Ostatnio jakoś se polegiwaliśmy u mnie w domu i Michał zaczął coś majaczyć o tym jak się spotkaliśmy pierwszy raz w celach służbowych, khe khe [jeśli o służbę chodzi, to chyba najbliżej toto było służby zdrowia ;-)]. I mówi mi tak:
Michał: Jak to się stało? Taka szycha fandomu jak ja i taki chichoczący pulpet jak ty..
O rly? Chichoczący pulpet. Ghhh.

Chichoczący pulpet?
Potem jeszcze rozwijał tę myśl: że OBCIOSAŁ tego pulpeta. Wyjął go z jego kokonu. PULPETONU!
Sronu. Sama schudłam.
Chichoczący pulpet.
Te słowa odbijaą się echem po mojej pustej głowie nawet teraz...
A na dodatek jak poskarżyłam się dziewczynom to Basia stwierdziła "Chichoczący pulpet... myślę, ze to się przyjmie"
Hmf.
Wednesday, November 22 2006
Mhhhwwhhhrr
posted @ 23:36 in [ ...})i({... ]
Tuesday, November 21 2006
:3
posted @ 23:18 in [ ...})i({... ]
Hihi, miły dzionek dzisiaj był (do próby, która mnie wykończyła psychofizycznie). Ale generalnie dzion miły :-).
Z rana zakupno drukarki żeby drukować sobie materiały z MSG i Systemów informacyjnych :D.
O taką kupiliśmy:

Potem moje zasypialskie zrywające się z seminarium kochanie do mnie przyszło, obejrzeliśmy fajowy serial, o którym mu opowiadałam, ale on się ze mnie tylko śmiał... O taki serial "The IT crowd" (na szczęscie nie skasowałam tego co żem se nagrała!) :-). Opis na filmwebie zdecydowanie nie oddaje fajności tego serialu... No nic, serial, potem miiiziiiaaaaniiieee.. A potem moje kochanie nagadało mi [jakichś kitów nawciskało :P] takich miłych rzeczy, milutkich miłości. I tak mi się słodko zrobiło. Moje małe Kiucząteczko :-) :3 ♥.
Ale to co potem Kurczę zrobiło to hooo hooo!
Bo: niedawno mama (mama, 26-letniemu facetowi..) kupiła mu bluzę. Niech se w niej Michaś chodzi na zdrowie.. Ale ja powiedziałam, że ta bluza jest maminsynkowata (no przykro mi, jest w maminsynkowatym stylu, teraz to już na bank). A Michaś co? Nakablował na mnie do swojej mamy, super, super. I mama zadała mu pytanie "co jest maminsynkowatego w tej bluzie?". A odpowiedź jest oczywista. Ty, Michasiu. Dobre, co? Karina-cięty-języczek ;-). Podoba mi się ten tekst :D.
Ale kurde, mamie nakablował. Jakbym nie chciala "dać" to też byś nakablował? Jezzuss. Mamy tu LOLa. Proszę więcej nie kablować, bo się okaże, że jesteś maminsynkiem w 100%, a tacy są najgorsi...
Monday, November 20 2006
Liczę, myślę, patrzę..
posted @ 23:00 in [ ...})i({... ]
602 dni od 29.03.2005
Wg moich wyliczeń.
602 dn, yhyhy.
Hihi, przegapiłam szejsetkie, szkoda ;-). Fajnie by było mieć świadomość, że to sześćsetny dzień, hihi.
602 dni.
151 razy.
To jaka średnia?
Raz na cztery dni (prawie), hihi.
Żeby nie było — nie oddałam się na pierwszej randce, nie nie ;P. To tylko średnia.
__
[Ah, niedługo napiszę, co u mnie. dawno nie skrobałam tu nic.]
