No właśnie, mamy wybór. Wiadomo. Anglistyka czy kolegium nauczycielskie.
Ja już się nastawiłam na kolegium. Już się zaczęłam NAWET cieszyć i przestałam żałować angli, a tu, kurde, musieli mi powiedzieć, że mnie chcą...
I tak: wydaje mi się, że na kolegium będzie łatwiej. Ktoś na gronie napisał, że kolegium to jak liceum, tylko po angielsku. I kolegium na mnie zrobiło od początku dobre wrażenie. Miłe panie, takich studentów jak ja potrzebują i wogle... Poza tym grupa druga, w której mam nadzieję wyląduję, ma zajęcia tak, że mi nie będzie kolidowało z europeistyką. I pani mi powiedziała, że jak będzie mi coś kolidować to mogą mi pójść na rękę i przenieść albo co.
Jeśli o anglistykę chodzi to hmm to mnie trochę przeraża. Bo trochę jednak wiem jak tam jest. Jakieś rejestracje, kolejki o.O kurde, jakieś kursy, jakieś nie, nie. No kurde, anglistyka mnie przeraża. Toć moja Wielka De przez to przechodzi siódmy rok, zaraz zacznie ósmy!
Wszyscy są za anglistyką, wiem, prestiż, lepsze toto niż kolegium, przecież o tym marzyłam. No, wiem. OK. Racja, zaryzykuję. Więc zadzwoniłam do pani z anglistyki i spytałam jak to jest. A pani mi powiedziała, że mogę przyjść do komisji z papierami, ale mam mniejsze szanse, bo studiuję jeszcze europeistykę. A to mocno zmniejsza moje szanse na dostanie się, bo oni mają już wyczerpany limit dla ludzi z równoległych i na te zwolnione miejsca na angli szukają kogoś, kto jeszcze nigdzie nie studiuje. Więc się sprawa rozwiązała...
Poza tym mam genialny plan połączenia studiów. Ale na razie zostajemy na europeistyce, idziemy a kolegium, jeszcze zajrzę na anglistykę, ale nie sądzę żeby mnie wzięli, więc problem się troszkę sam rozwiązał, uff ;-).
Tuesday, July 31 2007
Ważenie
posted @ 12:33 in [ Karina Show ]
Tuesday, July 31 2007
Ouhh
posted @ 02:26 in [ Karina Show ]
I coo?
I teraz mnie chcą na dziennej anglistyce? I co? Anglistyka czy kolegium nauczycielskie? Życiowy wybór. Pomocy.
Później jeszcze porozważam, teraz się z tym prześpię.
Monday, July 30 2007
Pracowicie
posted @ 02:10 in [ Karina Show ]
Nom, pracowicie mi, pracowicie :-).
Fajnie jest. Męcząco, ale fajnie :-). Myślę o tych pieniąąądzaaach! 60 zł netto za dzień. To niespodzianka, bo bałam się trochę, że brutto. A tu netto, ihihi, netto.
Dziś okazało się, że mam przychodzić do pracy godzinkę później. Dodatkowa godzinka snu ;3. A jakie dziś było wyżywienie dobre! Na obiadek pyszna pizza, na kolacje spaghetti pesto (?). To zaleta tej pracy, jedzonko :-). Mama mówi, że przytyję, ale ja wiem, że nie. Przychodzę do kuchni, jem cukierki, które kupiłam po drodze ;-), jem obiad, głoduję, głoduję, jem kolację, wracam do domu, nic nie jem, trawię, trawię. Dwa normalne posiłki i nie mam szans podjadać pomiędzy. Idealnie. A jak zgłodnieję to zapijam wodą, cudo.
Dziś było miło, bo okazało się, że na innym zmywaku w tej restauracji pracuje dziewczę w moim wieku więc sobie pogadałyśmy i jakoś szybciej minęło :-). Już się nauczyłam — weekendy jest nudno, mało do zmywania, bo nie ma klientów. W tygodniu jest zapieprz. Wtedy czas szybciej mija.. Chociaż ja chyba będę wolała weekendy ;-). W następnym tygodniu mam tylko sobotę z weekendu...
