Saturday, December 30 2006


Okej, poświątecznie-przedsylwestrowo
posted @ 04:16 in [ Karina Show ]

Święęta minęły całkiem bezboleśnie. Przyjemnie. Zgarnęłam (w kolejności chronologicznej) kasę, wagę (na spółę z mamą i siorą), słodycze, perfumy, pasek, opaskę, dezodorant, kasę, kosmetyki do włosów. Poleniuchowałam ile trzeba. Pograłyśmy sobie całkiem sporo w TR3 — dżungla zaliczona, Nevada zaliczona, teraz jesteśmy w Londynie. Również sobie się pouczyłam :-). Odrobiłam angielski, nauczyłam się to testów. Usystematyzowałam moje notatki z Instytucji WE i funkcjonowania UE (jeden przedmiot xD) i zaczęłam czytać książkę do Regionazmu i federalizmu w Europie (będzie ciężko). Muszę jeszcze uzupełnić sobie notatki z Systemów informacyjnych UE, odrobić je i przeczytać Giddensa i Greya. Ale mam nadzieję, że zdążę to zrobić przed sylwestrem. Lub po.

Właśnie Sylwester. Sylwestra idziemy celebrować do Piekarni za prawie 200 zeta od osoby, więc uhh xD. Obiecują różniaste dźwięki, "OPEN BAR + jedzenie, za jedyne 200 PLN!!!". Mam nadzieję, że ZA JEDYNE 200 zł!!! będziemy się dobsie bawić :-). Ofkorz miałam problem w co się ubrać, w coo sięę ubraaać??!! Ale na szczęście już się wynurza koncepcja :-). Tylko muszę mojego Kurczaka przypilnować! Poszliśmy przed Świętami na zakupy celem zdobycia ładnej marynarki i, uwaga, zdobyliśmy. Więc będzie ładna mrynarka i dżinsy. Nie wiadomo co pod marynarkę. Kurczak wymyślił, że nie koszulę tylko koszulkę. Ok, koszulkę. Ta, która mi się podoba nie pasuje... Inna propozycja też mi się nie podoba, bo sorry, noo wygląda ta koszulka jak na wuef... ;/. Może by zakupić koszulkę łądną, nierozciągniętą, ładną, nie na wuef, ładną... Ale niezbyt będzie kiedy. W niedzielę... Może... I kurde, nie zezwalam na tą zieloną na wuef, blee! A jak interesuję się tymi ciuchami i go pytam to Michał mi mówi, że jestem upierdliwa :(. "Upierdliwiątko" — tak o mnie powiedział :(. Może i jestem upierdliwa. I będę. A jak Michał chce se iść w bluzce na wuef to niech idzieee ;(. Hm!

Ale open bar brzmi obiecująco... :} ;-). ]:> se se se xD.



Wednesday, December 27 2006


Jeszcze bardziej świątecznie
posted @ 00:44 in [ Palantki kochana ]

Jest taki dowcip rasistowski:
A: Wymień mi 5 białych rzeczy u murzyna.
B: Noo... 1 — dłonie, 2 — stopy, 3 — oczy, 4 — zęby, 5 — eee...
A: 5 — właściciel.

Ha, ha, ha. Dowcip sam w sobie średni. ALE. Basia wymienia 5 białych rzeczy u murzyna: 1 — dłonie, 2 — stopy, 3 — oczy, 4 — zęby, 5 — FIUTEK.

No jak to! A murzyńskie pyty?! Hee? Nie wiem co też Basi do głowy przyszło, że murzyni mają białe fiutki... Trzeba będzie to sprawdzić ;-). Może naprawdę mają, a ja tkwię w nieświadomości ;-).

Białe fiutki, ihihi. Śmiałyśmy się jak głupie z tego :-).

Z podobnych kwiatków: moja siostra myślała (albo, jak twierdzi — JA się przesłyszałam), że są tabletki _koncepcyjne_. No ciekawe na co to ;-). Na zajście musi :-). Albo żeby mieć pomysły ;-).

Takie rzeczy się trafiają non stop, bo teraz gramy znowu w TR3 (Adventures of Lara Croft). Chcemy zdobyć wszystkie sekrety, co da nam dostęp do bonusowego levelu, gdzie z kolei, jak obiecuje internet, można zobaczyć "co Lara ma pod bluzką". Bardzo kusząca perspektywa, więc się staramy ;-). Śmiechy są. :D.



