Thursday, August 24 2006


Win-lin — prolog
posted @ 03:22 in [ ...})i({... ]

Wanienne rozszerzanie horyzontów*
.
.
.
.
.
_____
* zdefiniuj mi ktoś "horyzont" ;-) maaa xD



Friday, August 18 2006


Przejebane
posted @ 17:41 in [ ...})i({... ]

Że aż boli.
Myhyhyh ;>.

Nie ma rodziców Michała i jakimś pokrętnym sposobem zdarza mi się zostać na noc... ;P.
I Michał ma wannę :-). Taką, gdzie można zrobić duuuziooo piany :3. Fajnie mieć wannę, prysznic ssie. Chociaż.. najfajniej mieć mega waaaannę, prysznic i duże łóżko. O.

Boli.
Tak jak lubię.
Miłą noc mieliśmy :3.
Myhyhyh :>.
Hihih :-).
Mrrau ;3.



Wednesday, August 16 2006


Doji 6
posted @ 03:22 in [ ...})i({... ]

Nyo nyo nyo! Wróciliśmy z Doji 6. Dotarliśmy do domciu w niedzielę o 2 am!

No, to jedziemy!

DOJIcon był sobotnio-niedzielny (12-13.08). My do Krakowa pojechaliśmy już 11. Nyom, wstaliśmy rano, pociąg mieliśmy około 9, a na miejscu byliśmy, ja wiem, koło 14 z hakiem. Mi minęło jak z pyty szczelił, bo większość drogi przespałam :P. Michał był mniej zadowolony, bo zasnął tylko na chwilę. Obudziłam go z wrzaskiem, że już dojeżdżamy zaraz i trzeba się zbierać. Okazało się, że mieliśmy jeszcze ho ho czasu, a Michał był wściekły i mnie ochrzanił :P. Jaka to nie jestem głupia, irytująca i oh ah. Oj, bo ja nie lubię tak na ostatnią chwilę. Ja wolę mieć już zdjęte bagaże i wszystko zebrane. Fakt, ściągnęłam go pół godziny przed, ale myślałam, że jeszcze coś koło 15 minut jest. No nieważne. I tak będzie mi to wypominał, i tak. Nić nie poradzem - taka już z niego wredota. Ale, ale dość spokojnie dotarliśmy do Kraka. Po drodze na konwent dopadły nas jakieś laski z perfumami. Takie naciągaczki. W Warszawie też są. Ja chciałam spławić je od początku, ale Michał nie nie! Pan uczciwy, poczciwy i poprawny politycznie do tego posłuchał pań. Omatko. Tylko się nastaliśmy. Ale przynajmniej potem pachnieliśmy perfumami, bo nas wypsikały :P. Nom, dotarliśmy do szkoły (albo jak to ostatnio Joe-sensei mawia "na conplace" o rotfl?). Szkoła była fajna. Stara, brzydka i odrapana, ale miała tonę klimatu. Cos jak hmmm Harry Potter w szpitalu psychiatrycznym z TRAOD. Wrrr fajność =*^.^*=. Potem Michał pomógł przenieść wiieeeelgaaaśny telewizor i poszliśmy się poszwendać po Krakowie. Mmm fajnie było, ładna pogoda, Kraków turystyczny mm fajnie :-). Wszamaliśmy po kebabie, ale wybaczcie, niedobre były. Za 7 zeta jak w Wwie, ale takie bleeee ehh. Potem poszliśmy do parku posiedzieć i normalnie obściskiwalismy się, dawaliśmy sobie buziaczki i wymyślaliśmy erotyczne scenariusze xD. Potem wróciliśmy do szkoły. Konwent był wtedy w fazie końcowych przygotowań - wynoszenie ławek, przylepianie plakatów i takie tam. Zaszyliśmy się w jednej z klas i mm pokryliśmy. Ho ho ho! To dopiero było! Co 5 minut przerwa, bo zdawało nam się, że ktoś idzie :P. Ale fajnie było. Taki szybki numerek, w takim jakby-stresie, na ławce szkolnej z majtkami u kostek - pełen wypas, uważammm mmmmm :3. A potem zeszliśmy na dół i patrzymy , a tam na miejscówie ochroniarzy monitorek xD. I się okazało, że w tej szkole były kamery. Ale na szczęscie nie tam, gdzie ten.. ;). Nom, konwent w fazie przygotowań, a na dodatek nocowanie tam było niemile widziane więc Yen-chan zaproponował nam nocowanie w swoim mieszkaniu-chan. Znaczy nie swoim tylko brata (wynajmowane), ale brat wyjechał i było puste. Hihi. A jeszcze wieczorkiem poszliśmy na pywko z Vulcanami i Haru-badżami, Raul-saishami, Yank-otakami, Yenami i kolegami i Waneko. Pywko i kolacyjkę-chan. Nyo a pociem poszliśmy (m.in. z państwem Vulcanami) do Yena. Zaklepaliśmy sobie obiecująco wyglądającą dwuosobową wersaleczkę w przedpokoju. Wyglądała obiecująco, tak. Ale to była zmyła xD. Wersaleczka nie rozkładała się do końca xD. Rozkładała się tak w 3/4 i jedna osoba spała w poziomie, a druga jakoś tak pod kątem, ja wiem 20 stopni. Wiecie, jedna spała normalnie, a druga na pochyłym. I ta druga się w rezultacie pchała na tą pierwszą. Tą druga byłam ja :P. I się pchałam na Michała :P. Oj tam. Fajnie było. Noc na stoku ;P. Te niedogodności nie przeszkodziły nam w pokryciu się i pójściu spać :P. Nie było źle, choć następnego dnia Michał narzekał, ze go bolą plecy. Ale cóż... Każdy wiek ma swoje prawa ;) — trzeba mu było wybaczyć ;). Nom, wstaliśmy RANO, nad ranem chyba XD, bo Yen musiał być na konwencie wcześnie, bo pomagał itd.