No nici. Teraz mam dwa dni wolnego więc postaram się załatwić wszystko, co załatwić powinnam i poopierdalać się maksymalnie :-).
Sunday, July 29 2007
Karniak @ w00rk
posted @ 00:37 in [ Karina Show ]
Tak, tak, co to się stao!
Zaczynałam w pornobiznesie. Ale zarobiłam stówkę i rzuciłam XD.
Teraz robię na zmywaku w ekskluzywnej restauracji koło nas. Nnnie jest źle! Fakt — zmywam, zmywam, zmywam, 11 godzin na nogach. Oj, ale serio nie jest źle. Może to średnio ambitne, ale moim wymaganiom zdecydowanie odpowiada :-). Brak kontaktu z ludźmi, mała odpowiedzialność, nie muszę się odzywać ;-). Dogodne godziny, wporządkowe warunki pracy, ludzie chyba OK. I karmią mnie tam! Dzisiaj jadłam spaghetti z homarem warte 150 zł, hę!! Jem sobie, a i kaski trochę wpadnie. Rączki mam jeno cały czas suche teraz! To takie okropne pozmywakowe uczucie! Błeeff! I wydaje mi się, że zaczynam śmierdzieć pomywaczką... Jest taki charakterystyczny zapach wydzielany przez wszystkie zmywająco-kuchenno-gotujące panie. I sprzątaczki. To ja też zaczynam walić. Ale co tam. Kto mnie tam wącha :P.
I jutro znowu do pracky ;3. I bedę miala piieeeniiąąądzeeee! $___$
Mam nadzieję, że się jakoś uda załatwić DOJI...
Idę zZz, bo jestem zZzmęczona ;-).
Wednesday, July 18 2007
Se se — edukacja
posted @ 15:09 in [ Karina Show ]
Jak już wiadomo, w tym roku RÓWNIEŻ ;-) poprawiałam maturę z angla i osiągnęłam galopująco zawrotny wynik 94%. I znowu ;__; startowałam na studia. Tak, kręcę na siebie pętlę i chcę zrobić sobie drugi kierunek, prócz euro. Równolegle, huhu. Startowałam więc na anglistykę (angli) i nauczanie angielskiego (kole — jak Kolegium nauczycielskie). Na anglistykę liczyli angielski i dwa przedmioty z listy na poziomie podstawowym LUB rozszerzonym — u mnie to była geografia (podstawowy — 83%, rozszerzony — 66%) i francuski (tylko podstawowy — 96%). Na kolegium liczyli tylko angielski. Na anglistykę się nie dostałam. Buff :(. Angielski mam idealny (podstawowy — 100%, rozszerzony — 94%), ale liczą te dwa dodatkowe przedmioty, więc jestem na przegranej pozycji. Na przegranej pozycji 415. A przyjmują ok. 120 osób na dzienne. Pewnie trochę podskoczę na liście, ale na dzienne raczej nie wejdę, ew. na wieczorowe, a to już mam przerobione.. Więc zostajemy na kolegium. Dostałam się na dzienne, byłam 40 :D. Cieszę się i z tego. Cieszę się też, że nie muszę wybierać między angli a kole... Trochę mi było żal anglistyki na początku, ale co tam. Przynajmniej po 3 cudownych latach studiowania będę miała zawód.. Poza tym jakoś mi się zdaje, że na kole będzie łatwiej... I jak tak patrzę jak się moje maleństwo męczy na anglistyce to się cieszę z kolegium :-). Ha! Na dodatek można sobie łatwo dorobić specjalizację nauczycielską z drugiego języka, hmmm. Zobaczymy, zobaczymy.