Tuesday, December 26 2006


Wigilijno-świątecznie-rodzinnie
posted @ 00:39 in [ The Kaczors ]

Mama: Ehh, też kiedyś dostałam perfumy od chłopaka...
Karina: No to czegoś za niego nie wyszła?!
Mama: Wyszłam...

_____________

Karina: Kurczaczek zaraz przyjdzie!
Mama: A Kurczaczek coś podziobie?*

* w sensie czy zje u nas obiad :-)



Sunday, December 24 2006


"You gave your presents to me and I gave miiineee to yooouuu"
posted @ 01:07 in [ ...})i({... ]

"Love actually" to dobry film na święta BN :-).

Taa, dziś se daliśmy z Michałem prezenty. Nie spędzamy ze sobą Świąt ani nic, w Wigilię będzie zapewne jakieś zamieszanie, pośpiech — więc dziś.

Ekhem, ja podarowałam Michałowi budzik, ale się nie ucieszył. Michał. Bo budzik to i się może ucieszył. Jej, uznałam, że się przyda, że... A tu dups. :(
Coś z tego sortu:
Budzik

Ja dostałam perfumy takie:
Perfumy
Ładniutko pachną.
Dobrze, że przynajmniej jedno z nas się cieszy.

_____________
Ps: czy ten Mikołaj z notki poniżej TYLKO MI przypomina z twarzy Yena? XD



Saturday, December 23 2006


Święta
posted @ 00:27 in [ Karina Show ]

Wesołych Świąt :>

I won't ask for much this Christmas...
I won't even wish for snooooow

[bo nie mam zimowych butów i łudzę się, ze mi się uda nie kupować ich wcale ;-)]

Tak naprawdę to sobię życzę:
równowagi
spokoju ducha
samokontroli
czegoś na ukojenie nerwów
dużo sokoju, bez kłótni, zabiegania
co najmniej 36 godzin na dobę (trzeba się pouczyć w te Święta... ehh)

Jakaś jestem taka wypruta. Sprzątanko, zakupy, pomaganko, te sprawy. Chciałabym odpocząć w Święta. A tu się nie zanosi....

Prezenty zakupione, ciekawe co dostanę, ho ho ho?

Bo dostałyśmy już, uwaga, wagę :-). Jużem się zważyła — 52 kilosy, uuu.
Czekam na resztę prezentów ;-).
Jutro se z Kurczakiem dajemy prezenty.
Taki mu prezent wymyśliłam, że łuu. Przerażający.

Anyways.
Życzę wszystkim czytelnikom, ok, wszystkim, którzy jeszcze tu zaglądają co jakiś czas XD wesolutkich Świąt, cieplutkich, dowolnie spędzonych, wydziobanego w kosmos Sylwestra oraz pomyślyności w roku 2007 :-).



Wednesday, December 20 2006


Biadolenie
posted @ 00:28 in [ Karina Show ]

Nie lubię* ludzi ambitnych. Nie lubię* inteligentych, pracowitych (w szczególności ;p). Nie lubię* tych, którzy mieli fajny pomysł i im się udało :(. Nie lubię* tych, którzy się spełniają w tym, co robią. Nie lubię* tych, którzy mają dużą kasę. A już tym bardziej jeśli sami sobie na nią zapracowali. Nawet jeśli ktoś już ma tą dużą kasę to milej jest pomyśleć "ma dużą kasę — dostał od babci -> nie należała mu się, HA!" niż "ma dużą kasę — sam sobie na nią zapracował"... Be, be, be.
___________________
* chyba że ich lubię ;-)
___________________
Oraz. Jestem chora. Coś się kroi. Zapalenie ucha. Bez mamy do lekarza NIE IDĘ. Uszy bolą. GŁOWA MI PĘKA! Oczy spuchnięte, siet, no...

Łaaaaaa!