Nom, konwent był fajny, się im udało. Ludzi kuuupa, podobno 700-800 (?). Pokręciliśmy się, pochodziliśmy na panele, konkursy, Misha pocykał zdjęć. Ah, no właśnie — zaliczyliśmy premierę Otaku. Zaliczyliśmy konkurs HOPLA (te roboty co są na acp) fajo fajo było :-). I oh ah ile rzeczy. W międzyczasie wyskoczyliśmy na obiadek. Pizza mmm ;3. A potem znów na konwent konkurs fanowski /czy tam fandomowy/ (a może to było przed pizzą? nieważne..), karaoke, cosplay. Mmm cosplay był wporzo. Znaczy standardowe kupowe scenki też były, ale jedna scenka był fajniasta. Taka z "Naruto". Nic w niej nie mówili, tylko robili, a komentarzami, wypowiedziami i całą resztą były dobrze dobrane piosenki. Naprawdę fajnie wyszło. IMHO to był najlepszy cosplay od czasów naszego wytworu :P. Serio ;D. Po cosplayu jeszcze ten mmm panel o fetyszach w Japonii czy tam w anime. Hihi, siedzieliśmy na końcu i niewiele słyszeliśmy, bo sala pełna po brzegi! Ale.. Hy hy xD. Siedzieliśmy na ławce i upuściłam torebkę. Spadła na podłogę i wysypał się z niej roczny zapas tamponów i podpasek xD. Tak się śmiałam, że nie byłam w stanie nawet się schylić żeby to zebrać, dopiero jakaś dziewczyna mi zebrała. Yhyhy, ale kwas — w moim stylu ;-). Nyo. Na nockę znowu poszliśmy do "rodzinnej kamienicy Yenów", tym razem z Yenem, K. i jego towarzyszką (?). Tym razem obejrzeliśmy końcówkę "Krzyku 3" i grzecznie poszliśmy spać. Rano nie musieliśmy się zrywać o 7, bo tym razem Yen nam zaufał, nauczył Michała zamykać drzwi i sam (znaczy z K. i dziewczęciem) wyszedł rano, a my sobie chrapaliśmy. Wstaliśmy, pogrzeszyliśmy ]:D i pognaliśmy na konwent ;P. Drugi dzień to już końcówka była. Pokręciliśmy się, odwiedziliśmy panel o sudoku ("Sudo-co?" się nazywał ;D), posingstarzyliśmy i koniec. Pożegnaliśmy się i zmyliśmy z konwentu.

