Święęta minęły całkiem bezboleśnie. Przyjemnie. Zgarnęłam (w kolejności chronologicznej) kasę, wagę (na spółę z mamą i siorą), słodycze, perfumy, pasek, opaskę, dezodorant, kasę, kosmetyki do włosów. Poleniuchowałam ile trzeba. Pograłyśmy sobie całkiem sporo w TR3 — dżungla zaliczona, Nevada zaliczona, teraz jesteśmy w Londynie. Również sobie się pouczyłam :-). Odrobiłam angielski, nauczyłam się to testów. Usystematyzowałam moje notatki z Instytucji WE i funkcjonowania UE (jeden przedmiot xD) i zaczęłam czytać książkę do Regionazmu i federalizmu w Europie (będzie ciężko). Muszę jeszcze uzupełnić sobie notatki z Systemów informacyjnych UE, odrobić je i przeczytać Giddensa i Greya. Ale mam nadzieję, że zdążę to zrobić przed sylwestrem. Lub po.
Właśnie Sylwester. Sylwestra idziemy celebrować do Piekarni za prawie 200 zeta od osoby, więc uhh xD. Obiecują różniaste dźwięki, "OPEN BAR + jedzenie, za jedyne 200 PLN!!!". Mam nadzieję, że ZA JEDYNE 200 zł!!! będziemy się dobsie bawić :-). Ofkorz miałam problem w co się ubrać, w coo sięę ubraaać??!! Ale na szczęście już się wynurza koncepcja :-). Tylko muszę mojego Kurczaka przypilnować! Poszliśmy przed Świętami na zakupy celem zdobycia ładnej marynarki i, uwaga, zdobyliśmy. Więc będzie ładna mrynarka i dżinsy. Nie wiadomo co pod marynarkę. Kurczak wymyślił, że nie koszulę tylko koszulkę. Ok, koszulkę. Ta, która mi się podoba nie pasuje... Inna propozycja też mi się nie podoba, bo sorry, noo wygląda ta koszulka jak na wuef... ;/. Może by zakupić koszulkę łądną, nierozciągniętą, ładną, nie na wuef, ładną... Ale niezbyt będzie kiedy. W niedzielę... Może... I kurde, nie zezwalam na tą zieloną na wuef, blee! A jak interesuję się tymi ciuchami i go pytam to Michał mi mówi, że jestem upierdliwa :(. "Upierdliwiątko" — tak o mnie powiedział :(. Może i jestem upierdliwa. I będę. A jak Michał chce se iść w bluzce na wuef to niech idzieee ;(. Hm!
Ale open bar brzmi obiecująco... :} ;-). ]:> se se se xD.
Saturday, December 30 2006
Okej, poświątecznie-przedsylwestrowo
posted @ 04:16 in [ Karina Show ]
Saturday, December 23 2006
Święta
posted @ 00:27 in [ Karina Show ]

I won't ask for much this Christmas...
I won't even wish for snooooow
[bo nie mam zimowych butów i łudzę się, ze mi się uda nie kupować ich wcale ;-)]
Tak naprawdę to sobię życzę:
równowagi
spokoju ducha
samokontroli
czegoś na ukojenie nerwów
dużo sokoju, bez kłótni, zabiegania
co najmniej 36 godzin na dobę (trzeba się pouczyć w te Święta... ehh)
Jakaś jestem taka wypruta. Sprzątanko, zakupy, pomaganko, te sprawy. Chciałabym odpocząć w Święta. A tu się nie zanosi....
Prezenty zakupione, ciekawe co dostanę, ho ho ho?
Bo dostałyśmy już, uwaga, wagę :-). Jużem się zważyła — 52 kilosy, uuu.
Czekam na resztę prezentów ;-).
Jutro se z Kurczakiem dajemy prezenty.
Taki mu prezent wymyśliłam, że łuu. Przerażający.
Anyways.
Życzę wszystkim czytelnikom, ok, wszystkim, którzy jeszcze tu zaglądają co jakiś czas XD wesolutkich Świąt, cieplutkich, dowolnie spędzonych, wydziobanego w kosmos Sylwestra oraz pomyślyności w roku 2007 :-).