Ten wstępniaczek był po to żeby napisać, że zaraz święta, a ja już wydałam kasę, zaraz Sylwester, a ja nie wiem w co mam się ubrać (oj chyba naprawdę będe robić zdjęcia i głosowanie, jeżeli jeszcze ktoś tu zagląda, ha, ha), niedługo sesja, a ja jestem zielona jak ogórki na wiosnę :(. Chlip, chlip. A, no jasna sprawa. Na pieniądze, a raczej ich brak jest taki sposób: "idź do pracy". Na każde moje słowo mama ostatnio odpowiada "idź do pracy". Ale tu właśnie się pojawia taki problem, że jestem diablo leniwa. NIC mi się nie chce, no... Wiem, wiem. Kuupaaa ludzi pracuje, studiuje na 15 kierunkach, zarabiają x-set zł plus ciągną stypendium za wyniki w nauce i jeszcze wyglądają na wypoczętych pewnie, ale... No ja jestem leniwa. (hej, może naukowe..? hmm). LENIWAAAAA! (fakt, jakie naukowe..?). Przebrzydły leniuch i pasożyt. NAWET mój niuszek pracuje. I się uczy (powiedzmy — jeszcze sesji nie było). Czyli: już nie jest niuszek. Teraz jest cuś. A ja jestem niuchem. Tables have tuuurneeeed. Yeah.



Sunday, December 17 2006


Łaaaaaa!/IMMA CHARGIN' MAH LAZER
posted @ 14:21 in [ ...})i({... ]

Rayman Raving Rabbids.
Norrrmalnie mają mnie te Rabbidsy głupie dobrze, oj, dobrze. Cały czas je udaję. O tak: Łaaaaaaaaaaaa!

To som:
Rabbids
[Bunnies can't play soccer]

I to:
Rabbids

Bunnies never close doors:
Łaaa!
Łaaa!



Hihih.
Łaaaaaaa!

A mój kurczaczek teś jest jak Rabbids, ha!

Lolz

Rabbids?
Czy raczej IMMA CHARGIN' MAH LAZER?

IMMA XD

Lolz.
LMAO.
Mam tu radochę z tego. Szczególnie z lazera XD.



Friday, December 15 2006


Dowcip
posted @ 17:28 in [ ...})i({... ]

Idzie babcia z wnuczkiem przez park i spotykają sąsiadkę, ktora mówi:
— Wie pani co? Pani wnuczek to wykapany tata!
A na to wkurzonyny wnuczek:
— Sama jesteś wykapana! Ja jestem z wytrysku!



Wednesday, December 13 2006


Bosh co za rodzina. Lodzina.
posted @ 23:41 in [ The Kaczors ]

Kamila: Masz coś na brodzie!
Karina: Hę..?
Kamila: Ślady po wczorajszym lodzie :D
Karina: Oh, ha, ha, ha.
[wchodzi mama]
Kamila: Nie no, serio, Karina. Masz coś białego na ustach.
Mama: A, to był narzeczony dziś...





__
MLEKO W PROSZKU to było.



Wednesday, December 13 2006


Dwa lata.
posted @ 02:27 in [ Ogólne ]

Ohmigod!

Dzisiaj już 13 grudnia! Ominęła mnie rocznica blogowa! 6.12!!! Cholewa... ZAPOMNIAŁAM O ROCZNICY! Na szczęście blog się na mnie nie obrazi ;-). Ależ hipokryzja ;P.

Ehh. To już dwa latka od mojej pierwszej notki!. Minęły jak szczelił, tak szybko!

Z takich okazji robimy sobie porównania i analizy. Tak jak rok temu.

Aktualnie jestem:
dwudziestoletnią no, toć się nie cofnę...
spowazniałą teraz w to wątpię...
zakochaną noo...
studentką nadal...
nie dziewicą choć jak się wkurzę to se odhoduję z powrotem :P
szczęściarą generalnie, choć mam zastrzeżenia.

Cholibka, kolejny rok strzelił blogowi :-). Był silverstar, jest karniak :). Trzeba nam zmian. Zdecydowanie nowy lay. Nawet rozmawiałam o tym dziś z naszym nadwornym informatykiem (zanim sobie przypomniała o rocznicy nawet!). Ja wymyśliłam sobie lay, nie będzie pink acp, jak kiedyś się chciało, tylko Pućko desss! Poza tym zdecydowanie marzą mi się nowe plug-iny i lista linków... Hrumf. Niam, niam, niam.

Skwaszonam ostatnio, a tu jeszcze zapomniałam o rocznicy blogowej, mumble, mumble, wrr.

Hyh, rok minął, a ja ani trochę nie zmądrzałam...



