Popierdolona jest ta praca. Kurwa, nienawidzę jej.
Cieszę się niepomiernie, że teraz przez 6 dni, 6 cudownych dni. Jedziemy na Piernicon, tak, tak, tak. już sie nie mogę doczekać!
Poza tym mój ukochany kupił mi spódniczkę i sukienkę i wogle dziaa :-).
A jeszcze poza tym to już nie mieszkamy u De-chana razem. Z powodu wrapsów z majonezem.
Thursday, August 23 2007
Ragazzina — Twoja wina
posted @ 00:12 in [ ...})i({... ]
Tuesday, August 21 2007
Huhuhu!
posted @ 01:59 in [ ...})i({... ]
Aktualnie, korzystając ze sprzyjających okoliczności mieszkamy z Michalątkiem :3. Jest mrrrr. Mrr. Szkoda, że czasami musimy chodzić do pracy :(...
Poza tym. Porażająca recenzja "Pani willi" sponsorowana przez literki i i c oraz cyferki 6 i 9 może zostać przeczytana [TU].
Nia-o.
Tuesday, August 14 2007
DOJI 7
posted @ 01:32 in [ ...})i({... ]
Ehhh. Szybciorkiem cosik napiszemy o siódmym DOJIconie.
Ehm. Pojechaliśmy :-). Na szczęście akurat mi wypadło wtedy wolne.
Wsiedliśmy w pociaga o 6 nad ranem z Kurką i Joe-chanem i siups — po ósmej też nad ranem ;-) byliśmy w Krakowie. Szybki meldunek w hotelu Lypsk. Pani z portierni ulokowała nas w najwyższej komnacie w najwyższej wieży XD. Komnatę rozdziewiczyliśmy i szybciorem na konwent. Kolejka była jak 150........ ............. ............ Od razu udaliśmy się na urodziny "Otaku". Mało huczne TBH. A potem nas wygonili po jakiś stuff znowu do hotelu XD. W te i wewte i wte i wewte. Potem urodziny Hadala. God, znowu urodziny, rzucanie tortem, standardzik. Obiadek, kiepski krakowski kebab i kiepski krakowski gyros. Wróciliśmy na konwent i.. musiałam se kimnąć. Bo przecież w nocy nie zmrużyłam oka ani na sekundę. Po pracy sranie w banie, pakowanie, a tu zaraz wstawać trzeba. Więc padałam na ryj. Więc padłam sobie na śpiwór Vegona przy wejściu na konwent i przekimałam kilka godzinek. W ramach interakcji ze mną Michał robił mi zdjęcia XD. I dobrze, bo jakby mnie obudził to byłabym zła ;-). Potem dalej konwent, karaoke, cosplay. Nie będę się rozwodzić nad tym co tam sie stało, bo ehh. Bo nie. Cośtam porobiliśmy później na konwencie i poszliśmy do hotelu Lypsk, gdzie po wieczorze z Yankiem, Yuk i ćmami oraz późnym wieczorze we dwoje (mrrr ;3) poszliśmy spać.
Następnego dnia nad ranem Joe-chan mnie zbudził i zmusił do pójścia na konwent, ale chyba jakoś się niewiele działo. Połaziliśmy po szkole, odwiedziliśmy ostatnie panele, spakowaliśmy się w taksówkę (zachciało mi się burżujstwa xP) i pojechaliśmy do centrum. Połaziliśmy po Krakowie, całkiem milutko było ;3. Wcięliśmy chaczapuri, połaziliśmy, posiedzieliśmy i pojechaliśmy do domciu. Powrót pociągiem był bardzo fajny, ehh :-).
Faaajnie było. I na konwencie i w Krakowie. W Krakowie nawet fajniej jak dla mnie.
Wróciłam zmęczooona, a następnego dnia do praacyyy. Ehhh.
