Thursday, November 30 2006


Sen pełen symboli
posted @ 01:16 in [ Karina Show ]

Jedziemy!

Śniło mi się, że ho ho ho. Najpierw była świadomość, że Michał jest dyrektorem domu kultury. A ja byłam sekretarką czy tam jakąś inną panią z biura. Ale zaczęło się od tego, że byłam z mamą w sklepie i przymierzałam sukienki ślubne... (ekhe ekhe xD lolz xD). Ok, a potem poszłam do tego domu kultury i okazało się, że (uwaga!) Yanek wycyckał Michała ze stanowiska i wepchał się na dyrektora. I ja przyszłam, dowiedziałam się i się pokłóciłam z Yankiem. Pokłóciliśmy się na jakiejś takiej sali, gdzie na scenie wystawiali "Taniec wampirów" i Yanek wskoczył na tę scenę i zaczął coś krzyczeć do ludzi, że teraz on jest dyrektorem, że jejku... A ja powiedziałam mu, że prawdziwie dobry dyrektor by tak nie przeszkodził w przedstawieniu. No, potem Yanek zrobił w swoim nowym gabinecie (na którego drzwiach jeszcze był napis "Dyr Michał D") zebranie nowych i starych pracowników. Ja byłam też pracownikiem, w końcu nadal byłam skretarką. I ci pracownicy siedzieli na skórzanych kanapach w gabinecie. I w ogóle wszyscy byli, Naq (pani vice rednacz "Otaku") i w ogóle ludzie z "Otaku" chyba... I ja. I każdy przedstawiał swoje pomysły, projekty itd. A jak była moja kolej to zaczęłam krzyczeć na Yanka i wydzierać się "jeszcze tego pożałujesz!" i inne groźbieństwa. Aż tu nagle okazało się, że mam na sobie jedynie coś BARDZO prześwitującego zamiast bluzki (i cale bambochy było mi widać), a na dole rajstopy, a pod spodem dziurawe majtki...

Koniec snu.

Sen pełen symboli. Tak powiedział Michał. Trzebaby się zastanowić... Jakieś symbole? Znaczenia, hm? Anyone??!!11



Tuesday, November 28 2006


Minki
posted @ 03:10 in [ Karina Show ]

Dzisiaj miało być zoltanowe piwo. Było w sumie. Jeno w okrojonym składzie: ja, Daga, Michał-Kurczę i Yanek. Szalenie było... SF (prawdziwe oblicza) na zdjęciach poniżej ;P.

My cute.
My cute.


Naucz mnie..
Naucz mnie..


Torbą go!
Torbą go!


Pan rednacz
Pan rednacz


Oraz:

1
1


2
2


3
3


4
4


5
5


6
6


7
7


8
8


9
9


10
10


Piwo, piwo, a ja mam jutro kolosa z MSG i w ogóle się nie nauczyłam XD. W OGÓLE! Smutno :(. Ale nic, idę spać. Podobno być wyspanym na egzamin to 75% sukcesu. A pozostałe 75% to nastawienie ;-). Zdam na 150% ;-). XD



Monday, November 27 2006


Yatta! Yatta! tutututututututu Yatta! Yatta!
posted @ 02:50 in [ Karina Show ]

Eh, bo byliśmy na Yattcie! (?). Pierwszy dzień, pisałam, pod tytułem "gdzie jest Joe?".

Drugi dzień, hmm. Mieliśmy pojechać z rana, wstałam, nie wyspałam się. Pojechaliśmy z nierana. Hm. Pokręciliśmy się, zjedliśmy kebaby z Blue City, hmm. Inne te kebaby, ale wcale nie złe. Lepsze niż toruńskie ;>. A potem jedliśmy pykającą czekoladę :-) i piliśmy herbatkę o smaku cannabis, nie no xD. Jakieś tam panele, sranele, pokazy, pokaz filmu "Shinobi". Ciekawy ;-). Śniło mi się, że jestem gejszą, którą przyłapano na kontaktach "osobistych" z mężczyzną (scenka z kiślem w majtkach Hatsumomo z "Wyznań gejszy") i że robię komuś masaż o.O. Potem jakieś cosie, nie pamiętam. A potem koncert Rei i In'You. Miałyśmy tańczyć na koncercie, jak zwykle z pomponami, w lepszych strojach, fajniejszych, z ulepszonymi układami itd. Ale z powodu żałoby narodowej odwołali koncert, a potem przywołali znowu xD, ale In'You musiały zmienić repertuar na spokojniejszy (żałobniejszy xd). I się okazało, że po zmianach zostały dwie piosenki, do których miałyśmy układy (Parakiss i Tobira). I to na dodatek Tobira taki nieulubiony i najmniej fajny ehh. A reszta (w większości) np. nasze "Shine we are" (a taki układ ułożyłyśmy, że hoo hoo!) została zmieniona na piosenki spokojniejsze. Więc zrezygnowałyśmy z tańczenia, bo to nie miałoby sensu. No bo co? 10 piosenek (a 20 z Rei), a my byśmy odtańczyły dwie? Kwas... Nie chciałyśmy lamić. Tak to przynajmniej pod sceną porozruszywałyśmy publikę ;). Normalnie powtarzali nasze układy, tak śmiesznie, hih :-). Nic, na walentynowym Ecchi zatańczymy. Będzie ecchi ;D, nyo. Pomimo zmian fajnie ten koncert wyszedł, publika się ruszła. Japończyk jak się zlansował, ho ho ho ;3, cute. No Karina, masz swojego rudego-blond Japończyka Durysiewicza (to dla Kurwy, czytasz karniaka?), już! Nyo :3. Potem miała być dyskoteka z DJ-em Ryu (tym co na JDK był, słodziak :3), ale najpierw była przejażdżka po mieście z Zoltanami i przyczułkami w poszukiwaniu miejsca, którego nie znaleziono więc wróciliśmy do BC. Już J-disco trwało... W Lucidzie (a ja nie tak ubrana XD, no ale gdzie się mialam przebierać? i w co? xD). Tylko kurka, biedny ten DJ, bo miast go walnąć na główną salę, to organizatorzy (?) wcisnęli go na drugą salę, która była raczej korytarzem, ehh. I mało ludzi tam tańczyło (tamtejsza klientela przeca na głównej...). My i bardzo mała troszeczka warszawskich mango. A mogło być fajnie, bo fajną muzę puszczał (nawet nie tylko japońską), a tu na parkiecie puchy... W ogóle na sali puchy... Bu.. Biedny DJ. Pewnie przykro mu było, że tak mało osób się bawi :(. A ten DJ taki słodki :3, taki japoński. W tej piżamce japońskiej i w takich drewnioczkach, yhyhy :D. Ja tam się spoko bawiłam. Waliłam driny za pieniądze Michała (źle! straty kapitałowe! tak to było?) iii było fajnie, no :-).

