oł je, a — tragiczne zdjęcie XD ("Raison d'etre")

By Ijido
By Ijido

No i upskirt — ale proszę zauważyć jak równo skoczyłyśmy ("Raison d'etre")

Kilka setnych sekundy później obiektywem Kwaka:
By Kwak
By Kwak


By Ijido
By Ijido

Madziara w publiczności ("Catch you catch me") — jaka różnorodność reakcji :D

By Ijido
By Ijido

Serducha ("Catch you catch me")

By Ijido
By Ijido

Karniak rzucający ("Catch you catch me")

By Ijido
By Ijido

Mielenie cyconami ("Groovy!")

By Ijido
By Ijido

Wypięcie XD

By Ijido
By Ijido

Radosny Karniak rzuca confetti ("Colors")

By Ijido
By Ijido

Bardzo radosny Karniak rzuca confetti ("Colors")

By Ijido
By Ijido

Wszyscy razem na koniec na "nanannaa"

No i ludzie... Ja sobie zdaję sprawę z tego, że ludzie entą godzinę czekali na cosplay i na dodatek część była zmuszona do oglądania koncertu, ale mimo to wydaje mi się, że ludzie się dobrze bawili. A przynajmniej wydawało mi sie podczas koncertu, choć mogłam się mylić (reflektory mi w oczy świeciły xD). Ale przecież klaskali, bili brawo, no chyba się podobało...

Okazuje się, ze niekoniecznie i nie wszystkim. Było sporo pozytywnych komentarzy, ale też całkiem pokaźne sporo negatywnych. Tymi zajmiemy się później. W następnej notce. Na razie pora spać.

Poza tym dziś oficjalnie zaczęły się Święta — oglądałam "Kevin sam w domu". Już się mogą Święta skończyć XD.



Friday, July 11 2008


Ava — fotki
posted @ 04:19 in [ Palantki kochana ]

Oki, Kwaka fotki z Avy. Głównie Palanciarstwo się na nich pręży. Całość można zobaczyć TU.

Palanciary w bufecie na dole
Palanciary w bufecie na dole

Oczywiście nie udało nam się sfotografować wszystkiego (czyli nas z dekoracjami naprawdę ciężko nas zebrać w jednym miejscu o jednej porze ;/), kupka.

Bleble i bleble
Bleble i bleble


Z Zombikiem
Z Zombikiem


Tu się kolega zdziwił
Tu się kolega zdziwił


Bufetowe wyjce
Bufetowe wyjce


Śpiewanko
Śpiewanko

Magda "oooo", Basia "oooo", Gosia "oooo", Karniak "shwa", Anka "bleblebleble" xD.

Radośni klienci nocnej Karczmy pod Palantkami
Radośni klienci nocnej Karczmy pod Palantkami


Fensir — prawda
Fensir — prawda

A Anka to potem miała na sobie XD XD XD.

Emo Kwak
Emo Kwak

Się na avatarka nadaje ;-)

Chirurdzy
Chirurdzy

Siostro, skalpel ;-).

Ej malllleńka!
Ej malllleńka!


Trzy wredoty
Trzy wredoty

Jakiś taki mam płaski łeb...

Czekając na Autograf Piotra W. Cholewy heeelooooł!
Czekając na Autograf Piotra W. Cholewy heeelooooł!


Taaa
Taaa

Widzicie to wielkie "NIE"... Uhm, daliśmy mu do podpisania oryginał, kwasiarze, kwasiarze!

Karniak i bąbelky!
Karniak i bąbelky!


Maś bąbelka
Maś bąbelka


Zaangażowane wyjce w bufecie
Zaangażowane wyjce w bufecie


Basia wita w Basiowym nocnym raju
Basia wita w Basiowym nocnym raju


Lilo i Stitch na koniec
Lilo i Stitch na koniec

God, przez przypadek napisałam loli XD.

Anyway, wszystkie zdjęcia są Kwaka, nie ruszać, bo i tak podpisane ;-).
ghod, zawsze zapominam jak to się grupowo risajzuje XD XD XD.
Oka, widzimy się na telepie. Będziemy robić reportaż ;3.



Monday, July 07 2008


Staszka nie ma tu* — Avangarda 2008
posted @ 03:16 in [ Palantki kochana ]

No tak, wróciłam z Avangardy, odespałam trochę, zeżarłyśmy z dziewczynami bufetowe ananasy, więc już pora coś napisać :-). Bo generalnie to było fajnie ;3.