Monday, December 11 2006


Eh eh eh
posted @ 01:36 in [ Karina Show ]

Z soboty na niedzielę była impreza u Kurki i Soniaka. Ja z moim Kurczakiem uczestniliśmy dopiero od 22 z kawałkiem, bo mój korporacyjno-wigilijny Michał pracował. Ale, nawet od 22:30, i tak było sympatycznie, jedzeniowo i zakrapiano. Dużo graliśmy w nazwiska, a na koniec końców wykąpaliśmy się (ja i mdr — żeby nie było :P) w duuuużej wannie Kury. Jest monstrualna i zajebista, ma SUPER słuchawkę prysznicową! Kiedy leci woda to słuchawka wygląda jak pała nabijana gwoździami. Nie no, nowoczesnie i fajnie :-). I w ogóle fajne krany ma Kura, takie jak w kibelku w Bierhalle :P. A jak już się wykąpaliśmy to wróciliśmy do domu każdy swojego. [Prócz Japończyka Takłeja, który został na noc]. Takie z nas chamy! Przyszli spóźnieni, pojedli, popili, wykąpali się i poszli ;P. Jejcik, ja też chcę taką wannę :( (do tej sprawy wrócimy za chwilkę).

Wrzuciałabym trochę zdjeć, ale moja kochanicz dość krzywo dziś wygląda na mnie przez kable, jakaś zajęta, więc nawet nie będę prosić, może kiedyś wrzuci i udostępni fotki to wtedy upublicznię trochę tego, co tam się działo ;>.

A poza tym jedni znajomi kurowi się zaręczyli. Łooo.

Wracamy do kwestii waniennej. Też chcę taką dużą wannę jak będę duża. Ale taki jest problem, że chcieć to sobie mogę. Bo ja chcę ją mieć i się w niej kąpać, i myć ją, i na nią patrzeć, ale żeby ją mieć to najpierw trzeba na nią zapracować. A żeby zapracować to trzeba pracować. A mnie coś do pracy nie ciągnie... Mimo 20 lat nie czuję potrzeby zdobywania doświadczenia zawodowego jakoś... Eh, no właśnie, taki ze mnie leniuch przebrzydły :(. Aż sama się sobą brzydzę. Inne dzieci pracują i studiują, i jeszcze ho ho, a mnie jakoś nie ciągnie. Ja leniuch i margines społeczeństwa, ehhh. W praktyce: wolę nie mieć niż pracować i mieć... Trzeba będzie powoli poszukać sił na szukanie sił do pracy, eh, eh, eh. Smutno być dużym. No, prawie dużym. Ale i tak smutno. Dupa blada.

A na dodatek jutro mam prezentację na francuskim na lektoracie, a w czwartek na sikaiach referat z "Orientalizmu" Saida, eh eh eeehhh. Nie chce mi się :(.

Dobrze, że niedługo święta... Choinki, prezenty, uhmuu! :-)



Thursday, December 07 2006


Pulpet z kluskami
posted @ 14:08 in [ Palantki kochana ]



Tak, to zrobiony przez mdr-chana filmik z Negi. Koncert In'You ("Mahoro de mambo", u nas moherowe tango :D), widać głównie Dagmarę :P. No i nas w tle... Uuu. Mufasa... Patrzymy, patrzymy i myślimy, że zdecydowanie trzeba poćwiczyć i zacząć już myśleć o Ecchiconie waletynkowym! Matko, trzeba zdecydowanie się poprawić. Szkoda, że schuść trudno :(. Bo patrzę i myślę sę błeee. :S. Ale wtedy przecież dobrze wyszło i byłyśmy zadowolone... Ale jak teraz na to patrzę to... Mmm... Mam ochotę wyrzygać te kluski i tego pulpetaaa! Karniaczku. Ale tak czy siak śmieszny filmik, cio? :-)

Jednocześnie mam nadzieję, że w czasie Ecchi walentynkowego tata Michała poleci do Londynu na wycieczkę krajowznawczą i zabierze kamerę, żeby Michał jej nie miał na konwent i nie mógł zrobić filmu :>. Lepiej tego nie oglądać później, bo aż żal dupę ściska XD i taka myśl się nasuwa: TRZEEEBAAA SIĘĘ POPORAAAWIIIĆ!

Ale na razie śmiejemy się z filmiku.