Parę fotek:

Madzia i Białorusin
Madzia i Białorusin

Spotkałyśmy w Blue City Białorusina, który studiował polonistykę. A Madzia jest Polką, studiującą białorutenistykę, hehe.

Moje imię wykaligrafowane
Moje imię wykaligrafowane

Bo była kaligrafia. Pan objaśnił:
Karina — dąb, rozum, imię
Michał — morze, fala, zatrzymać
Magda — narędzie, koń, duuzio konia
Lolz

Think different
Think different

O, ku...

Ja
Ja

Widać jak mnie ostatnio wysypało. A fe.

Sushi blee
Sushi blee


:-) DDR
:-) DDR


Uschnięty Yanek w windzie
Uschnięty Yanek w windzie


My favs :-)
My favs :-)


I drugie
I drugie


Koncert
Koncert


Na festiwal Yatta! przyszły całe rodziny z dziećmi
Na festiwal Yatta! przyszły całe rodziny z dziećmi

Lol :D



Saturday, November 25 2006


Yatta!
posted @ 02:43 in [ Karina Show ]

W Blue City ze spacją.
Bez Michała.. Chyba ze 100 razy słyszałam dziś "a gdzie Joe?" ;-)
Ale sympatycznie było. Z Madzią byłam. :-)
Sympatycznie lecz bez rewelacji. Czekam na jutro. Raczej.



Wednesday, November 22 2006


Mhhhwwhhhrr
posted @ 23:36 in [ ...})i({... ]

Ostatnio jakoś se polegiwaliśmy u mnie w domu i Michał zaczął coś majaczyć o tym jak się spotkaliśmy pierwszy raz w celach służbowych, khe khe [jeśli o służbę chodzi, to chyba najbliżej toto było służby zdrowia ;-)]. I mówi mi tak:
Michał: Jak to się stało? Taka szycha fandomu jak ja i taki chichoczący pulpet jak ty..

O rly? Chichoczący pulpet. Ghhh.
;__;

Chichoczący pulpet?


Potem jeszcze rozwijał tę myśl: że OBCIOSAŁ tego pulpeta. Wyjął go z jego kokonu. PULPETONU!
Sronu. Sama schudłam.
Chichoczący pulpet.

Te słowa odbijaą się echem po mojej pustej głowie nawet teraz...

A na dodatek jak poskarżyłam się dziewczynom to Basia stwierdziła "Chichoczący pulpet... myślę, ze to się przyjmie"
Hmf.



Tuesday, November 21 2006


:3
posted @ 23:18 in [ ...})i({... ]

Hihi, miły dzionek dzisiaj był (do próby, która mnie wykończyła psychofizycznie). Ale generalnie dzion miły :-).
Z rana zakupno drukarki żeby drukować sobie materiały z MSG i Systemów informacyjnych :D.
O taką kupiliśmy:
Drukarka-cian!
Potem moje zasypialskie zrywające się z seminarium kochanie do mnie przyszło, obejrzeliśmy fajowy serial, o którym mu opowiadałam, ale on się ze mnie tylko śmiał... O taki serial "The IT crowd" (na szczęscie nie skasowałam tego co żem se nagrała!) :-). Opis na filmwebie zdecydowanie nie oddaje fajności tego serialu... No nic, serial, potem miiiziiiaaaaniiieee.. A potem moje kochanie nagadało mi [jakichś kitów nawciskało :P] takich miłych rzeczy, milutkich miłości. I tak mi się słodko zrobiło. Moje małe Kiucząteczko :-) :3 .