Mmm, ja jestem zadowolona z tego konwentu, dobrze się bawiłam. Był lol. Lol-chan ;D rotfl. I Yarglet był i poznałam trochę (lol) szych fandomu TM. I widzieliśmy Xellosa-samę i spaliśmy u Yena i oh ah. I wszyscy byli, i znajomi Michała, i Witek i nyo. Było fajnie. Karaoke, cosplay mm Karniaczek hepi :).

Ale wiecie, zastanawiam się jak to jest... Bo tam był ktoś kto mi się kiedyś podobał. Uważałam, że jest bardzo przystojny, a na dodatek fajny i niesamowicie zabawny. A teraz...? Przechodząc koło tego kogoś na korytarzu nawet go nie zauważyłam. Dopiero Michał mi powiedział i (CIPA CIPA CIPA) mnie na niego popchnął xD. No, ale chodzi mi o to, że kiedyś był suuper, a teraz? Patrzę na niego i co? Kiedyś był przystojny? Dupa tam przystojny, włosy nie takie, nos kartoflany. Jakby przytył czy co? Kiedyś był zabawny? Teraz śmieszność jego żartów jest.. zaraz, jaka śmieszność? Jego dowcipy są gorsze niż moja "smalona kupa" xD. Rozumiecie, o co mi chodzi? Co się stało? Czy on się zmienił? Czy mi się coś zmieniło? Moja mama mówi, że kiedyś spojrzę na Michała i pomyślę to samo. Ale to nieprawda. Za to Michał mówi, że to nie ten koleś się zmienił, bo ten koleś jest cały czas taki sam, tylko mój punkt widzenia jest inny. Ze niby znalazłam coś lepszego. Nom znalazłam — moją najsłodszą cipcię najukochańszą i żaden tam niegdysiejszy "ukochany" się nawet nie umywa... Ale jakoś się dziwię, rozumiecie, co mi się tak strasznie preferencje zmieniły... Hihi, śmieszne :). Dziwne uczucie. Patrzeć na kogoś tak zupełnie inaczej.. Dobra, dość.

Potem wylotniliśmy się z konwentu poszliśmy na dworzec zostawić nasze bagaże, a jak się ich pozbyliśmy to poszliśmy się przejść po Krakowie "dla zaostrzenia apetytu". A potem obiadek-chan. Mmmm, no właśnie obiadek. Bo tata Michała ze ja wiem, dwa, trzy (?) tygodnie temu był w Krakowie i polecił Michałowi, żeby poszedł do restauracji Gruzińskie Chaczapuri, bo dobre i tanie. I mieliśmy iść, mieliśmy iść, ale mi przez dwa dni udało się unikać chaczapuri :P. A to kebab, a to pizza... Ale ostatniego dnia już nie było opcji. Poszliśmy. Michał wziął chaczapuri, ja gruziński talerz czegośtam (mięska z kurczaczka) i kurde było bardzo dobre. Dobrzaste. I kelner jaki zabawny, sympatyczny i oh ah super. Obżarliśmy się jak prosiaczki za 10-15 zeta od łebka. I jeszcze Michał po mnie dojadał, bo tylko 3/4 weszło ;P. Że też ja starałam się uniknąć tego nieszczęsnego chaczapuri! Oj, bo myślałam, że będzie nieboble nyoo. A tu - pyszniaste, trochę nawet przypominało kebab ;). Nyo, po obiadku posiedzieliśmy na Plantach, pospacerowaliśmy, poszliśmy na lodziki, poprzewalaliśmy się po Krakowie, spotkaliśmy Yena i takiego jednego orga z Doji (nie pamietam ksywki ;/). Nom, i siu na dworzec, cap bagaże ze skrytki i NA STYK zdążyliśmy do pociągu. Odjazd był 23:24, a my byliśmy na peronie 23:22. Uhh. Ale na szczęście wszystko wporządalu było. Trochę się pokłóciliśmy w pociągu, ale generalnie wszystko wporządalu i oh ah i wrrr i było fajnie :3. I w Warszawie byliśmy o 2 am. Uuu.

