Monday, July 31 2006


Co miasto to kebab
posted @ 18:05 in [ ...})i({... ]

Dziś dotarliśmy do Drawna i znowu jest cywylyzacyja. A cywilizacja znaczy też kebab :-). Zjedliśmy kebaba w Drawnie i nie był aż taki zły, choć mało kebabowy. Ale chyba i tak lepszy niż w Toruniu... Warszawa jednak ma najlepsze kebaby. Nom. Cywilizacja znaczy też internet. Znaczy znowu notka.

Pogoda nam się troszku popsuła. Częściej pada deszcz. Na szczęście tak w deszczu deszczu musieliśmy płynąć tylko raz. Poza tym jak już pada to i tak za chwilkę wychodzi słoneczko. Słoneczko słoneczko, ja się ładnie opaliłam :-) a moje kochanie się zjarało jak dzika świnia na rożenku i teraz jęczy i jęęęczyyy. Na szczęście mama mnie zmusiła do zabrania mazidła śmierdzidła na oparzenia słoneczne więc go wysmarowaliśmy. I teraz śmierdzi jak ja wtedy kiedy się na frisbee zjarałam. Znaczy jak czitosy serowe. Aż tu czuję.. ;D.

Poza tym ciągle na mnie krzyczy i krzyczy. A wiosłuj, a nie wiosłuj, a bla bla bla, a z lewej, a z prawej.. A jak sobie poszedł się kąpać w jeziorze i zostałam sama i tak fajnie byłoo :3. Fajnie samemu kajaczyć. Nie trzeba dźwigać czyjegoś cielska. I nikt nie krzyczy.. Ale dobrze, że Michał płynie ze mną, bo mi się często odechciewa wiosłować ;P. Ale zemściłam się, zemściłam! Ostatnio nawrzeszczałam na niego, że ho ho! Tak z kurwami nawet. Oj, bo mnie wkurzył, bo podpływał do dzikich łabędzi żeby sobie strzelić fotkę, mimo że wiedział, że nie chcę i go na dodatek prosiłam.. Ale nieee nieee! Ma być fotka łabędziątek! A że mnie tata łabędź zeżre po drodze to nieważne?! Nom, ale żyję żyję, mamy dużo zdjęć ho ho!

Spływ jest zgubowy.. Eh. Przechodziłam przez drzewo zwalone w poprzek rzeki i okulary mi spadły do wody. Rzuciłam się po nie od razu, ale nurt był dość szybki i je porwał.. I przepadły. Jak kamień w wodę. Jak okulary w wodę ;-). No cóż. Strata, strata. Ale w sumie i tak mama mi miała już przed wakacjami kupić nowe więc teraz bęzie już musiała. Nie ma co się martwić, bo okulary i tak były krzywe we wszystkich płaszczyznach. A raczej krzywiznach ;). Najgorsze jest to, że teraz muszę bez okularów chodzić. W sumie nie mam dużej wady, ale lubię w okularach, jakoś jestem przyzwyczajona. No trudno. Odzwyczajam się właśnie.. Druga zguba to moja bluza. Znaczy nie zguba. Znaczy rano szukam, szukam i nigdzie nie ma! Aż się zaczęłam smucić już, bo to była moja ostatnio jedna ulubieńszych bluz - pomarańczowa. Na szczęście się znalazła. Była w kajaku, pod siedzeniem Michała. Zmięta, mokra, zgniła i ubłocona, ale BYŁA :-). Mam nadzieję, ze4 już nic nie zgubimy..