Ale to co potem Kurczę zrobiło to hooo hooo!
Bo: niedawno mama (mama, 26-letniemu facetowi..) kupiła mu bluzę. Niech se w niej Michaś chodzi na zdrowie.. Ale ja powiedziałam, że ta bluza jest maminsynkowata (no przykro mi, jest w maminsynkowatym stylu, teraz to już na bank). A Michaś co? Nakablował na mnie do swojej mamy, super, super. I mama zadała mu pytanie "co jest maminsynkowatego w tej bluzie?". A odpowiedź jest oczywista. Ty, Michasiu. Dobre, co? Karina-cięty-języczek ;-). Podoba mi się ten tekst :D.

Ale kurde, mamie nakablował. Jakbym nie chciala "dać" to też byś nakablował? Jezzuss. Mamy tu LOLa. Proszę więcej nie kablować, bo się okaże, że jesteś maminsynkiem w 100%, a tacy są najgorsi...



Monday, November 20 2006


Liczę, myślę, patrzę..
posted @ 23:00 in [ ...})i({... ]

602 dni od 29.03.2005
Wg moich wyliczeń.
602 dn, yhyhy.
Hihi, przegapiłam szejsetkie, szkoda ;-). Fajnie by było mieć świadomość, że to sześćsetny dzień, hihi.
602 dni.
151 razy.
To jaka średnia?
Raz na cztery dni (prawie), hihi.
Żeby nie było — nie oddałam się na pierwszej randce, nie nie ;P. To tylko średnia.

__
[Ah, niedługo napiszę, co u mnie. dawno nie skrobałam tu nic.]



Tuesday, November 14 2006


Zmieniam opony na zimowe
posted @ 22:05 in [ Karina Show ]

Jak ktoś widział moją zimową kurtkę to wie -_-'.
Że wyglądam w niej jak stworek z reklamy opon Michelin XD XD XD. Już nie chcę w tym chodzić :(. A fe! Nie mogę chodzić w jesionce, bo ją zniszczę zaraz. Muszę se kupić nową kurtkie, no. A zależy mi na tym żeby wyszło ekonomicznie, bo nie mamy kaski. Więc myślałam, że skończę w kurtce z kerfura (skserowanej od Basi :P). Ale dzisiaj obleciałam kerfura i nie ma już takich :( (może w jakimś innym poszukam). Ale za to były takie czerstwawe sztuczne kożuszki, więc chyba w kożuszku skończę... W sumie nieźle ;P. Tylko żeby pasował do moich wymarzonych butów! I czapki czerstwej mojej i szalika! Hmmm. Zobacimy.

A poza tym dzisiaj kupiłam sobie dyndadło do portfela i czuję pragnenie posiadania całego stada dyndadeł XD. Hmmm, może "po pierwszym"(omatko xD) coś z "Me to you" (widziałam zajebiste dyndadła do komórek w Empiku hmm)? No zobaczymy. Hmm.
_______________________
Poza poza tym:
Imaginujcie ewrybady co się stało!
Mamy TU linka do tego, co się stało.
Ihihihihihi.
To wszystko, co mogę powiedzieć ;-)

Nie, no. Ale proszę proszę. Hyhy. Po tylu latach :P. To sprawia, że chcę chichiotać ;P
Jak to mówią "Good (? — to dość względne jak tak teraz na to patrzę ;P) things come to those who wait" ;-)



Monday, November 13 2006


Sny
posted @ 12:23 in [ Karina Show ]

Spałam sobie raz grzecznie, a moja mama postanowiła mnie obudzić. I uznała, że najlepszym sposobem na obudzenie mnie będzie ględzenie. I stała nade mną i ględziła srodze. I się jeszcze dziwi, że przez dwie godziny nie mogła mnie dobudzić! A mi śniło się, że ktoś dzwoni. I moja mama ględzi, a ja mówię tak "Kamila, telefon do ciebie, odbierz". A moja mama "Cooo? Przecież nikt nie dzwonił". Ehehe, a to mi się śniło :D. W ogóle. to mi się śniło, że taki jeden chłopak przyszedł do nas do domu. Tego chłopaka to hooo hooo nie widziałam, chodziłam z nim do podstawówki, był o rok starszy, z klasy A. Hmm, pamiętam, pamiętam. Nieważne. I on przyszedł i mówi tak: "Jak wyglądam?". A ja mówię "Jak Yossarian". A on na to "A jak wygląda twój chłopak?". A ja mówię "Jak Yossarian". Ale obsesja, co? ;-) Najfajniejsze jest to, ze nie wiem jak wyglądał Yossarian, w sumie w paragrafie nie ma jakichś opisów Yossariana wyczerpujących. Chyba, że mię ominęły ;). Wiem, że był przystojny, że miał ładne plecy XD. No, u mnie był przystojny bardzo :-). Mm :3. To mi przypomina, że muszę film obejrzeć. No dobra, nieważne. To był pierwszy sen.