Tak więc już jesteśmy zdecydowani. Kolegium nauczycielskie. Zaniosłam dzisiaj wszystkie cenne papiery, które kolekcjonowałam przez ostatnie dwa tygodnie. Moje matury, wszystkie aneksy, odpisy i takie tam. Poza tym pozwolenia, zgody, zaświadczenia, oświadczenia! Nawet nie sądziłam, że to będzie wymagało tyle starań o papierki! Ale mam, mam wszystko! POani Viloa z sekretariatu CE ma mnie już dosyć ;-). Ale mam, mam. Zaniosłam wszystko na Nowy Świat. Sesese, hę! Nowy Świat! NŚ :-). I tam złożyłam wszystkie papiery, całą teczkę. Panie normalnie były pod wrażeniem tego, że mam wszystkie zgody, pozwolenia, zaświadczenia i oświadczenia. Bo podobno niektórzy nawet nie wiedzieli, że trzeba mieć zgodę, a teraz to na zgodę juz za późno, bo wszyscy dziekani siedzą na Majorce (na pewno w willi Axe XD), i prrruuut! Hehehe. Więc normalnie panie się bardzo ucieszyły, że się dowiedziałam i wszystko załatwiłam. Na wszystkich podaniach i innych świstkach były daty więc było widać, że czas jakiś już za tym latam :D. I panie mnie pochwaliły i hohoh :-) I powiedziały, ehem, "właśnie takich studentów potrzebujemy" HEEE~! Takich studentów. Jak ja >:D. Yhyhy. Niaf niaf niaf ;3. Ba ;-). Kurde, ciesze się. Takich studentów jak JA! JA! JAAA!!! Ok, nie przypominajcie mi kim jestem ;-). Na razie cieszę się, że panie, które mnie nie znają powiedziały, że potrzebują takich studentów jak ja ;-). Fajnie fajnie :-). Bardzo dobre pierwsze wrażenie wywarliśmy i odnieśliśmy :-). Obustronnie :-), sesese.
A jeśli chodzi o euro to wszystko zaliczone. Pochwalę się moimi cudownymi wynikami ;3.
Europejskie prawo gospodarcze ZAL (ĆW) 3,5 (WYK)
Integracja RP z UE 4 (WYK)
Język francuski - poziom podstawowy 5 (LEK)
Międzynarodowe stosunki polityczne 4 (WYK) ZAL (ĆW)
Prawo wspólnotowe 3 (WYK)
Taniec nowoczesny ZAL (WF)
Teoria integracji ekonomicznej 4 (WYK)
Hy, hy, hy. Jakoś nie mam wpisanego zaliczenia z ćwiczeń z prawa wspólnotowego (a przecież zaliczyłam!), ale do września jeszcze czas. Czyli euro mam z głowy do października :-).
Mam nadzieję, że mi się uda jakoś połączyć studiowanie na kole z euro... Mam nadzieję, że podołam. Kumpela mi powiedziała, że na kole jest ciężko i trzeba się uczyć SYSTEMATYCZNIE o.O uhh. Ja nie znam słowa systematycznie ;-). Nie no, zobaczymy. Na euro mam niewiele zajęć. 4 wykłady, seminarium, lektoraty odwaliłam, tylko egzaminu nie mam, jeszcze jeden semestr WF-u mi został. Mam nadzieję, że na kole wyląduje w takiej grupie (oby 2), że nie będzie mi kolidować. I mam nadzieję, że mi WF-y przepiszą. Bo lektoraty to bym jeszcze porobiła... A jak mi nie przepiszą no to taniec, nie ma opcji. 200 zeta za semestr, ale jaka zabawa :-). No! A, i oguny! Bo na euro trzeba zrobić 6 ogunów. A ja zrobiłam tylko 2... Yhm. Więc będę musiała zrobić po dwa na semestr wrr. I jeszcze praca licencjacka na euro. A nie mam nawet kawałka pomysłu o czym pisać, nooo. Nie, nie. Jak ja sobie poradzę? Będę musiała być PRACOWITA, SYSTEMATYCZNA i jakaś tam jeszcze. Boże, to będzie jakiś koszmar! Uhh, może przynajmniej będę spełniona, powiedzmy, "zawodowo". Wiecie, dwa kierunki, nieźle brzmi, nie w kij pierdział. Huh! Hęęę! Hy, hy, hy. Ale jakoś to będzie trzeba mądrze zorganizować... No nic, zobaczymy. Mam całe wakacje żeby o tym myśleć ;).
Friday, July 13 2007
Ohhh
posted @ 02:35 in [ Karina Show ]
Właśnie skończyłam oglądać trzeci sezon DH.