Monday, December 04 2006


Ach, co się dziś stało!
posted @ 23:21 in [ ...})i({... ]

Bo dzisiaj moje kochanie kupiło mi suszarkę! Za swoją pierwszą pensję, którą jakiś czas temu dostało. Suszarka wygląda tak:
Siusialka
Fajna, co? I w ogóle jest dość wypaśna. Ma różne strumienie powietrza, do układania, do suszenia, do utrwalania, różne sposoby wiania. Plus zimne i ciepłe wianie do wyboru. I jony żeby się nie elektryzowały włosy i ho ho. I taki, kurde, dyfuzor, żeby były puszyste włosy i można tym tez układać sobie różnie włosy. Plus taka końcówka do suszenia z bliska. Normalnie, wypas maksymalny ta siusialka :-).

Ale, bo to w ogóle jest cała historia. Kurde, ja nie wiem czy ja mogę riwilować takie rodzinne sikrety rodziny De... ;-). Hmmm. Bo tata Michała za pierwszą pensję kupił mamie Michała suszarkę, a potem żyli długo i szczęśliwie i mieli ślicznego syna... I jeszcze maja tą suszarkę (i ślicznego syna :3)! I mój słodziak też mi kupił za pierwszą pensję suszarkę :3. I też będziemy żyli długo i szczęśliwie i będziemy mieli ślicznego syna? ;-) Hyhihihih. ♥

Moja mama jest pod wrażeniem i opowiada jakiego to ja mam dobrago chłopaka kochanego, och ach.. :-). No, dobrego, kochanego, moja mała słodycz.

Cieszymy się bardzo z tej pensyjnej suszarki :-). Cieszymy :-). Idę umyć włoski i wysuszyć, rzecz jasna ;-).
___________
A to wszystko znaczy, że przegrałam zakład z Madzią. Darn ;-). Założyłyśmy się w temacie suszarkowym o kolorka ;D. Hihih, hihihi :-).



Monday, December 04 2006


Przywrócić pulpet Active Desktop
posted @ 00:49 in [ Karina Show ]

Uwaga, notka przez wrażliwych* może zostać uznana za obyrzydyliwą!

* przez jakichś wyjątkowych, bez kitu. Ale żeby nie było, że nie ostrzegałam.
_________________________________

Shit, pulpet mi się nawet na pulpicie pojawia XD. Smutno tak. Może jeszcze się schudnąć uda? Eh...

Ostatnimi dniami, eh, jakoś nie mam siły na nic, nie chce mi się.

Byliśmy na "Wpuszczony w kanał". Fajne, warto iść. Bardzo fajne :-).

Wspominałam już, że mi się nie chce?

Nie mam pieniędzy...

Kolosa chyba zaliczyłam. 66,33% w porywach do 70,37% (raz jest max 30 pkt, a raz 27, nie wiem co się stało, może z trzema pytaniami coś było nie tak?) chyba oznacza zal... Patrzcie, a nie uczyłam się tylko poszłam na piwo. Hihihi, własnie widać co się opłaca ;-). Koleżanka cały dzień się uczyła i nie zaliczyła :(.

Poza tym ostatnio obejrzałam straszy film "Przepowiednia" czyli "The Mothman profecies" (LINK i teraz tak się boję, że o mało się nie zsikam. Szczególnie nocami. Akurat kiedy film był to siostra nie nocowała w domu i normalnie tak się dygałam w nocy, że ok 4 nad ranem wydzierałam się dopóki mama nie przyszła i poszłam spać między rodziców XD. Tam było bezpiecznie :-). Kurde, 20 lat, stara krowa. Spać do rodziców. XD XD

Jakaś taka jestem wypruta...

Miałam okropną przygodę w Arkadii... Ohgod XD, przyznam się.
Godzina 16. Mama budzi mnie z drzemki poobiedniej i wygania na zakupy. Złapałam jabłko i idziemy. A mama mnie przestrzega:
Mama: Nie jedz jabłek na pusty brzuch, bo cię sranie złapie.
Karina: Nie mam pustego brzucha.

I złapałam drugie jabłko... Mama miała rację. Miałam pusty brzuch. I pustą głowę. Więc, ekhe, "złapało". I musiałam iść do kibla w Arkadii, omatko XD. Sama nie chciałam, wypadek był nagły, siostra umiera ze śmiechu, musiałam ją ciągnąć do tego kibla, tragedia. Tragedia, tragedia. A jeszcze dziś byliśmy na imieninach cioci i mama opowiedziała jak to Karinkę złapało sranie w Arkadii XD. Ghh.

Nawet siostra mnie dziś pokonała moim własnym sraniem.