Drugi sen jest dzisiejszy i miecie pałkę ;D. W ogóle to był koszmar. Bo mi się śniło, że idę przez las SAMA. Bałam się, pamiętam. I tak sama szłam, chyba zabłądziłam. I żeby się nie bać coś tam do siebie mówiłam, coś że czytałam Pottera po angielsku i po francusku (? o.O). I w ogóle w tym lesie było dużo czekoladowych figurek. I patrzę, a tu w krzakach stoi ogromny czekoladowy pingwin. Wielki, wielkości człowieka. Po dokładniejszych oględzinach czekoladowy pingwin okazał się być pingwinem z gówna, gównianym pingwinem. A po jeszcze dokładniejszych — moją siostrą! I to moją siostrą obtoczoną w gównie. O lol xD. No w każdym razie jakoś ten gówniany-pingwin-Kamila przewrócił się i ja się schyliłam, bo chciałam pomóc jej wstać. Ale nagle coś/ktoś wyskoczył(o) gdzieś za mną, z mojej lewej, jakoś tak z tyłu. Matko, ale żem się przestraszyła. Aż się obudziłam ;). Hihihih. Dobrze, że nie zapomniałam snu, bo zwala z nóg. Ogromny pingwin z gówna, ahaha :D.

Hmmm. Nie wiem, co znaczy Yossarian ;) [jak to co? znaczy ♥ :3], ale las to motyw falliczny, jestem pewna. Zaraz sprawdzę. Czekolada, słodycze oczywiście — przyjemności seksualne. Kał — pieniądze, bogactwo, władza. Hm. Ale to Kamila była w tym "kale" obtoczona, hmm. Ehhh.



Sunday, November 12 2006


Jak stracić chłopaka w 10 dni — teraz już wiem. Zawsze wiedziałam. Ale nie wiedziałam, że wiem.
posted @ 02:30 in [ ...})i({... ]

Hmuf, obejrzałam sobie "Jak stracić chłopaka w 10 dni". I... Kate Hudson jest płaska jak deska, więcej — wklęsła! zapadnięta! No :P. Ale wiecie o co chodzi. Laska (Andie) pracuje w gazecie i pisze artykuł na temat błędów, które kobiety popełniają w związkach. Robi eksperyment taki, że musi znaleźć chłopaka, zacząć z nim świrować, a później popełnić te wszystkie błędy, żeby on odszedł. A potem to opisać (w najpopularniejszym czasopiśmie dla kobiet! jasna sprawa). Wszystko w ramach eksperymentu i artykułu. Z kolei koleś (Ben) pracuje w reklamie i biję się o prowadzenie kampanii reklamowej jakiejś "diamentowej" firmy. I zakłada się. Dostanie kampanię jak w 10 dni (?) rozkocha w sobie kobietę (bo sprzedawanie diamentów jest jak podrywanie). A tą kobieta jest Andie. I jest taka całkiem zabawna walka — on ją "rozkochuje", a ona popełnia te błędy. Całkiem zabawne :-). To chyba jasne, że się w sobie zakochają, a na koniec będzie afera, a jeszcze bardziej na koniec pogodzenie? Ok, końcówka jest serowa, ale przyjrzyjmy się początkowi/środkowi.

Bo początek akurat _naprawdę_ wzbudził moje zainteresowanie. Prawdziwie ciekawe błędy popełniała ta Andie, serio. I tak jak to oglądałam to uderzyła mnie w głowę cegła. Patrzę na okno — wybita szyba! Kiedy się ocknęłam zobaczyłam koło siebie liścik. Otwieram.. A tam napisane, że robię te same błędy, co Andie... I tak patrzę w telewizor... Matko (no, matka to się śmiała ze mnie wtedy :P) — ja. JA, JA, JA. Ale.. Ja. No, fakt mam trochę gorszy ryj niż KH, jestem grubsza i mam zdecydowanie klatę wygiętą w inną stronę ;-), ale, bo jejku...

Bo Andie np była bardzo stęskniona za Benem. Dzwoniła, ba, wydzwaniała do Bena i słodkim głosikiem mówiła jak to za nim nie tęskni. I używała durnych zdrobnień i pieszczotliwości... Hy, nic nie powiem o sobie ;__;. Poza tym Andie miała wybuchy złości, ataki zazdrości i strzelała fochy, fochy, FOOOCHYYY i ryczała co chwilę z byle powodu (Raz się śmiejesz, raz płaczesz — cholerny jednoosobowy cyrk). Teraz też o sobie nic nie powiem ;__;. Poza tym momentami zachowywała się barrrdzo dziecinnie i mówiła dziecinnym głosem. A kiedy właśnie mieli pójść do łóżka nazwała jego penisa "księżniczka Zofia" (lololol, u nas to się nie zdarzy ;>) "księżniczka Zofia chce się pobawić?" — o matko xD. Hmyh, nie no, ja aż takiej perwery jak "księżniczka Zofia" nie urządzałam ;). Orprócz tego: Andie sprowadziła do domu Bena kupę swoich rzeczy — różowe dywaniki, ręczniczki, jakieś narzuty oraz sterty misiów pluszowych, swoje rzeczy, płyty hmm. Poza tym podpaski, kremy, depilatory, perfumy, mazidła, szczoteczkę do zębów. ;______; Andie przyniosła też młodą paprotkę, która była bezbronna i malutka jak ich związek XD i trzeba było o nią tak samo dbać xD. I brzydkiego pieska, który sikał na stoły bilardowe :P. I przyniosła album z ich (zszopowanym) zdjęciem ślubnym (po tygodniu :D) i zszopowanymi zdjęciami z dzieciństwa żeby pokazać Benowi jak będą wyglądać ich dzieci i jaką będą szczęśliwą rodzinką :D. Hihi, może paprotek i psów nie kupuję, dzieci też nie szopuję, ale jakoś ten album, co ta Andie przyniosła skojarzył mi się MOCNO z moimi prezentami ręcznie robionymi przecież, eh eh eh. Nawet moja mama się zgodziła. Eh eh eh. Oczywiście to wszystko było udawane i odbywało się w ramach eksperymentu. Ale.. Andie gadała o tym z przyjaciółkami i one dawały jej rady: mów dziecinnym głosikiem, miej obsesję na punkcie jego ex, bądź dziecinna, stęskniona i namolna, marudna, skamląca. A ja taka jestem.