Ale ogólnie na spływie jest cacy. Towarzycho tez nie aż takie złe. Geriatricos są naprawdę sympatyczni. Nawet zaprosili nas na imieniny jakiejś Hani i siedzieliśmy jak te kołki przy stole pełnym wujków i ciotek, którzy walili wśćiekłe psy cały czas xD. Na szczęście zajęła się nami sympatyczna pani Krysia. Pogadała z nami, całkiem wporzo, ale uświadomiła mi, że jak nie jeżdżę na nartach ani na snołbordzie to nie jestem prestiżowa. Oh ah. Nie będę jeździć ani na nartach ani na snołbordzie nie nie nie! Nom, impreza im się udała a nam się udało spaść stamtąd kurturarnie i szybko ;D. W ogóle pani Krysia jest spoko. I jest bardzo fajny pan Henio - koło 40stki, przystojny, inteligentny męczyzna w kwiecie wieku. Barrrdzo pociągający :3. Właściwie to sądzę, ze wygląda jak Michał +20 lat. Jest też pan Leszek. Leszek śmieszek, taki dowcipny :). I pani Wandzia z Kanady i jej córka Korina (argh, zbyt podobnie do mnie ma na imię.. ;/). I taki Janek z Bemowa. Noo i kupa ludzi. Nie jest źle. Może się jakoś specjalnie nie integrujemy, ale chyba na pożegnalne przyjęcie pójdziemy (tym razem ;-) ihihi).

Nie jest źle. Nie jest nie jest. Michał na mnie krzyczy, nie chce mi się wiosłować i mi smutno. Czasami.

Bawimy się dobrze. :-)

Czymać się :*



Friday, July 28 2006


Sweat baby sweat
posted @ 14:02 in [ ...})i({... ]

Ha! Jesteśmy na spływie i dojechaliśmy do jakiejś wiochy, gdzie o ile Michała wspomnienia nie mylą jest internet.. Jest więc mogę naskrobać noteczkę. :3

Generalnie jest fajnie, choć Yanek - możesz się cieszyć, że nie pojechałeś. Nie ma towarów, a jak są to albo płci męskiej :D albo zajęte albo za wiekowe.. No tak.. Towarzycho w tym roku.. Jest zorganizowana grupa Geriatricos Czaplinek tocząca stały bój z nami! No dobra - nie stały.. No dobra - nie bój xD. Joke. W każdym razie jest zorganizowana wycieczkowa grupa ludzi w średnim-i-wyższym wieku. Od trzydziestu paru do pięćdziesięciu paru.. xD. Ale geriatricos są całkiem sympaticos więc jest wporzo :-). Oprócz tego jest troszkę młodszych.. Koleś, któremu wiecznie stoi (albo po prostu taką ma pytę :P), koleś, któremu fujarka wystawała z nogawki kąpielówek (ohehehehe :D).

Kajakowanie całkiem nieźle nam idzie. Michał krzyczy dużo więcej niż rok temu.. Ale doobra, niech se krzyczy.. Już troszke czuję rączki, ale co tam..

Przykwasiłam troszkę drugiej nocy, bo wydarłam się jakby mnie co gryzło.. Oj, bo mi się śnił statek :P. Kurka, nie pamiętam co z tym statkiem było, ale się przestraszyłam i wydarłam :P. Ale mój bohatersky chłopak mię utulył wy swych ramijoonaach. A rano sie mnie pytali kto tak wrzeszczał w nocy XD xD xD yhyhy.

Pogodę mamy zajebistą :-). Słoneczko, ani chmurki, ciepłe noce mmm. Woda cieplutka mmm.

Poprzedniej nocy miałam dziwny sen. śniło mi się, że ja, Basia, Ania, Madzia, Kasia K. i jeszcze troszkę ludzi.. No, wszyscy poszliśmy do jakiegoś mieszkania. A tam na klatce schodowej leżały kawałki mięska.. A w tym mieszkaniu już był Tomek T. i Adam N. I.. To mieszkanie wyglądało jak normalne mieszkanie, ale miało jeden pokój dziwny. W tym pokoju leżały trupy, ludzkie mózgi w słoikach jezusmaria! I grzebaliśmy w tych mózgach łeee. A na takim łóżeczku leżał koleś i na kartce przy łóżku było napisane, że nie żyje, ale nie można udowodnić, że jest martwy. I nagle, już kurka nie pamiętam, co się stało, ale Kasia K. musiała zabić tego człowieka. I wbiła mu nóż w serce. A potem przyszła policja jakaś i powiedziała, że jesteśmy aresztowani za włamanie i odebranie życia temu, co nie mogli udowodnić, ze był martwy.. I potem sie okazało, że jedynie Kasia z nas wszystkich jest w wieku "do odsiadki", a reszte pewnie puszczą.. Ale ja powiedziałam, ze do zcasu rozprawy pewnie skończę 20 lat.. Eee.. no dziwne, co?