O matko!
O matko!
O matkooo!
Skończyło się, uhhh. Tyle niespodzianek na sam koniec! Spoko, spoko, w tej notce nie będzie spoilerów. Napiszę tylko, że przez ostatnie dwa odcinki było mi bardzo smutno. W ogóle to ja średnio raz na odcinek beczę xD. Ze wzruszenia albo ze smutku XD, got XD. Ja wiem, ja wiem. Z sezonu na sezon to sie staje coraz głupsze, problemy są naciągane, bla bla bla. Ale bohaterki tego serialu są tak cudowne, że to byłby grzech ciężki gdyby producenci, scenarzyści czy kto tam im nie wymyślali tych problemów. Poza tym. Czytałam troszkę spoilerów nt 4. sezonu. Uh uh. Już nie mogę się doczekać! 9 lipca zaczęli go podobno kręcić! O matko, muszę oglądać na bieżąco! Jejku jej! Co za emocje. To naprawdę wciąga!
Ta, jeszcze nie dałam telepowych fotek, rrr. Rrr. Ok.
Monday, July 09 2007
Teleport 2007
posted @ 00:30 in [ Karina Show ]
Nigdy nie byliśmy na Teleporcie. Ani my, karniaczki, ani Wielki Joe. Gdańsk. A w Gdańsku jak dawno nie byłam! Tak dawno, że prawie cały czas byłam przekonana, że jestem w Krakowie (?). A jak wiedziałam, że nie jestem w Krakowie, to myślałam, że jestem w Gdyni. Ja nie wiem, chyba z niewyspania. No, ale, pojechaliśmy w piątek o 7:55 nad ranem. Wróciliśmy w niedzielę, choć pierwotny plan zakładał powrót w poniedziałek.
Parę znajomych osób było. Vegony, Fensirek, Yanek z przyległościami. Ale warszawskiej ekipy nie było..
Zakwaterowaliśmy się w wysokiej klasy hotelu, ośrodku, czymkolwiek — w Portusie. To był jakiś koszmar XD. Syf totalny. Waliło nieprzeciętnie (uhh). Aż mi dalmatyńczyki zaśmiardły. Meble, że a fe. Kible — teksańska masakra. Jedynie łóżko było oazą jako-takiej czystości — do czasu ;-). Odżywianie. Jedliśmy pizzę. Pierwszego dnia niedobrą, więc nie zjadłam. Drugiego dnia dobrą, ale ogromną — maxx (będzie na fotkach), więc też nie zjadłam xD. A śniadania i kolacje jak wypadło, sklepowo albo wogóle.
Generalnie to dla mnie ten wyjazd nie był wyjazdem na konwent. Bardziej się cieszyłam, że spędzę z moim kurczęciem troszkę czasu. Właściwie to na Teleport ciągnęło mnie tylko po to żeby zobaczyć jak tam się przyjęły moje "ekscesy". I oczywiście się przekonałam. Ogólna recepcja mojej osoby, panel o 4chanie. Nie było źle. Liczyłam (...) na większą dywersję ;-) (?). No, ale konwent jak konwent. Chaos, syf i malaria w kiblach (tylko jeden był ładny), nikt nic nie wie. Chciałam się przebrać za coś, myślałam o którymś z moich wyświechtanych strojów, ale w końcu wymiękłam. I dobrze. Cosplay skromniutko. Wogóle mało się działo. Goście wystawili organizatorów. A na Kossakowską to bym nawet poszła. Wzięliśmy udział w konkursie wiedzy o Harrym Potterze i nawet zajęliśmy trzecie miejsce. Coś tam wygraliśmy nawet. Nom, panele: o 4chanie fajny, o furry był i ssał. Nauczcie się to wymawiać, dżiz. Zresztą to samo z /b/. Bo ja oczywiście gówno wiem, ale moim zdaniem się nie mówi "be" tylko "bi". Hmm. Uhh. Poza tym poskakaliśmy trochę na DDR i się obraziłam na Michała i na DDR, bo buc był lepszy ode mnie. Uhh. Od dziś DDR ttylko w domowym zaciszu. Jak ktoś mi kupi matę. Było też bollywood. A to był wielki foch. Bo Yen kupił Ance bransoletki, a mi Joe nie kupił. Co z niego będzie za ojciec! W końcu po wielkiej tragedii, titanicu i warczeniu kupił :P. Ale to tak niechętnie ;-). Ale mam te pierdzielone bransoletki i będę chodzić i nimi brzęczeć na złość światu. Nikt mnie nie rozumie, co?