Saturday, November 11 2006


Sny ostatnio
posted @ 01:46 in [ Karina Show ]

Wiecie jak to jest, że nie doceniamy czegoś dopóki nam tego nie zabraknie... I teraz też wiem. I wcale nie chodzi mi o to, ze się wcale nie widujemy z M-chanem :P (bo się nie widujemy, ale to co :|), tylko o to że 4chan zdechł ;_;. Ale na szczęście już wrócnił, bo tęskniłam za moim ulubionym boardem na 4chanie, tak nudno nocami było...
___________
Do sedna, do tematu, do tytułowego!


Hm. Ostatnio mam jakieś dziwne sny... (Pomijając juz Deppa :P) Bo.. Kilka dni temu śniło mi się, że Michał mówi, ze jeszcze mnie zaskoczy. Dziwne, co? Straszny sen. Sprawia, ze mam jakies obawy i wątpliwości, i zastanawiam się czymże to mnie zaskoczy, bo się boję, mama wróży same najgorsze.. :(

Poza tym dzisiaj spałam do 14:00!!! więc teraz mi się spać nie chce ;-). Ale miałam taki sen dziwny... Śniła mi się jakaś gala, jakieś święto, coś mi świta, że to było Halołin... I była taka scena wielka rozłożona gdzieś, taka prawdziwa. Jak na WOŚP albo na koncerty duże. I tam tak było ładnie, jakaś orkiestra na tej scenie, wszyscy na galowo, jakaś baba na kontrabasie popylała. W ogóle na tej scenie w tle jakieś lustra były jak na balowej sali albo co. I właśnie tam była orkiestra. I oni grali "Always look on the bright side of life" xD. I na początku ja, ubrana w bardzo ładną beżową suknienkę, taką śliską :-) biegałam po scenie w rytm piosenki i goniłam Anę, ubraną w strój kotka i chciałam ją złapać. I nie mogłam jej złapać. I kurde to było tak tematycznie, bo nie mogłam złapać kotka i byłam taka przygnębiona (teatralnie xD), a na refren się miałam nie martwić, rozumiecie... I na refren na scenę wchodził Michał w garniaku i ze mną tańczył. Tak ładnie :-) — tak jak nie umiem ;-). I tam była Zosia (spoko spoko, znajoma z liceum) i robiła nam zdjęcia oraz jeden chłopak, który chodził z nami do klasy w liceum i on też robił nam zdjęcia, bo powiedział, że ślicznie wyglądamy.

Jejku jej co za dziwne sny! Nie to co Depp ;-), ale ciekawe, ciekawe co to wszystko znaczy! I skąd to w ogóle w mojej głowie, bo przecież o żadnych scenach i tańcach do MP nie myślę! Ani o Deppie ;-).



Tuesday, November 07 2006


Sen
posted @ 23:38 in [ Karina Show ]

Dzisiaj nie miałam innego wyjścia. Musiałam się przespać w ciągu dnia :P.
Miałam mocno dziwny sen. Śniło mi się, ze się uczyłam pływać jakimś statkiem XD. I uczyłam się to cumować, skręcać itd.. A wiecie kto mnie uczył w moim śnie? Jack Sparrow xD. Ale Michał też tam był. I.. Jakaś była taka chwila, że staliśmy na pokładzie. Michał koło mnie, za mną Jack Sparrow i normalnie, normalnie mnie obmacywał i ocierał się o mnie TYM.

Muczos dziwna sprawa XD.

Ciekawe co to znaczy...



Monday, November 06 2006


Kebab won ze sceny — BAKA okiem Karniaka :-)
posted @ 21:53 in [ Karina Show ]

Ja szczerze nie wiem, czy to była lepsza czy gorsza BAKA niż inne, bo na żadnej innej nie byłam :P. Więc napiszemy po karniakowemu :-).

Już jakiś czas temu wymyśliłam, że się na BAKĘ przebiorę. Wiedziała, że za coś furrry :D. Więc myślałam, myślałam i nadludzkim wysiłkiem wymyśliłam furry kocią dziewczynkę. Również nadludzkim i również wysiłkiem musiałam sobie skombinować jakieś odpowiednie furrr. W domu nic nie było, w piwnicy nie było.. Poszłam do lumpeksu poszukać jakiegoś furrr odpowiedniego i znalazłam. Od razu wiedziałam, że to TO, bo miało na metce napisane "lucy". Mówiło "kup mnie. Jestem używane i smierdze, ale to nic, będę dobrym furr dla kociej dziewczynki". I kupiłam. I kolejną dobę nadludzkim wysiłkiem szyłam sobie przebranko. Ocieplacze na nogi, spódniczkę, uszka, ogonek i stanik. Wyszło troszkę inaczej niż wymysliłam. I mama powiedziałą, że wyglądam jak mysz.. Ana i Michal, że jaskiniowo. I zostałam jaskiniową myszą prehistoryczną ;-).