W tym roku Avangarda była w konwencji Cthulhu/horror. To dobry motyw, również na bufet. Ale nieee ;-), my zrobiłyśmy bufet w stylu hawajskim :D. Tak dla kontrastu ;-). To był dopiero dobry pomysł! Napracowałyśmy się niemiłosiernie, miałyśmy tyle stuffu, że nas bebe na dwa razy musiało wozić! Ale przytwierdziłyśmy wszystko do ścian i całej reszty i chyba wyszły nam najlepsze dekoracje ever! Miałyśmy krajobraz morski z zachodzącym słońcem, miałyśmy palmy z kokosami i małpą, miałyśmy Johnny'ego Bravo w wydaniu wakacyjnym, uroczą deskę surfingową, ananasy, girlandy, lampiony, ścianę z babmbusa, Lilo i Stitcha do robienia sobie zdjęć, lampiony, boskie menu i cudowne cthulakowe plakaty. Do tego nastrojową muzykę z "Lilo i Stitcha" plus jakieś hawajskie rozrywkowe rytmy, hawajskie szmaty wieszane no i stroje! Stroje nam załatwił Xaric od jakiejś swojej hawajofilskiej znajomej. Miałyśmy husty, parea, spódniczki, kwiatowe wieńce na głowę i na szyję (tzw. lei), dwie spódniczki z trawy! Więc udekorowałyśmy bufet hawajsko, ubrałyśmy się hawajsko i wszystko wyglądało cudownie ;3. Wyglądało cudownie, ale było trochę mniej cudownie. Nowa szkoła, nowe zasady. W tym roku oficjalnie bufet prowadziła profesjonalna pani bufetowa. My zrobiłyśmy dekoracje i właściwie już nie miałyśmy co tam robić. Mogłyśmy tylko siedzieć i ładnie wyglądać, a to raczej nudne ;-). No cóż, w tym roku bufet był średnio nasz :(. Przynajmniej od 8 do 21. Bo od 21 do 8 miałyśmy swoją karczmę! Co prawda z minimalnym menu, ale była nasza nasza nasza! W naszym stylu, z naszym żarciem, z nami :D, z naszymi ludźmi, z UltraStarem :-) yo dla laptopa Esse, z naszymi szanownymi klientami ;). I wszyscy, którzy byli rozczarowani tym, ze w tym roku karczma taka niepalantkowa mogli przyjść i popalancić z nami w nocy :). Można było u nas spożyć tosty, parówę, zupkę chińską, tymbarka, kawę, herbatę i to chyba tyle. Można było powyć do mikrofonu albo pofiltrować z nami :D. Bardzo byłyśmy zadowolone z tego Palantkowego nocnego, bo to było coś totalnie naszego. I podobało się ludziom :-). No zaziomiłyśmy. Oczywiście miałyśmy kilku cało- i conocnych bywalców, których pozdrawiamy, Kwak ;-). Teraz mam taką chrypę od tego US, że mówić nie mogę xD xD XD.

Brzydki karniak w Lilo
Brzydki karniak w Lilo


Przygotowania
Przygotowania


Przygotowania
Przygotowania


Przygotowania
Przygotowania


Karniak z gorylem
Karniak z gorylem


US
US


Kwak prawdziwy artysta ;-)
Kwak prawdziwy artysta ;-)


Kolejną częścią sukcesu jest wywiad do radia, yo. Radia przez duże er, heee! Bo, na Avie zjawił się chłopak z Antyradia! I zrobił z nami wywiad. Zobaczymy jak to wyszło, zobaczymy... Na razie nic nie chcę pisać, bo może się okazać, że było beznadziejnie i wtedy sie nie będę chciała przyznać, że tak skopałyśmy nasze 5 minut w mediach ;P. Zobaczymy.. Pan z radia był bardzo sympatyczny, odwiedził naszą karczmę wieczorem i nagrał jeszcze moje majaki, uhhh, no nieważne, może potem udostępnimy mp3. Uhh, nie wierzcie przedstawicielom prasy, kiedy mówią, że TO jest wyłączone ;D. Tak czy siak, zobaczę jak wypadłyśmy ;-) i może was zapoznam z materiałem ;p.

Palantki udzielają wywiadu
Palantki udzielają wywiadu


Mały brak sukcesu był taki, że przygotowałyśmy sobie konkursy do bufetu i żadnego, żadnego nie zrobiłyśmy! Miały być strój avangradowy, hula na gazecie, kalambury w rytmie hula, przypnij mackę Cthulhu, coś z niczego, a nam się nic nie udało zrobić...