Wednesday, December 20 2006
Biadolenie
posted @ 00:28 in [ Karina Show ]
Nie lubię* ludzi ambitnych. Nie lubię* inteligentych, pracowitych (w szczególności ;p). Nie lubię* tych, którzy mieli fajny pomysł i im się udało :(. Nie lubię* tych, którzy się spełniają w tym, co robią. Nie lubię* tych, którzy mają dużą kasę. A już tym bardziej jeśli sami sobie na nią zapracowali. Nawet jeśli ktoś już ma tą dużą kasę to milej jest pomyśleć "ma dużą kasę — dostał od babci -> nie należała mu się, HA!" niż "ma dużą kasę — sam sobie na nią zapracował"... Be, be, be.
___________________
* chyba że ich lubię ;-)
___________________
Oraz. Jestem chora. Coś się kroi. Zapalenie ucha. Bez mamy do lekarza NIE IDĘ. Uszy bolą. GŁOWA MI PĘKA! Oczy spuchnięte, siet, no...

Ten wstępniaczek był po to żeby napisać, że zaraz święta, a ja już wydałam kasę, zaraz Sylwester, a ja nie wiem w co mam się ubrać (oj chyba naprawdę będe robić zdjęcia i głosowanie, jeżeli jeszcze ktoś tu zagląda, ha, ha), niedługo sesja, a ja jestem zielona jak ogórki na wiosnę :(. Chlip, chlip. A, no jasna sprawa. Na pieniądze, a raczej ich brak jest taki sposób: "idź do pracy". Na każde moje słowo mama ostatnio odpowiada "idź do pracy". Ale tu właśnie się pojawia taki problem, że jestem diablo leniwa. NIC mi się nie chce, no... Wiem, wiem. Kuupaaa ludzi pracuje, studiuje na 15 kierunkach, zarabiają x-set zł plus ciągną stypendium za wyniki w nauce i jeszcze wyglądają na wypoczętych pewnie, ale... No ja jestem leniwa. (hej, może naukowe..? hmm). LENIWAAAAA! (fakt, jakie naukowe..?). Przebrzydły leniuch i pasożyt. NAWET mój niuszek pracuje. I się uczy (powiedzmy — jeszcze sesji nie było). Czyli: już nie jest niuszek. Teraz jest cuś. A ja jestem niuchem. Tables have tuuurneeeed. Yeah.
Monday, December 11 2006
Eh eh eh
posted @ 01:36 in [ Karina Show ]
Z soboty na niedzielę była impreza u Kurki i Soniaka. Ja z moim Kurczakiem uczestniliśmy dopiero od 22 z kawałkiem, bo mój korporacyjno-wigilijny Michał pracował. Ale, nawet od 22:30, i tak było sympatycznie, jedzeniowo i zakrapiano. Dużo graliśmy w nazwiska, a na koniec końców wykąpaliśmy się (ja i mdr — żeby nie było :P) w duuuużej wannie Kury. Jest monstrualna i zajebista, ma SUPER słuchawkę prysznicową! Kiedy leci woda to słuchawka wygląda jak pała nabijana gwoździami. Nie no, nowoczesnie i fajnie :-). I w ogóle fajne krany ma Kura, takie jak w kibelku w Bierhalle :P. A jak już się wykąpaliśmy to wróciliśmy do domu każdy swojego. [Prócz Japończyka Takłeja, który został na noc]. Takie z nas chamy! Przyszli spóźnieni, pojedli, popili, wykąpali się i poszli ;P. Jejcik, ja też chcę taką wannę :( (do tej sprawy wrócimy za chwilkę).
Wrzuciałabym trochę zdjeć, ale moja kochanicz dość krzywo dziś wygląda na mnie przez kable, jakaś zajęta, więc nawet nie będę prosić, może kiedyś wrzuci i udostępni fotki to wtedy upublicznię trochę tego, co tam się działo ;>.
A poza tym jedni znajomi kurowi się zaręczyli. Łooo.