Nyo. NA BAKĘ pojechaliśmy z Soniakami i Kurami pociągiem o 6 nad ranem w sobotę. Jechało się sibko. Ale matko, jaka pogoda okropniasta była. Błotooo. Zimnooo. Mokrooo. I do domu dalekooo. Tragedia. Przynajmniej na BACE ciepło w środku było :). Rozłożyliśmy się na stoisku Hon'Ya :P i połaziliśmy po konwencie. Szkoła-labirynt. Ale bufet mieli fajny. Cosplay zaliczyliśmy. Były Digi Charat. Ale ZDECYDOWANIE gorsze niż my i scenkę też miały gorszą, a fe. W ogóle byłyśmy fajniejszymi charatkami, jezu. Niech ludzie cosplayują Arjunę, a nie DGC. No, cosplay był fajny, scenki wporzo. Rozczuliła nas scenka z prezentacją w PP, gdzie były teksty z błędami, duży LOL :D. Aaa. No i zaliczyliśmy koncercik In'You, na którym znowu popylałam z pomponami :D i Tamiko śpiewała. Kiepski to był koncert.. Sprzęt nawalał, publika niemrawa. Co nie zmienia faktu, że mi się dobrze tańczyło, ale to o co innego chodzi ;P. Bo mi dużo ludzi robiło zdjęcia i Ijido mi robił dużo i tak fajnie było :3. W przerwie koncertu, imaginujcie, poszłam do łazienki zobaczyć czy mi tampon przesiąkł, otwieram drzwi kibelkowe.. A tam.. O fandomie! Jedna szycha całowała się z dziewczęciem, hehehe, nie powiem kto ;>, ale śmiałam się do końca konu, nadal mnie to śmieszy, bo ihihih, on siedział na kiblu, a ona na nim, a ja otwieram drzwi i O___o LOL. Yhyhyhyhyh. Hyhyh :D. No, ale wracamy do koncertu. Fajnie się tańczyło, fajne fotki wyszły, wrzucę parę. Ale właśnie ta publika taka eee. I normalnie tak mnie zbulwersowała jedna rzecz. Bo Yen powiedział, żeby ci, którzy lubią cośtam [nie pamiętam xD — dziewczyny, jak twierdzi mdr] wstali. Nikt nie wstał. To Yen powiedział jeszcze raz. No to jacyś kolesie wstali. I wyszli. Może nie brzmi strasznie, ale w kontekście całego kontekstu :P to było chamskie i nieładne. I właśnie to jest gorsze w polskim fandomie niż zjebowatość zjebów — chamstwo. Zresztą też chamscy ludzie byli, kiedy zapraszałam ich na koncert In'You, no normalnie :(. Ale abstrahując — i tak się dobrze bawiliśmy :-). Zdjęcia zaraz wrzucę :). Po koncercie pokręciliśmy się, popatrzyliśmy, zjedliśmy hamburgera (co jest uwiecznione na ciekawej fotce), umyliśmy się i poszliśmy spaciać. Rano sesja zdjęciowa (szkoda, że spaliśmy jeszcze xD). Ale słodko :3. Nawet nas zatentaclowali [klik].
Kebab :3
Kebab :3

Słodkie to zdjęcie. Ciekawe kto robił fotę. No, potem wstaliśmy, myju, przelatanko po konwencie, spakowanko.. Przeżyłam wtedy małe załamanko też, bo normalnie spakowaliśmy się i kurde, patrzę, a tu — nie ma paska od mojej jesionki!!! Snułam najczarniejsze scenariusze, przeszukaliśmy wszystko, zasmuciłam się, poryczałam prawie, bo tak mi szkoda było, bo IMO wyglądam lepiej jak przewiążę te swoje RUBENSOWE kształty czymś. (Tak. Mówi się "rubensowskie". Tak. To jest złośliwość. Tak. Do Ciebie mój Ty rubensowy kształcie :D). Na szczęście się pasek znalazł uf uf uf. A potem już tylko przystanek, tułaczka po ubłoconym Wrocławiu.. Zwiał nam pociąg XD, ale to w sumie dobrze, bo na dworcu się najedliśmy i spróbowaliśmy tamtejszej odmiany kebaba (?) — knysza się wabi to to. W sumie nie wiem czy to odmiana kebaba, kebaby też mają, ale nie jedliśmy, nie wiem xD. Knysza — dziwna nazwa. No. Potem domek. Podróż się strasznie dłużyła :(. No, ale już jesteśmy w WWA i nyo nyo nyo oglądamy się na zdjęciach i śmiejemy się. :-)

A teraz mała galeryja.

Miau =^*____*^=
Miau =^*____*^=


:3
:3

Bez kitu fajowo wyglądałam :-).