Kamila: Do ciebie powinna przyjść superniania trzeba żeby cię samej spać nauczyła.
Karina: Supersrania.
Kamila: Supersrania to ty masz...

Ale mnie zrobiła, no ;-). Tragedia, tragedia. XD Ale teraz już wiem. Jabłka bee. Straszne filmy beee.

Poza tym, wszytko w porządku. Już myślę o sesji. Tylko myślę, ale to i tak dobrze ;-).

I jakaś jestem zmęczona, nic mi się nie chce. To chyba jesienna depresja jakaś. :(



Friday, December 01 2006


Andżejky
posted @ 01:20 in [ Palantki kochana ]

Co roku w Andrzejki Palantki urządzają sobie (zło)wróżebny wieczorek. Lanie wosku, buty, skórki od jabłek, pierwszy na rozstaju dróg i takie tam. Kiedyś bardzo lubiłam Andrzejki. Miły wieczór, dużo śmiechawki, głupotek. A teraz już nie lubię aż tak bardzo :(. Teraz moje serduszko jest zajęte i nie chciałabym sobie wywróżyć nic innego niż to, co mi się marzy. Z tchórzostwa xD. Wiem, że to zabawa, ale... Eh :(.

No nic. W tym roku Andzrejki jakieś takie były niedorobione...
Po pierwsze: bez lania wosku.
Po drugie: bez rzucania skórek od jakbłek za siebie i patrzenia w jaką literkę się ułożą (i na tą literkę będzie imię przyszłego męża).
Po trzecie: bez wychodzenia na ulicę i pytania pierwszego napotkanego mężczyzny o imię (i takie będzie imię męża przyszłego).

Te wszystkie imiona nie muszą być takie same. Różnorodność stwarza możliwości wyboru... ;-).

W tym roku oglądałyśmy z dziewczynami troszkę „Monster-in-law” — zajebisty film, byliśmy kiedyś z Michałem na tym w kinie. I trochę „Losta” (ostatniego odcinka drugiej serii, który był podsumowanio-przypomnieniem, więc nie obejrzawszy niczego wiem wszystko o.O). W tym czasie robiłyśmy karteczki z wróżbami do losowania. A potem losowałyśmy. Zawsze zapisujemy co nam tam wyjdzie... I tak. Losowanie odbywało się w kilku kategoriach i kilku dyscyplinach (O.o), no zaraz tu przedstawię.

Zaczęłyśmy od ustawiania butów do progu i okazało się, że za mąż wyjdę druga (po Madzi). Suuper.

Potem trzy filiżanki. Pod jedną pierścionek ( = ślub), pod drugą różaniec ( = klasztor), pod trzecią pieniążek ( - bogactwo). Mi wypadł pierścionek. Ślub.. Ciekawe czyj? ;-). Ania i Basia różańce w kolektywie... Madzia chyba pieniądze, ale nie pamiętam w sumie...

Potem było serducho z wypisanymi imionami i na ślepo przebija się szpilką i w które imię ukłujesz to będzie imię przyszłego męża. Ja trafiłam w Muńka Staszczyka ;-). Tja. :P

No i losowanie. Czyli najpierw tworzymy karteczki z imionami, kolorami oczu, włosów, zawodami, a potem losujemy. Stworzyłam CZTERECH Michałów, jednego Michała De i jednego Joego i żadnego nie wylosowałam, ehe... Jedziemy!