Wracamy do kwestii waniennej. Też chcę taką dużą wannę jak będę duża. Ale taki jest problem, że chcieć to sobie mogę. Bo ja chcę ją mieć i się w niej kąpać, i myć ją, i na nią patrzeć, ale żeby ją mieć to najpierw trzeba na nią zapracować. A żeby zapracować to trzeba pracować. A mnie coś do pracy nie ciągnie... Mimo 20 lat nie czuję potrzeby zdobywania doświadczenia zawodowego jakoś... Eh, no właśnie, taki ze mnie leniuch przebrzydły :(. Aż sama się sobą brzydzę. Inne dzieci pracują i studiują, i jeszcze ho ho, a mnie jakoś nie ciągnie. Ja leniuch i margines społeczeństwa, ehhh. W praktyce: wolę nie mieć niż pracować i mieć... Trzeba będzie powoli poszukać sił na szukanie sił do pracy, eh, eh, eh. Smutno być dużym. No, prawie dużym. Ale i tak smutno. Dupa blada.
A na dodatek jutro mam prezentację na francuskim na lektoracie, a w czwartek na sikaiach referat z "Orientalizmu" Saida, eh eh eeehhh. Nie chce mi się :(.
Dobrze, że niedługo święta... Choinki, prezenty, uhmuu! :-)
Monday, December 04 2006
Przywrócić pulpet Active Desktop
posted @ 00:49 in [ Karina Show ]
Uwaga, notka przez wrażliwych* może zostać uznana za obyrzydyliwą!
* przez jakichś wyjątkowych, bez kitu. Ale żeby nie było, że nie ostrzegałam.
_________________________________
Shit, pulpet mi się nawet na pulpicie pojawia XD. Smutno tak. Może jeszcze się schudnąć uda? Eh...
Ostatnimi dniami, eh, jakoś nie mam siły na nic, nie chce mi się.
Byliśmy na "Wpuszczony w kanał". Fajne, warto iść. Bardzo fajne :-).
Wspominałam już, że mi się nie chce?
Nie mam pieniędzy...
Kolosa chyba zaliczyłam. 66,33% w porywach do 70,37% (raz jest max 30 pkt, a raz 27, nie wiem co się stało, może z trzema pytaniami coś było nie tak?) chyba oznacza zal... Patrzcie, a nie uczyłam się tylko poszłam na piwo. Hihihi, własnie widać co się opłaca ;-). Koleżanka cały dzień się uczyła i nie zaliczyła :(.
Poza tym ostatnio obejrzałam straszy film "Przepowiednia" czyli "The Mothman profecies" (LINK i teraz tak się boję, że o mało się nie zsikam. Szczególnie nocami. Akurat kiedy film był to siostra nie nocowała w domu i normalnie tak się dygałam w nocy, że ok 4 nad ranem wydzierałam się dopóki mama nie przyszła i poszłam spać między rodziców XD. Tam było bezpiecznie :-). Kurde, 20 lat, stara krowa. Spać do rodziców. XD XD
Jakaś taka jestem wypruta...
Miałam okropną przygodę w Arkadii... Ohgod XD, przyznam się.
Godzina 16. Mama budzi mnie z drzemki poobiedniej i wygania na zakupy. Złapałam jabłko i idziemy. A mama mnie przestrzega:
Mama: Nie jedz jabłek na pusty brzuch, bo cię sranie złapie.
Karina: Nie mam pustego brzucha.
I złapałam drugie jabłko... Mama miała rację. Miałam pusty brzuch. I pustą głowę. Więc, ekhe, "złapało". I musiałam iść do kibla w Arkadii, omatko XD. Sama nie chciałam, wypadek był nagły, siostra umiera ze śmiechu, musiałam ją ciągnąć do tego kibla, tragedia. Tragedia, tragedia. A jeszcze dziś byliśmy na imieninach cioci i mama opowiedziała jak to Karinkę złapało sranie w Arkadii XD. Ghh.
Nawet siostra mnie dziś pokonała moim własnym sraniem.
Kamila: Do ciebie powinna przyjść superniania trzeba żeby cię samej spać nauczyła.
Karina: Supersrania.
Kamila: Supersrania to ty masz...
Ale mnie zrobiła, no ;-). Tragedia, tragedia. XD Ale teraz już wiem. Jabłka bee. Straszne filmy beee.
Poza tym, wszytko w porządku. Już myślę o sesji. Tylko myślę, ale to i tak dobrze ;-).
I jakaś jestem zmęczona, nic mi się nie chce. To chyba jesienna depresja jakaś. :(