Z Durysiczom :)
Z Durysiczom :)


Hmmu
Hmmu


DGC
DGC

Ha!

Pate
Pate


Nyao
Nyao

Kawaii desu neee?

Zdecydowanie
Zdecydowanie

Podoba mi się jak wyglądałam :-)

Lol
Lol


Wybierali już tego najgejszego? ;-)
Wybierali już tego najgejszego? ;-)

Tutaj wyjątkowo wrednie wygląda moja kochanicz, nie? ;D Oto jego prawdziwe oblicze ;P. [fota by Yen/reszta by Joe i me]

Prawdziwe oblicze In'You
Prawdziwe oblicze In'You


Prawdziwe oblicze Krzysia. Radosne :-)
Prawdziwe oblicze Krzysia. Radosne :-)


I Soniaka
I Soniaka


Próba przed koncertem
Próba przed koncertem


Konwentowe ogłoszenia lol
Konwentowe ogłoszenia lol


Już koncert
Już koncert


Pochył i cyce
Pochył i cyce


:3 wrr
:3 wrr

Super zdjęcia powychodziły z tego dymu i z tych świateł i mm :3

Ach
Ach


Dagmara i Kurka synchronicznie
Dagmara i Kurka synchronicznie

Jakies takie sailorkowe pozy przybrały ;D. Może TO jest prawdziwe oblicze In'You -__^?

Och
Och


Bam
Bam


Oświecona ;-)
Oświecona ;-)


Bimbo gra w limbo XD
Bimbo gra w limbo XD


O bosh
O bosh


Emo
Emo

Własne emo-zdjęcie być musi. Wyobrażacie sobie, że michał nie chciał na to marnować baterii? Phi!

Chyba zrobiłam jak nie patrzył :P
Chyba zrobiłam jak nie patrzył :P

Nie pamiętam.

On
On

Nigdy mi nie pozwala. Jest dla mnie wredny. Nie chce na mnie MARNOWAĆ baterii :P.

Własnie
Własnie

Ja go kocham, a on? Góra lodowa.. :P

Cheeseburger max
Cheeseburger max

Naprawdę był max ;-). LOL, fota wymiata. Jak już zrobią bukkakekon to chcę być na plakacie ;P. LOL. Tak serio to tylko świnki jadły czizburgera i im po ryju popłynęło. Ale wygląda ciekawie, ne?



Friday, November 03 2006


Ostatnio
posted @ 19:32 in [ Karina Show ]

Mam taką obsesję i leci w kółko na kompie. A to taki kwas XD.
Bo jest taka piosenka "Boten Anna" i ona leci w radiu często. Jest po szwedzku i idzie tak "Anna Anna hoho hoooo Anna Anna hoooo". A tak naprawdę leci tak [klik] i jest po szwedzku. Nie wiedziałam o czym ta piosenka. I, i poszukałam teledysku i... voila


Zaryło mnie. Nie spodziewałam się, że piosenka jest o bocie o.O. I nie spodziewałam się, że facet, który ją spiewa jest so.. gay XD XD XD.

Poza tym:


A poza tym Basshunter ma jeszcze jedną piosenkę — "DotA":


Matko XD. Te piosenki mnie zabijają. Wiem, że są idiotyczne, ale mimo to lecą u mnie non stop :D. :P hyhy. Nie mogę się uwolnić.

"Vi sitter här i venten och spelar litte DotA"...

Jakie to głupie. Nie dość, że na IRCu siedzi to jeszcze w Warcrafta (?) popyla.
________________________
Poza tym rozczuliły mnie w mijającym tygodniu dwie osoby.

Pan od msg, bo mówi tak: No, zostało nam 20 minut, zrobimy przerwę — ja zdążę iść po
kredę, a wy się nie molestujcie..

Hihi, dowcip na czasie.

Oraz rozczulił mnie pan, który kładł chodnik przed WuZetem, bo szłyśmy z Magdą ze studiów i pan wstaje z chodnika..
Pan: Oooo, wie pani, ale się zmęczyłem!
Karina: Ha, posiedzialby pan na wykładach to by pan dopiero zobaczył! ;-)
Pan: Wie pani, w sumie to ja tu wykładam...

Yhyhy
_________________________
A jeszcze poza tym to jedziemy na BAKĘ i będę barrrdzo FURRRRY, yhyhy ];3



Thursday, November 02 2006


Hooooooo~~~~~~
posted @ 15:53 in [ Palantki kochana ]

Ocząsłam się trochę po konwencie, po Halołin. Pora coś naskrobać.