IMIONA:
Mąż: Filip
Kochanek: Franek
Chłopak: Profesor Atomus
Facet na Sylwestra: Alfons (no chyba się nie sprzedam w New Year’s Eve??!!)
Facet na studniówkę: Hassan (adoroator Basi, kebab; na studniówkę idę z Michałem)
Facet siostry: Maciek
Masażysta: Onufry (i pomyśleć, że to ja wymyślałam to imię ;__;)
Baseniarz: Ernest (z Avangardy; baseniarz czyści baseny i chodzi w stringach)
Ginekolog: Brad Pitt (rozłożę nogi z przyjemnością ;-), zresztą ja już jednego Bradzia mam...)
Kolega męża: Ron z Waneko (:D)
Ten jedyny: Antoni
Ten ostatni: Piotr
Ten pierwszy: Rafał (no tu się nie zgadza :P)
Ten najlepszy w łóżku: pan Samochodzik (warkocz! warkocz! wrrr! wrrr!; Basia wylosowała Michała...)
Niespełniona miłość: Gargamel (jak cholera...)
Fan: Mikołaj
Ten, któremu nie stanie: Frodo (hihihi)
Ten, któremu stanie: Enrique Iglesias (lolz)
Ten, który będzie mi przynosił kapcie w zębach: Andy (z kreskówki „Ach ten Andy!”)
Ten, który mnie zwiąże krawatem (taka perwersja): Matylda (Basia wylosowała, ze zwiąże ją Michał De...)
Dentysta: Marcin
Fryzjer: Chaos (I lol’d xD Chaos -> LINK(foto); u Madzi: Joe; u Ani: Michał, u Basi: Michał; komisyjnie wywnioskowano więc, że Michał zostanie fryzjerem)
Ten, który najlepiej całuje: Dexter (ten z laboratorium)
Ten z największym... nosem ;-): Smerf Ważniak (dlatego ważniak ;-))
Ten z najmniejszym... nosem ;-): nie zapisałam sobie... o.O
Nasz wspólny facet (bo została tylko jedna karteczka): Michał (oł, jea)

WYGLĄD:
Mój facet — oczy: żółte (o.O)
Moje dziecko — oczy: piwne (no! :-))
Włosy mojego faceta: druciaste (hyh xD)
Włosy mojego dziecka: łyse (...)
Włosy sąsiada (tak jest): nastroszone
Moje włosy po interwencji Michała (toć miał być fryzjerem): przetłuszczone łysiejące
Moje włosy po regeneracji po interwencji Michała: grzywka a la Sailor Moon (już tak kiedyś miałam, kiedy się poznaliśmy, musi sentyment)
Jego włosy na starość: rude (tak!)

ZAWODY:
Mój pierwszy zawód: telemarkieterka (wrr xD)
Zawód mojego faceta: ogrodnik
Zawód, dzięki któremu zbiję kokosy: komik (no, co jak co, ale śmieją to się ludzie ze mnie dobrze ;-)). Uśmiałyśmy się przy tym punkcie, bo Ania jako pierwszy zawód wylosowała „zaginiony na bezludnej wyspie” (układałyśmy to przy „Loście” XD) i śmiesznie by było gdyby ktoś wylosował ten zawód w punkcie o zbijaniu kokosów. Hihihi, zbijanie kokosów na bezludnej wyspie :D, hyhyh.
Zawód kochanka: prawnik (dobrego kochanka będę miała :P)
Zawód, którego powinnam unikać: nauczycielka w gimnazjum (Madzia w tym punkcie wylosowała „czasowstrzymywacz” :D)
Zawód faceta, ktorego powinnam unikać: reżyser
Zawód ojca moich dzieci: poganiacz krów (już ja wiem jak te dzieci powstaną — „szybciej, ty krowo!” ;-); a Madzi w tym punkcie trafił się „pan stop” :D)
Zawód tego ostatniego: cieć (...)
Zawód mojego dziecka: farmer
Moje przeznaczenie: instruktor jazd (LOOOOL)
(nie mogę odczytać kategorii xD): fryzjer (znaczy Michał)
Moja najgorsza praca: kierowca (a co z przeznaczeniem i instruktorem jazdy?)
Mój najfajniejszy zawód: sportowiec (he...)
Zawód faceta, którego poznam: filolog
Zawód mojego kochanka: prezenter pogody (zaraz, a gdzie mój prawnik?)
Zawód sąsiada: manikiurzysta (Madzia w tym punkcie wylosowała „kucharz” i mówi tak: „KUCHARZ, zaraz... to jest ka czy er?” — lol jakby było er to by było rucharz... :D, a to ci sasiad ->„nie da Ci tego ojciec, nie da ci tego matka...” ;-))
Zawód siostry: Ogrodnik (to tak jak męża...)
Zawód teściowej: modelka (-_-)
Zawód baseniarza: projektant mody
Zawód teścia: parkingowy
Zawód fryzjera (czyli Michała!): dziennikarz
Zawód, z którego mnie zdegradują: pasterz
Mój ostatni zawód: DJ (lol)
Zawód mojego dentysty: rolnik nie no super xD, chociaż, w glebie też jest próchnica, hih ;-))

No, to by było na tyle jeśli chodzi o wróżby.

To tylko zabawa.
To tylko zabawa.
To tylko zabawa.
To tylko zabawa.