Zmęczył mnie ten konwent. Teraz jestem bardzo zmęczona. Może dlatego, że kiepsko spałam w nocy. Bo wieczorem poszliśmy na konkurs hentai prowadzony przez Raista. Yhy. Nawet wzięliśmy udział. Pierwsza runda to scenki z hentajów i "końca nie widać" — zgadywanka. A potem... No właśnie. Potem konkurs wiązania. Wiązano MNIE i było zajebiście >:D. Zresztą fotki będą na acp i tu też wrzucę kiedy je dorwę. Barrrdzo fajnie było, zajebiście :D. Zajęliśmy 3 chyba miejsce i na dodatek dostałam od Raista sznurek :>. Konkurs się skończył w środku nocy, więc poszliśmy spać jeszcze bardziej w środku. Trzeba wliczyć prysznice i inne wieczorne czynności z użyciem sznurka od Raista itd ;-).
Fajnie się spało :3. Niaf niaf mrrr ;3. Jeno krótko. Tylko dwie noce :(.
No, wróciliśmy w niedzielę, ale troszkę smutno, bo mogliśmy zostać. Pogoda była okropna, zimno, cimno, ale jakby zaczęło się przejaśniać. Może by się zrobiło ładniej, może bym zobaczyła morze. Może ;-). No, a tak — jestem już w domu i generalnie z Teleportu-konwentu jestem zadowolona częściowo, a z Teleportu-pobycia-z-Michałem zgrubsza zadowolona. Fajnie teges, spało się, było. Chociaż momentami było "Joe i jego nowy aparat pojechali na konwent". Ale z grubsza me happy. Szkoda, że na następne pospanie razem trzeba będzie dłuugo czekać :(. A ja to tak lubię :(. A na dodatek Kama wyjechała i teraz muszę spać sama. A żon do oglądania nie ma ;(.
Tuesday, July 03 2007
Aktualności
posted @ 02:19 in [ Karina Show ]
Czyli co tam u mnie. Z grubsza źle. Obudziłam się rano, po koszmarnych snach (z tzw. shitbricksami, lustrem i moimi rodzicami XD). Tylko usiadłam na łóżku i zaczęła mi lecieć krew z nosa. Zakrwawiłam otoczenie i wstałam lewą, zakrwawioną nogą ;-). W ogóle nic mi się nie chce. Mam kiepski humorek, głowa mnie boli, mam okres i jestem wściekła. Michał mnie zdenerwował z rana, a potem to już tylko gorzej było. Poryczałam się w metrze (!) i przeżyłam załamanie nerwowe na korytarzu CE, przez co musiałam wypłakać się najidealniejszej studentce na roku XD XD XD. No, ale dość narzekania. Miało być "co u mnie" a nie narzekanie.
Po pierwsze zdjęcia. Ze zdjęciami dupa. Program żaden nic nie zdziała — "card reader required". Zdziałają profesjonaliści, ale to mnie zakosztuje 60 zł, więc podziękuję. Trudno. Chociaż trochę szkoda, że zaginie seks sesja zdjęciowa z Fensirem, seks potańczówka z cih-ym :( i cała reszta. Błeeee ;(. Ostatnią szansą jest jakieś magiczne urządzenie (rzeczony card reader), ale nad tym się zastanawia Michał, zobaczymy co z tego wyjdzie. Może jeszcze nie wszystko stracone. Właściwie szanse na odzyskanie fotek stale rosną :-).