Dobrze być dziewczyną Joego, co? :-)

_____
plus parę fotek.

Pomnik wielkiego penisa i wielka dupa. Żywa.
Pomnik wielkiego penisa i wielka dupa. Żywa.

Pomnik nawet tryskał... ;D

Kupa słodyczy
Kupa słodyczy

Na tle penisowej fontanny. Jasne.

Jak NIE robić zdjęć
Jak NIE robić zdjęć

Napiszę kiedyś taki przewodnik. Ilustrowany ;).

Yan-san i Otaku
Yan-san i Otaku

Widzicie jak się kochają?

Otaku
Otaku

Światło prawdy. Lux veritatis. Kiedyś mi Michał powiedział :-)
Otaku.. Hyh. ;)

Taa
Taa

Nibi szichi fandomu, a jakie miny szczelają. Jak szychy kupy raczej. XD

Łojdyrydydyrydy
Łojdyrydydyrydy

Oppa!

Mmm
Mmm

:3. Mam nadzieję, ze nikt się nie obrazi za te fotę upublicznioną, ale za słodka jest żeby ją trzymać na dysku dla nikogo :3.

Tylko powąchać
Tylko powąchać

Zawsze wącham zanim wezmę do buzi.

Wassup?
Wassup?

Nyo...

K
K

onkurs fandomowy (fanowski?)

X3
X3

My jednak idealnie do siebie pasujemy ;)

Klocki-chan
Klocki-chan


Windows bitch
Windows bitch

Linux fan
Linux fan

Linux fan i Windows bitch — pod takimi hasełkami nam zleciał pobyt w Krakowie. Ale to na razie gdybanie...

I kartki z Krakowa

Nyo
Nyo


Nyo
Nyo


Nyo
Nyo


Nyo
Nyo



Tuesday, August 15 2006


Piwo-chan!
posted @ 01:17 in [ ...})i({... ]

Byliśmy na "Supermanie". Nie idźcie. Uśmialiśmy się tylko. Ale nie tylko z filmu. Bo tak:

Superman bierze Lois Lane, unoszą się bla bla bla bla.
Lois Już zapomniałam jaki jesteś ciepły.
Yanek: I JAKI TWARDY...
Sala się wtedy zatrzęsła ze śmiechu xD. Koleś za nami o mało z fotela nie zleciał :P. Yanek zrobił darmowy supermanowy humor yhy. I jaki twardy yhyhy ;D.

Ale ogólnie film kupa. Można się było spodziewać.

Potem poszliśmy na piwko-chan (Waste-chan, Marti-chan, Karniak-chan, Joe-chan i Yanek-chan). I było ciałkiem sympatićnie :-). A obsługiwała nas nierozgarnięta pani kelnerka-chan, która nie mogła zapamiętać nic i po 8 razy się pytała kto co chce xD. Nyom, troszkę mnie zawiały te piwka, bo dawno nie piłam z racji tego, że byłam głęboko przekonana, że jestem w ciąży, ale już nie jestem (głęboko przekonana w sensie).
Nom, a teraz jestem u De-chana, bo pojechaliśmy do niego, bo jego rodzice się wakacjują :P. I będziemy się kryć. A mojej mamie wcisnęłam, że Adam robi parapaetówę. Wha :P?
Nyo, to miłej nocki, my też będziemy mieć miłą ;-).