Sunday, November 12 2006
Jak stracić chłopaka w 10 dni — teraz już wiem. Zawsze wiedziałam. Ale nie wiedziałam, że wiem.
posted @ 02:30 in [ ...})i({... ]
Hmuf, obejrzałam sobie "Jak stracić chłopaka w 10 dni". I... Kate Hudson jest płaska jak deska, więcej — wklęsła! zapadnięta! No :P. Ale wiecie o co chodzi. Laska (Andie) pracuje w gazecie i pisze artykuł na temat błędów, które kobiety popełniają w związkach. Robi eksperyment taki, że musi znaleźć chłopaka, zacząć z nim świrować, a później popełnić te wszystkie błędy, żeby on odszedł. A potem to opisać (w najpopularniejszym czasopiśmie dla kobiet! jasna sprawa). Wszystko w ramach eksperymentu i artykułu. Z kolei koleś (Ben) pracuje w reklamie i biję się o prowadzenie kampanii reklamowej jakiejś "diamentowej" firmy. I zakłada się. Dostanie kampanię jak w 10 dni (?) rozkocha w sobie kobietę (bo sprzedawanie diamentów jest jak podrywanie). A tą kobieta jest Andie. I jest taka całkiem zabawna walka — on ją "rozkochuje", a ona popełnia te błędy. Całkiem zabawne :-). To chyba jasne, że się w sobie zakochają, a na koniec będzie afera, a jeszcze bardziej na koniec pogodzenie? Ok, końcówka jest serowa, ale przyjrzyjmy się początkowi/środkowi.
Bo początek akurat _naprawdę_ wzbudził moje zainteresowanie. Prawdziwie ciekawe błędy popełniała ta Andie, serio. I tak jak to oglądałam to uderzyła mnie w głowę cegła. Patrzę na okno — wybita szyba! Kiedy się ocknęłam zobaczyłam koło siebie liścik. Otwieram.. A tam napisane, że robię te same błędy, co Andie... I tak patrzę w telewizor... Matko (no, matka to się śmiała ze mnie wtedy :P) — ja. JA, JA, JA. Ale.. Ja. No, fakt mam trochę gorszy ryj niż KH, jestem grubsza i mam zdecydowanie klatę wygiętą w inną stronę ;-), ale, bo jejku...
Bo Andie np była bardzo stęskniona za Benem. Dzwoniła, ba, wydzwaniała do Bena i słodkim głosikiem mówiła jak to za nim nie tęskni. I używała durnych zdrobnień i pieszczotliwości... Hy, nic nie powiem o sobie ;__;. Poza tym Andie miała wybuchy złości, ataki zazdrości i strzelała fochy, fochy, FOOOCHYYY i ryczała co chwilę z byle powodu (Raz się śmiejesz, raz płaczesz — cholerny jednoosobowy cyrk). Teraz też o sobie nic nie powiem ;__;. Poza tym momentami zachowywała się barrrdzo dziecinnie i mówiła dziecinnym głosem. A kiedy właśnie mieli pójść do łóżka nazwała jego penisa "księżniczka Zofia" (lololol, u nas to się nie zdarzy ;>) "księżniczka Zofia chce się pobawić?" — o matko xD. Hmyh, nie no, ja aż takiej perwery jak "księżniczka Zofia" nie urządzałam ;). Orprócz tego: Andie sprowadziła do domu Bena kupę swoich rzeczy — różowe dywaniki, ręczniczki, jakieś narzuty oraz sterty misiów pluszowych, swoje rzeczy, płyty hmm. Poza tym podpaski, kremy, depilatory, perfumy, mazidła, szczoteczkę do zębów. ;______; Andie przyniosła też młodą paprotkę, która była bezbronna i malutka jak ich związek XD i trzeba było o nią tak samo dbać xD. I brzydkiego pieska, który sikał na stoły bilardowe :P. I przyniosła album z ich (zszopowanym) zdjęciem ślubnym (po tygodniu :D) i zszopowanymi zdjęciami z dzieciństwa żeby pokazać Benowi jak będą wyglądać ich dzieci i jaką będą szczęśliwą rodzinką :D. Hihi, może paprotek i psów nie kupuję, dzieci też nie szopuję, ale jakoś ten album, co ta Andie przyniosła skojarzył mi się MOCNO z moimi prezentami ręcznie robionymi przecież, eh eh eh. Nawet moja mama się zgodziła. Eh eh eh. Oczywiście to wszystko było udawane i odbywało się w ramach eksperymentu. Ale.. Andie gadała o tym z przyjaciółkami i one dawały jej rady: mów dziecinnym głosikiem, miej obsesję na punkcie jego ex, bądź dziecinna, stęskniona i namolna, marudna, skamląca. A ja taka jestem.
