Uoch, co za Sylwester. Norrrrmalnie z przygodami!
W tym roku miał być Lucid, miała być Piekarnia znów, ale koniec końców zaszczyciliśmy obecnością klub Vinyl.
Trochę przed Sylwkiem okazało się, że bez Kurosoniaków, bo chorzy buuueej!
Ale tak czy siak wystroiłyśmy się w dziewczynę gangstera, którą dostałyśmy na gwiazdkę od Michaua ;3. Michał mało-chętnie wydał kupę kasy na nową marynarkę i byliśmy piękni ;3. Piękni w nowych butach z dajśmana — z grubsza EKSTREMALNIE niewygodnych! Nom, ale jak już wszystko na siebie wciągłam to nie wyglądałam źle. Ciocia mi usprawniła spodenki, kapelusz miałam fachowy. Super. Tylko paznokcie se zepsułam XD.
Wystroiliśmy się, wystroiliśmy i wyszliśmy z domu z tylko 20-minutowym opóźnieniem. Jestem dumna z tego naszego wyrobienia się :-). To głównie zasługa mojego kochania, które robiło wszystko, czego ja robić nie mogłam, bo miałam mokre paznokcie ;P. Nom. Wtarabaniliśmy się do metra. Świętokrzyska. Pytam — wysiadamy? Nie, nie. Oczywiście wylądowaliśmy na Politechnice XD. Czekamy na przystanku tramwajowym. Pytam — a co to za dziwne czerwone coś? Jak to co. Metro się nie zatrzymywało w centrum z powodu koncertu blog 27 to i tramwaje nie jeździły. I drałowaliśmy na piechotę w obcaskach grhhaaa! Ale dotarliśmy, Dagmara podrzuciła nam pod wejście zaproszonka i bosko! W klubie całkiem fajo, całkiem fajo. Fajny wystrój, ładnie tam było. Czarno czerwono biało, święcące stoliki itd. Na początku było ładnie, bo potem calusieńka podłoga była w drinach i zakąskach, aż się ludzie wywalali na tym XD (na szczęście nie my :P). Nom, jeśli chodzi o ludzi to różnie. Nom. Trochę kibiców było... I jedna Wielka Brytania, Union Jack po prostu XD.
Ale bawiliśmy się ok. Do północy wysączyłam jednego drina, więc byłam total trzeźwość. Zajadaliśmy pyszniaste jedzonka ;3, zajadaliśmy... A potem nagle alarm antykrewetkowy, północ, szampan, Głuchokarniakowy Palantkowy Toast Telefoniczny :-). Ale krewetkowa drama w Sylwestra, no nie? Aż mi się smutno zrobiło z powodu tego alarmu antykrewetkowego. Ale przygoda, brr. Potem to już pierwsza oklok, ziewające Dagmarokrzysie z Bratonarzeczoną się zmyli i zostaliśmy sami.
Sami w Sylwestra, trochę dziwnie. Ale dawaliśmy radę! Prowadziliśmy nomadyczny tryb życia, piliśmy, piliśmy, piliśmy, aż miałam dobry humorrrek ;3, tańczyliśmy, zawieraliśmy nowe znajomości :D. Aż żałuję, że jednak nie wzięliśmy kontaktu od tych ludzi, bo przynajmniej byłoby kilka fotek do postnięcia na karniaku. My nie wzięliśmy aparatu z przyczyn technicznych, więc nic nie uwieczniliśmy :( (no, prawie nic, ale o tym potem). Trochę robiliśmy siusiu, potem znowu tańczyliśmy i piliśmy, a troszkę po 4 się zmyliśmy. Ale kurde, całą imprezę przetrwałam w niewygodnych szpilkach. Pod koniec już miałam to gdzieś XD. Oczywiście po północy był moment załamania, ale twarda byłam, rrau!
Wracaliśmy na piechotkę przez centrum. Kurde, ale musiała być impreza xD. Bo syf był nieprzeciętny. Butelki po różnych różniastych alkoholach, kieliszki, jakieś żarcie. Wszędzie. Oczywiście fotek z imprezy nie mamy, ale za to pan fotoreporter uwiecznił noworoczną Warszawę.
![]()
Sylwester w Warszawie
![]()
Sylwester w Warszawie
Oscar i a-petit jak po ataku ludów jakichś normańskich, ale na szczęście kebabiki na Świętokrzyskiej były otwarte. Więc zjedliśmy po kebabiku (jaki Sylwester taki cały rok więc będzie kababowy ;3) i poczłapaliśmy do mnie, gdzie wzięliśmy małe kompu, uczciliśmy nowy rok i lulu. Trochę jakoś nie mogłam zasnąć, jakieś takie miałam migotanie przedsionków, nie wiem... Ale i tak fajnie było. Spaliśmy do 14 i też fajnie było ;3. Myhyhy! Chcem jesce!
Rano, znaczy "rano", po południu śniadanko, mantyczonko, Durysiczy do domu, a me do dziewczyn grać w TRA :P.
Anyway, Sylwek z przygodami, ale jestem zadowolona. Spanko było siupel. Dzia! Sylwek dobry to i rok będzie dobry.
Kebabowo-spearmintowy i przytulaśny :3.
Ach, wam, którzy to czytacie, też życzę dobrego roku! Buziaki! :*
Tuesday, January 01 2008
Silweesteer!
posted @ 21:48 in [ ...})i({... ]