Po pierwsze NEGIcon

No bo tak. Wiadomo było, że będziemy z dziewczynami na NEGI tańczyły za In'You (tak jak ja na Ecchi) — że będziemy kwasiły taaak. Długo pzred konwentem wymyśliłyśmy sobie stroje, generalny zamysł.. A był on taki, że będziemy czirliderkowate. No.. Jedne pompony już były, reszta przyszła dopiero dzień przed konwentem ;__;. No, ale dzielnie wymyslałyśmy, ćwiczyłyśmy bez pomponów. Jak zwykle przy takich okazjach nie obyło się bez wewnętrznych sporów, a to ta nie może, a to ta się uczy, a to ta idzie do kina itd. I w sumie rzadko ćwiczyłyśmy we cztery XD. W ogóle nie miałyśmy zbytnio gdzie, bo nasze pokoiki to malutkie są. W rezultacie okupowałyśmy mój pokój, wyganiałyśmy siostrę moją ;P. No, ale dobra dobra. Próba generalna.. My, In'You, dziewczyny od para para do "Ike ike". Właśnie. Bo my tańczyłyśmy do wszystkiego prócz "Ike ike". Do tego układ miały laski od para para. Jak zobaczyłam ich taniec to padłam. Bo.. Taki szczegółowy, bez powtarzanek, zsynchronizowany.. Zmartwilam się, zmartwiłam. Ale dooobra. Pierwszy dzień konwentu był śmieszny. Po pierwsze problemy z naszym wejściem na kon, lol (ależ te bezczelne dziewczyny z In'You wymyśliły sobie — tancerki, które chcą zostać uuu), a potem były korki, a potem arghh. No tak czy siak trochę popróbowałyśmy, poćwiczyłyśmy, i koncert. Fajnie dziewczyny śpiewały, fajnie się ludzie bawili :-). Mam nadzieję, że nam też tańczenie fajnie wyszło xD. Zaraz, tańczyłyśmy "Party night", "Love machine", "Keseneai tsumi", "Tobira no mukou e", "Mahoro de mambo" (moherowe tango :P) mm. Chyba coś zjadłam, no ale nic XD. A, op z "Paradise Kiss", coś jeszcze? No nic XD. Tańczyłyśmy, to się liczy. Trochę się pochrzaniło nam kilka razy :P, ale chyba i tak dobrze wyszło, nooo, nie? Bo martwiłam się.. Martwiłyśy się wszystkie, że to za proste, za dużo powtarzania... Obiecujemy, że na Yattę się poprawimy :-). Ehh. W ogóle to się wymęczylyśmy i wyskakałyśmy na tym koncercie. I na In'You , i na koncercie Tamiko i już nie miałyśmy siły potem na nic innego niż pójście spać. Dobrze, że D-chan było samochodem i nie musieliśmy się telepać busem. W ogóle ja spałam u Michała, bo jego rodziców nie było :P. Mehehe ;D. Drugiego dnia ahhh! Cóż się stało drugiego dnia! No bo tak. Bo było przestawianie czasu. I mogliśmy SPAĆ godzinkę dłużej :-). A potem pojechaliśmy znowu na konwent. I kiedy (znoowuuu) staliśmy w korku ubzdurałam sobie, że przestawię swój naręczny zegarek. I oczywiście czym wyciągnęłam dzyndzelek? Zębaaami! I co się stało? Ułamałem sobie kawałek zębaa! Jedynki. Kawałeczek, ale i tak źle mi z tym było i cały czas się macałam po tym zębie xD. Bo kurde, miałam wrażenie, że wyglądam jak ten z "Głupi i głupszy", ten którego grał Carrey XD. Wrr. A to wszystko wina Benjamina Franklina, który wymyślił przejście z czasu letniego na zimowy, żeby zaoszczędzić na świecach ;-). Ehh. Mama mnie ochrzaniła zamiast mnie pogłaskać :(. No, ale już jest lepiej, lepiej XD. Tak czy siak, a. Drugiego dnia na konwencie to już tylko sprzątanie.. Odwieźlismy Yena, michał zdążył zgubić aparat... Ale na szczęście okazało się, że zostawił go po prostu w Świcie, ale adrenalinka była przez chwilkę, nie? Mmm. Tego dnia te ż spałam u Michała i.. Mmm i następnego dnia musialam wstać o 6, żeby o 7 wyjść, żeby o 7:30 być na bankowym, żeby o 8 być w Starym BUWie. Hihihi :-). I udało się. W ogóle słodko było. Słodko jest z kimś spać :-). I nawet wstać o 6 :00 ♥

Teraz Halołin

Rok temu Palantki na Halołin starszyły ludzi po mieście XD. Przebrana byłam wtedy za potwpra z Loch Ness :D. Nawet zarobiłyśmy torbę krówek wtedy :-). Tak.. W tym roku tez miało tak być, ale się jakoś rozeszło po kościach, poza tym byłyśmy zajęte tańczeniem, ćwiczeniem, wymyślaniem.. Więc w tym roku skończyło się na tym, że oglądaliśmy wypożyczony horror (dziewczyny + ja i Michał). Okazało się, że już widzieliśmy ten film z Michałem.. Ee drugi raz ten sam durny film XD. "Blady strach".. Krwawy, klika momentów było takich, że nawet wrzasnęłam.. Ale ogólnie to mi się ten film nie podobał. Skończyliśmy oglądać o 00:30 i Kurczak został u mnie śpiulkać. Coś bredził o tym, że niezręcznie i jakoś tam jeszcze, ale nie zrozumiałam ;-). Ja uprzedziłam moją mamę i etam, w ogóle coś Wielkie De bredziło o kawalerach i pannach i spaniu, ale w ogóle nie zrozumiałam o co mu chodzi ;-). Słodko się spało razem znów :3. A rano moja mama dopadła Michała i zmusiła go do pomagania Kamili w niemieckim :P.

Eeeh. Miły weekend/tydzień był. Teraz BAKA. Tak.