Nio. Edukacja. Już po sesji jestem, na razie wszystko zaliczone (tfu tfu). Czekamy jeszcze na wyniki z MSP. Tego się najbardziej obawiam. Jest szansa, że będzie 2 :(, bo na egzaminie trochę, ehem, wszystko popierdoliłam xD. Poza tym: dzisiaj z rana pojechałam odebrać wyniki matury z angielskiego. Taak, pisałam ją już trzeci raz. I już nawet nie pamiętam czy pisałam o tym tu, czy to miała być tajemnica o.O hyhy. Tak czy siak teraz ujawnimy mój zajebisty wynik: 94% z rozszerzonego angla. No i 0% z polaka, na którego nie poszłam, ale powiedzmy ;-), że to się nie liczy — toć pogorszyć mi nie mogą. Potem siu do sekretariatu CE po moją zgodę na rozpoczęcie studiów równoległych. No właśnie. Biorę drugi kierunek. Anglistyka lub nauczanie angielskiego na Kolegium Nauczycielskim. Zapisałam się na IRK na obydwa. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Pewnie na anglistykę się nie dostanę, bo liczą angielski plus 2 przedmioty — w moim przypadku geografia i francuski. Mają być podstawowe LUB rozszerzone. A ja mam franca tylko podstawowego, a gegrę kiepską, co mocno zmniejsza moje szanse na dostanie się... Na kolegium to się pewnie dostanę. Pewnie na bank ;-). Dostałam się już za pierwszym razem, ale wtedy poszłam na europeistykę. Ha. No i będą dwa kierunki. Brzmi nieźle. Dwa kierunki, studia równoległe, pracowita dziewczynka itd. Ale ja nie wiem czy sobie dam radę. Znam tę dziewczynkę i wiem, że nie jest pracowita. Jest kopanym w dupę leniem. I wiem, że w tym roku będę pisać licencjat na euro. Będę pisać, ale jeszcze nie wiem co, o czym, u kogo. Porażka. Poza tym wiadomo — pierwszy rok studiów jest najgorszy. Pisanie prac też nie jest zbyt przyjemne. Więc nie wiem jak ja sobie poradzę w ogóle :(.. Martwię się.
Puufff, co poza tym. Ba, praca. Leniwe karniaczki muszą sobie znaleźć pracę na wakacje. Hm, perspektyw nie widzę. Nic nie chcę rozdawać. Więc co? Co? Kelnerka? Podawaczka kebaba? Pani robiąca ksera otyłemu szefowi? Przygotowywaczka kawy? Jak moja cudowna siostra, która jest ode mnie 3 lata młodsza i znalazła pracę w coffeeheaven, więc teraz jest "oczkiem w głowie" rodziców. Jest na prostszej niż ja drodze do wyfrunięcia z gniazda i ma prawo prosić o wszystko, jasna sprawa, wszyscy się o nią martwią i o to czy ją bolą nogi, czy jest zmęczona, czy zasnęła, ghaaa! Mam przesrane. Muszę znaleźć jakąś pracę. No coś tam mam, ale nie za dużo płacę, tyle baranie to sie daje na tacę, BOŻEEEE XD. Ze mną jest taki problem, że mi się szczerze nie chce. Chce mi się tylko mieć pieniążki. A i to niekoniecznie. Ale pracować mi się zdecydowanie nie chce. No, ale decyzja podjęta. Wycyganiłam za to od mamy pendrive'a. Zresztą nie mam innego wyjścia nawet. Muszę. Jak to mówią: nie chcem, ale muszem.
Uhh. To by było na tyle. Teraz odpoczywamy, albo przynajmniej się staramy. Bo sesja i Ava mi dały w kość. Zmęczonam. Teraz obżeram się czekoladą i lodami. Oglądam "Desperate housewives", nadrabiam zaległości w "Heroesach". Nawypożyczałam sobie Pratchettów kilka części Świata Dysku, przedostatni tom "Serii niefortunnych zdarzeń". I czekam na nowego Harry'ego Pottera. Dopóki nie przeczytam nie wchodzę na /b/ ;-). Nie mam zamiaru sobie zespojlować, tak jak zespojlowałam sobie oglądanie trzecich "Piratów z Karaibów". Ah. No i czekamy na Teleport. Mmm, Trójmiasto, morze. Sto lat nie byłam nad morzem! Fajnie będzie :3.