Ok, kończymy, bo zaraz zbiórka. Nyo nyo. Nyo. Trzymajcie kciuki za leniwość leniwego DNA.
Buziaky! :*



Tuesday, July 25 2006


Nom
posted @ 23:11 in [ ...})i({... ]

I wyjeżdżamy :-). Na spływ :-). Znowu :-). Jak rok temu. Mmmihihihi :>.
Jutro mamy pociąg o 6:55. Spakowanie: 90%. Zaraz kończę i ide już spać.

Ciężko będzie. Czarno widzę ten spływ. Chcieliśmy jechać na Hańczę, ale się nie odbywa. Więc musimy na Drawę. A Michał był już na Drawie. Ze swoją uroczą byłą dziewczyną. Oh.

O ile Michała "wpomnienia nie mylą" to na szlaku są jakieś internetownie więc może coś skrobnę.

Bądźcie grzeczni, a ja będe walczyć.
______
I bonusik

Kiedyś takie były nieudane teksty, mailem szły.. Takie np.

Oglądałem z dziewczyną wybory Miss World czy coś w tym
rodzaju i walnąłem tak:
- Patrz kochanie same paszczaki. Czemu Ciebie tam nie ma?


Moja dziewczyna leżała kiedyś na tapczanie i prosiła mnie, żebym poskładał koc, który leżał na podłodze. Musiałem dla zasady pomarudzić, żeby nie wyjść na pantoflarza, ale poskładałem. No i się pytam:
- Co z nim zrobić teraz?
- Rzuć na łóżko
- Po co kolejną szmatę tam kłaść?
- ...



Piszę, bo i moje kochanie coś w ten deseń palnęło.

Bo narzekałam narzekałam..
Karina: Na spływie będzie beee itd, bo ONA cały czas z nami będzie. Będzie z nami nawet leżec w namiocie.
Michał: Kochanie, jak Ty się położysz to już dla nikogo nie będzie miejsca.

Palnął, powinno iść do tych tekstów.
Uwierz kochanie, będzie miejsce..

..NA TWOJE WSPOMNIENIA!
Wkurza mnie to, ze ma wspomnienia bez kitu. Ja wiem, że i tak generalnie (jak to sam określił) mnie nimi "nie atakuje", ale ja wiem, że one tam są i mi się to barrrdzo nie podoba.

Tak czy siak. Bądźcie grzeczni.



Monday, July 24 2006


No ku..
posted @ 21:20 in [ The Kaczors ]

Tak. Jakiś czas temu zbiłam mamie obraz. Potem zbiłam pokrywkę od cukiernicy. Potem wygotowałam wode z czajnika i przypaliłam go.

Ale dzisiaj najbardziej spektakularne kuku zrobiłam. Zaglądam do lodówki. Grzebię grzebię. Zamykam. Potem otwieram po coś tam, znowu zamykam. A tu łuuup! Z półki spadł keczup. Spadł, rozwalił się o podłogę, butelka pękła i WSZYSTKO w promieniu 2 m zostało obryzgane obfitym keczup-shotem. Wszędzie to to było. Nawet na mojej twarzy.. xD

Zemsta mamy była długa i bolesna. Na szczęście udało mi się skutecznie zatopić w "Kolorze magii" :-).



Sunday, July 23 2006


Młeee
posted @ 02:02 in [ emo ]

Życie jest fe ;(.
A mój cipowaty chłopak nawet nie chce mnie popocieszać ;( tylko coś tam se coś... Ha! Jeszcze zobaczymy.