Poza tym, z racji, że w ciągu dnia nie miałyśmy co robić, to troszku sobie pobyłyśmy na konwencie. Fajnie, zazwyczaj na Avie się nam nie udawało. Kilka prelekcji, konkursów, Potterowski (odpadliśmy xD), Pratchettowski (karniak trzecie miejsce tralalalalala!). Z tego Pratchettowskiego to byłam dumna. W sumie miałam łatwe pytania. Kto jest jedyną osobą, która ma oficjalne pismo od Patrycjusza, że jest człowiekiem? Pff, Nobby. Jak się wabi żółw? Pfff, A'Tuin. Co było odpowiednikiem Grecji w ŚD? Pfff, Efeb. Ok, najpierw powiedziałam Tsort, ale potem się poprawiłam ;p. W kolejnej rundzie pytanie o ulubiony koktajl Niani, ten z bananem — uwaliłam. I o kogota, którego bała się babcia też uwaliłam (przekręciliśmy nazwę), hmmm tego pytania, na które odpowiedzieliśmy (z partnerem, bo to była konkurencja parami) dobrze, jakoś nie pamiętam. Może się dowiem. Anyway, nie doszłabym do finału, gdyby nie duży fart. Normanie było pytanie do innego uczestnika o to jak sie nazywał w polskim wersji kruk. Podobno Mi-Odrzekł. Z tej okazji prowadzący zadał pytanie dodatkowe (za 5 punktów i ho ho) o to jak się nazywał kruk w oryginale. Powiedział, ze tłumaczenie jest "z dupy" (nie tłumaczył Piotr W. Cholewa, do którego i tak dojdziemy później, tylko jakaś inna pani). Nie czytałam nic po anglu z krukiem, ale wiedziałam do czego jest krukowa aluzja w ŚD, come on, i wytłumaczenie wcale nie jest z dupy. Ptak mi odrzekł, Quoth the raven, ahahahahha! I tak dostałam się do finału dzięki panu dr D. i wstępowi do literaturoznawstwa ;-). Finał był ciężki, trzeba było angielskie cytaty czytać i zgadywać z jakiej to książki. Hm, zgadłam 2 na 8, ale kurde, niektóre z nich mogły być z prawie którejkolwiek książki ze ŚD.. Albo każdej książki o wiedźmach, straży, śmierci, eh. No tak czy siak, trzecie miejsce, ładna nagroda, w którą teraz popyla na kompie Basia ;P, jest. Zresztą o nagrodach jeszcze pisać będę. W czym tam my jeszcze brałyśmy udział... Wpadłyśmy na prelekcję Staszka Mąderka, który powiedział, że przyjechał na Avę dla nas i że rozkładamy się na górze xD uhh uhh. A no i potem dopadł nas Jeż Jerzy, który łaził po konwencie, tańczył ze mną, poszedł na randkę ze mną i jestem lamą. A potem Avangariada — starcie vipów. Czyli teleturniej dla szych fandomu fantastów. Staszek Mąderek, Piotr W. Cholewa, Jakub Ćwiek vs Aleksandra Janusz (Kawaii!), Witold Jabłoński i Jacek Komuda. Noo taki teleturniej, a la familiada po części, po części improwizacja, a na koniec scenki z "300" i "Potopu" i makarena. Bardzo fajnie było, przyjemnie, zabawnie, bardzo luźni ludzie. Oraz: Piotr W. Cholewa podpisał nam na wymiętym oryginale Jingo, tralalalalala! Nom. Ogólnie to tak tak, zabawnie było, chociaż IMHO niektórzy trochę za głośno się śmieli... Ok. Na czym my tam jeszcze byłyśmy... Na prelekcji o nauczaniu angla przez erpegi (olol), na rycerskim, na wyborach wieśniaka roku, ale to takie tam skakanie przez gnojówkę ;-). I chyba tyle.

Mąderek i Komuda
Mąderek i Komuda


Wszyscy
Wszyscy

Makarenę tańczyli. Tatatatatatatata makarena.

.
.

Nie podpiszę, niech się samo broni ;-).

Bliźniaczki z jeżem
Bliźniaczki z jeżem


Karniak ze zboczonym jeżem
Karniak ze zboczonym jeżem


Karniak tańczy z jeżem
Karniak tańczy z jeżem

Ekhe XD.

Skok przez gnojówkę
Skok przez gnojówkę


Fajność była na Avie jeśli chodzi o nagrody. Bo w konkursach można było wygrać avangardowe pieniądze — złe szelągi czy tam jakie inne mroczne szylingi. Potem szło się z tym do sklepiku i można było kupić nagrody. Ja koniec końców kupiłam siakąś tam książkę i "Blondynkę w opałach" — grę, która jest teraz ubasiowa. Ale wygląda na fajną. Pojazd po blondynkach na maksa xD XD.

Ostatniego dnia to już tylko sprzątanko i do domu... Ih ih, zadowolona jestem z Avangardy. Udało nam się połączyć ziomienie w bufecie z braniem udziału w konie, cudo. Moje bebe dużo nam pomogło, a ja się na nie tylko fochałam, hehe. Oomm, ale za to chyba pierwszy raz w historii Avy się wyspałam. Pierwszej nocy spałam od 5 do 13 :-), drugiej — od 8 do 11, ale całkiem rześka byłam.

Dałam trochę Dżołowych fotek, ale czekamy tu na inne zdjęcia, a szczególnie na Kwakowe! Więc sie proszę jeszcze spodziewać więcej fot!
________________
*wchodzi Joe do bufetu i tonem "Staszek szybki jest" mówi "Staszka nie ma tu". A był xD.