___
A, i smaży się moja osobista relacja z Doji. Nyo nyo nyo. Chan.



Sunday, August 06 2006


Choć nigdy nie myślę o ku.. itepe to klnę jak szewc.. - pospływowo.
posted @ 17:52 in [ ...})i({... ]

To taka zagadkowa przypadłość, że po wszelkich koloniach, obozach i innych bezrodzicielskich rozrywkach długotrwałych xD (w sensie jak jestem dłuższy czas bez rodziców) to mi się mocno zwiększa częstotliwość i moc przeklinania. To nie jest może ostateczne stadium ewolucji chamstwa, by bywało gorzej ;), ale muszę się tego wyzbyć. Popracujemy nad tym.

Jeśli chodzi o pospływowość to noo. Mmm, wróciłam. I jestem całkiem zadowolona, fajnie było. Hihi, kiedy wyjeżdżaliśmy z Warszawy to moja mama nas wsadzała do pociągu i mówi do Michała "Michałku, opiekuj się śKarinką". Michałku, ihihi. Ale się opiekował. Wynosił z kajaka, dbał, karmił, wysadzał ho ho ho. I było tak jak lubię - że inni mi zazdrościli. Lubię słyszeć teksty z serii "łeee, widzisz? na rękach ją nosi! a ty mi każesz łazić po tym błocie". Mihihi :3. Aa, i karmił. Znaczy oh ah takie karmienie.. Ugotować makaron/ryż i wsypać sos z torebki to każden głupien umie. I u nas gotował Michał ;-). Standardowo - makarony i ryże z sosami, zupki chińskie plus kanapki. Z wyjątkowszych rzeczy to jajecznica (specjalnie po to Misza dźwigał patelnię), kurczak w sosie słodkow-kwaśnym. Ihihi. Śmiesznie było z kurczakiem, bo Michał siedział i mieszał ten z sos (z torebki wszystko, bez rewelacji - ale pachniało i smakowało dobrze) to poszedł doglądać makaron i ja usiadłam przy sosie i mieszałam. I podbija pan Marek, wącha i mówi "ale mu nagotowała!". Ihihihih, na dwie minuty usiadłam :-). Innym razem mieliśmy naleśniki. Michał smażył, ja smarowałam. A pan Henio mówi "O, sąsiadka naleśników nasmażyła. Widzisz jak się stara?". Ihihih, smażył Michał.. Yhyhy. Nom nom. Ale następnym razem, myślę, się bardziej zaangażuję w gotowanie, bo akurat spływowe gotowanie to nie jest wielka filozofia. Ale jedliśmy dobrze. Michał 3/4 ja 1/4. Dobrze. Ciekawe czy przytyłam?

Płynęło też się całkiem dobrze. Nie za dużo jezior, nurt zazwyczaj wporządalu.. No, trochę traw i krzaczorów było, ale to tylko przez kilka dni. Na początku czułam rączki, potem jakoś już nie. Kilka dni byłam zupełniasto zmęczona i w ogóle nie chciało mi się wiosłować, ale jakoś szło... Drzew dużo było do pokonania. Przepłynąć pod/nad, przenieść ho ho ho. Z przenoszeniem było trochę gorzej, bo kajaczjki mieliśmy inne niż rok temu - znacznie cięże. I niezbyt mi się udawało to nosić.. Ale na szczęście byli mężczyźni :-). Pogoda wporzo. Słoneczniasto, potem deszczowo-słoneczniasto. Tylko na koniec się popsuło. Ostatni dzień wiosłowania - mrzawka. Ostatnia doba obozowania - ulewa.. I kurde, jak przez cały spływ namiocik mieliśmy suchutki to ostatniej nocy zalało nam róg (bo był w dołku xD) i moje ciuchy, które sobie naszykowałam na drogę poszły się (dosłownie) kąpać. I musiałam wracać w spodniach Michała xD. Ale za to bardzo ładnie w nich wyglądałam :).

Jeśli chodzi o warunki to rok temu na Brdzie było zdecydowanie lepiej. Na Drawie przez duużo dłuższy czas płynęliśmy przez Drawieński Park Narodowy, gdzie o cywilizacji można było tylko pomarzyć. Toi toi firmy Satellite ind. inc. i kompu kompu, naczynia, ząbki - wszystko do mycia w rzece. Albo w mineralce :>. Uhh. Ale "nieparkowe" kempingi, na których bylismy były wporzo. Ładne kibelki, prysznice. Spoko.