Muu, on mnie w ogóle lubi? Chyba tylko jak patrzy na mnie od góry ;/. A ja potrzebuję pocieszenia. Żeby mi ktos powiedział "spokojnie Karinko, mama Ci kupi skarpetki". I majtki tez chcę. Takie z natural club. Model szpicbergeński. Antykoncepcyjne. Trochę. Niech mi mama kupi. I żeby mnie przytulił.

Ale nie.. Tylko "o co ten foch? co znowu zrobiłem?".

Idę spać, niech świat ma spokój.
;/



Saturday, July 22 2006


Michał słodko-gorzki.. :>
posted @ 00:49 in [ ...})i({... ]

Dziś moje ukochanie było dla mnie zimno-ciepłe od rana! Słodko-gorzkie.. Zmienny jak stara panna.. Najpierw był dobrzutki i zabrał mnie do BUW-u, znalazł za mnie i wypożyczył książkę, zawiózł do Sanepidu, przetłumaczył pani o co mi chodzi xD.. Potem pojechaliśmy do niego oglądać "Piratów z Karaibów" (część 1.). I, u Michała jest zawsze zimniasto. Więc pytam go czy mogę przynieść sobie kocyk. Ale niee, mój ukochany mówi, ze "nie, bo nie".. aaargh. "Nie, bo nie, bo jesteś uzależniona od tego kocyka" i, że on nie uważa, że mi potrzebyny kocyk, bo jest ciepło. A mi było zimno! Ja potrzebowałam kocyka, bo on mi dawał siłę (lol, jak Brawurka - ona też miała kocyk.. :P). Ale nie - mi nie moze być zimno. Michałowi nie jest zimno to i mi nie ma prawa być. Pfff? Może on jest przyzwyczajony do arktycznego klimatu swojego mieszkania, ale ja NIE! Chciałam kocyk.. Wytargowałam jedynie bluzę.. A potem się obraziłam, bo co to za porządki, że mi nie moze być zimno kiedy jemu jest gorąco? Nie dopuszcza do siebie możliwości różnicy zdań, odczuć heee? Nom, trochę sie pofochałam, ale potem zostałam ukarana i wynagrodzona z nawiązką.. :3. Na początku byłam lodową królową, a co się będę? Niech mnie przeprasza, że nie dał kocyka.. :P Ale... Ale.. No wynagrodził z nawiązką ną, nie było o co się już fochać.. Mmmaaaaaa aaaależ to była nawiązka!!! Dobra nawiązka. :3. Mmmmrrr... =^___^= ...mmmrau!

A potem spotkanie! (Magda Ty Ty Ty czemu Cię nie było???!!!???!!!)
A potem jeszcze "Piraci z Karaibów" (2 - skrzynia umarlaka). Nyo!



Thursday, July 20 2006


Osiągnięcia naukowe /ed
posted @ 23:23 in [ Karina Show ]

Maturę miałam przyjemność zdawać w zeszłym roku. Sssuper było. Jednakże część populacji naszego domu nie była zadowolona z rezultatów. Głównie moja mama. No i przypuśmy troszkę ja, bo się poryczłam, że się nie dostałam na anglistykę itd. Mama mi suszyła głowę przez caly rok.. znaczy - przekonała mnie do słusznej decyzji ;-). No i poszłam zdawać jeszcze raz.. W maju. A siedziałam cicho i się generalnie (z kilkoma wyjątkami) nikomu nie pochwaliłam. I sama przecierpiałam uczenie sie do matury i zdawanie i cały stres, jejku. I trzeba było iść na maturę. Na szczęście to był piątek i nie miałam zajęć. A Michałowi wcisnęłam, że mam odrabianie :P. A szłam na maturę xD. Lol. Dobra tam zdałam, trudne chyba tak samo jak w zeszłym roku było.. Z rozprawki nie byłam zadwolona, beznadziejny temat był ;/. Ale generalnie wporzo.