Ludzie głównie starsi od nas, niektórzy bardziej, niektórzy mniej no. Ale wszyscy starsi (prócz Franka i Koriny). Zresztą już pisałam. Wszyscy starsi plus dwie mamy z dzieciami. I wszyscy się znali. Ale generalnie towarzycho BARDZO w porządku. Właściwie idealne. Sympatyczni, mili, do pożyczenia, pomocy, wzajemnego poczęstowania czymś, posiedzenia wieczorkiem. Super. A z drugiej strony byli mocno zintegrowani wewnętrznie i z nami się niezbyt mocno integrowali. Co dawało możliwości integracji wewnętrznej nam :-). Możliwości, z których korzystaliśmy ile - że tak to określę - wlezie.. ;-). Yhyhyhy.

Słodziutcy byliśmy, że oj.. Cały czas buzi-buzi, cmoku-cmoku, mizi-mizi. Fajnie :3. Raz było tak, że Michał pożyczył od sąsiadów butlę i poszedł zmywać naczynia. A ja siedziałam zamknięta w namiocie i się pakowałam. Ale słyszałam co się dzieje na zewnątrz. I słyszę, że przychodzi kobieta i mówi, że chciała sobie zrobić herbatę. A druga jej mówi, że ci obok pożyczyli butlę. Kto? Buziaczki pożyczyły. A na pożegnalnym ognisku pan Marek stoi koło nas i mówi "Matko! Stoją koło siebie i się nie całują!". Hihihi. I powiedział, że dali nam ksywę Buziaczki. Buziaczki - ihihih. Ale nas obgadali, muahaha, Buziaczki.. my@buziaczek.pl ;). A jak się żegnaliśmy ze wszystkimi to mówią do nad "Tylko nie zapomnijcie.. oddychać". Ihihih :D. Właśnie tak słodko było na spływie. Mrr :3. I tak fajnie jest spać razem jejku :3. Ostatnia noc była fajna. I spać razem, i się budzić i jekju jejku jej.

I 2.08 była normalnie roczna rocznica naszego pierwszego razu. Uh.. Roczek odkąd Michał odebrał moje ehe mizuage ;). Wiecie..
To było nocą gdy księżyc jasno świecił
Wiesz już napewno nie będzie z tego dzieci
Tak to bolało, choć sama nie wiesz czemu
Jak to się stało oddałaś się rudemu

Ehhe to było rano :P. Ale rszta się zgadza ;-). Rok.. Ehhh...

Start with a little one; a two; a one, two, three; a three; a five; a four, a three-two; a two, a two-four-six; two-four-six; four a two; two; four-seven; five-seven; six-seven; seven, seven, SEVEN, SEVEN, SEVEN-SEVEN-SEVEN-SEVEN-SEVEN-SEVEN!

Nom. Pod pewnymi względami spływ Drawa 06 był zdecydowanie fajniejszy niż Brda 05. Ale pod pewnymi był gorszy. Chociaż w generale to chyba ten był lepszy..

Lepszy, nie lepszy, o właśnie przypomniało mi się coś.. Kurde xD. Michała to śmieszy i wypomina mi to non stop, bestia. Moim zdaniem to wcale nie jest śmieszne, ale z "recenzenckiego obowiązku" napiszę.. Bo, bo, bo.. Bo kupiliśmy sobie Fakt. I Michał mi pokazuje jakiś artykuł, nawet nie spojrzałam na to co tam jest napisane tylko na nazwisko - Małolepszy i brzydkie zdjęcie.. I mówię "CO TO ZA RYJ?!". A to się okazało, że to był artykuł o niepełnosprawnym chłopcu chorym na zespół Wilkinsa (?), co objawia się m.in. charakterystycznymi rysami twarzy. A ja na to "CO TO ZA RYJ?!". Ale ja nie wiedziałam wcale, że ten chłopiec jest niepełnosprawny xD. I kurde no.. xD. Wcale nie chciałam, nie miałam zamiaru tak palnąć. Teraz mi głupio a Michał się śmieje. Muu :(. CO TO ZA RYJ?! xD Ghaaaa!

Nom, ale skończyłam na dywagacjach który spływ był lepszy. I chyba tegoroczny. Tak. Nom. A teraz kompu kompu pod własnym ciepłym prysznicem bez grzybicy stóp i kupkę do własnego kibelka, gdzie nie widać jakie kupki zrobiło 10 poprzednich odwiedzających kibelek.. ;). Ouć. Hihihi. I trzeba poważnie pomyśleć o ekonomii.. ;/.

______
Pora na troszkę foteczek.

Pogoda śliczna
Pogoda śliczna

I ja wygięta w chińskie es. ;P

Grupa
Grupa

A to mniej więcej nasza spływowa grupa towarzyszy.

Przed wypłynięciem
Przed wypłynięciem

Tak zwana odprawa.

Karniaczku
Karniaczku

Na kajaczku :-)

Yhyhyhy
Yhyhyhy

Śmieszniasta jest ta fotka.. ;D

A ta tragiczna
A ta tragiczna

Musiał być upał xD

Ja w lesie
Ja w lesie

Normalnie z malynom wielkości jajka.

Nad wodospadem
Nad wodospadem

Zimnym jak hu hu! A Michał tam wlazł.. Ubrr. To nam sesję razem pan Leszek śmieszek zrobił :-)

I moje kochanie na mostku
I moje kochanie na mostku

Nyo.

A tu
A tu

Tu jak się kajaka uczepiło.

A tu też Michał
A tu też Michał

Wcina 20 euro, nie dziwota, że taki uśmiechnięty ;-). Bo tam mieli takie hmm papieroandrutopodobne euro do żarcia ihihih.

A tu
A tu

My razem. Mmmmyyyyy :3

A tu też my razem
A tu też my razem

Tsunami słodyczy.

A tu
A tu

A tu płyniemy przez krzaczory.

I pod drzewami czasem trzeba było
I pod drzewami czasem trzeba było

A ja miałam taką fobię, ze się nie zmieszczę i Michał na mnie krzyczał wtedy..

Łabędzie
Łabędzie

A tu łabędzie, co je żem z narażeniem życia fotografowała. Wtedy to ja krzyczałam na Michała.. ;-) (bo nie chciałam blisko do nich podpływać)

Korzenie
Korzenie

Korzenie były różne różniaste. I wszystkie się układały w jakieś kształty. Np w żółwia z gałązką w pysku wynurzającego się z wody itp, a michał nigdy nic nie widział.. Te akurat korzenie to twarz.

A tu...
A tu...

.. tak zwane dupczenie. Czyli wpływa się na drzewo i się tak zawisa. I trzeba podupczyć zeby móc dalej płynąć. My, jako że nie jesteśmy ciężcy, rzadko wisieliśmy więc rzadko dupczyliśmy na drzewach (dupczyliśmy gdzie indziej ;-) o rotfl xD)

Na rowerku
Na rowerku

Bo wypożyczyliśmy sobie rowerek wodny i popływaliśmy godzinkę.

I ja
I ja

Mmm :3

I pocztówka
I pocztówka


My
My

W Drawnie.

Ogromna
Ogromna

Sekundę później ogromna dupa i monstrualne udziory zmieniły fontannę w rumowisko.
Straszne zdjęcie co? I nie doszłam do tego co przedstawia fontannowa rzeźba więc zostaniemy przy tym, że to zaskoczone strusie. Tak.

Ruiny na ruinach
Ruiny na ruinach

Drawno.

Cyc
Cyc

Bo W CYC było, co tu dużo mówić.. :-)



Saturday, August 05 2006


Ślady działalności bobrów.
posted @ 20:19 in [ ...})i({... ]

Czasami na spływie było tak smutno.


Ale wróciłam cała i zdrowa.