Nyo. Wyniki matur można było odbierać od 11.07. I od 11 mama mi suszyła (znów xD) głowę żebym poszła po wyniki. Poszłam dopiero dziś. Znaczy dopiero dziś je dostałam, bo poszłam wcześniej dwa razy, ale nie udało mi się zastać sekretarki xD. Nom, odebrałam, mogę odetchnąć. Rok temu miałam podstawowy 92%, rozszerzony 84%. W tym roku podstawowy 100% stówka :3, rozszerzony 89%. Mama jest wściekła o ten 1%, ale ja i tak jestem zadowolona. Całkiem nieźle. I w tym roku próbujemy na anglisitykę. Jak sie nie dostanę to nie będzie tragedii - przeciez już COŚ studiuję; spróbujemy kiedy indziej. A jak sie dostanę to będę studiowała razem z Michałem :3. Mihihihi. Mrrruuu :-). A jak się serio dostanę to będę miała przez dwa lata zapierdziel jak koń pociągowy, bo europeistyki wcale nie mam zamiaru rzucać. A dziekanki nie dostanę, bo mam poprawkę. A jak mamy wpadeczkę, to mogę sobie tylko pomarzyć i wszystkie plany siuuu i mama mnie zbije. Jak urodzę - bo ciężarnej nie będzie biła.. No, ale w sumie to bym chciała taki zapieprz przez dwa lata.. Skończyć euro i zostać tylko na angli i wtedy mieć dziecko, o. Bo pierwotny plan był - dziecko po licencjacie. Hmmm, a może dopiero po anglistyce? No tak czy siak chcę studiować coś jeszcze. Coś fajniejszego niż europeistyka! O, albo może jak sie dostanę w tym roku to sie uda "zamrozić" sobie miejsce i w przyszłym roku zacząć? Nom, ale nie uprzedzajmy faktów. Bo na razie muszę (w takiej kolejności): dostać się na anglistykę koniecznie dzienną, bo nie mam kasy, dostać okres ale to w połowie sierpnia dopiero, zaliczyć pierwszy rok europeistyki (zdać egzamin z ekonomii - jutro się np w celu proegzaminacyjnym udaje do BUW-u heee!)

_________ /ed

Oj, o tym nie pomyślałam..
"§ 25
Student może za zgodą właściwych dziekanów studiować poza swoim kierunkiem podstawowym na dowolnej liczbie kierunków i dowolne przedmioty także w różnych szkołach, o ile wypełnia wszystkie obowiązki związane z tokiem studiów" [z jakichś tam zasad uw]

A ja nie dostanę tej zgody, bo mam poprawkę ;( chliiip!!!!!



Thursday, July 20 2006


Niesubordynacja
posted @ 14:33 in [ ...})i({... ]



Michał: Gdzie..?
Karina: Gdzie chcesz, kochanie.
.
.
.
.

Dlaczego tam? Wszędzie tylko nie tam.. Przecież zna zasady. I generalnie ich przestrzega. A tu taka niesubordynacja..

A ja się coraz gorzej czuję.
Choć może jak zwykle sobie wymyślam.



Wednesday, July 19 2006


Ou. Ale miałam dziś dzień. Jestem zmę-czo-naaa~! :/
posted @ 22:23 in [ Karina Show ]

Ale za to mój "niesłowny boyfriend" cały dzień mi dotrzymywał towarzystwa i odrobił swoje punkty starcone. Bo tak, najpierw (z małym opóźnieniem) byliśmy w jakiejś przychodni na piątym końcu świata. Musiałam sobie zrobić ostatnie w życiu szczepienie, bo jak robili w szkole to stchórzyłam i zwiałam (?) i teraz musiałam jechać. Do niczego było w tej przychodni :/. 3 pary, drzwi, matki z płaczącymi dziećmi i ni cholery nie wiadomo gdzie iść :/. Potem Michał mnie wepchnął do jednego z gabinetów i się dowiedziałam. Poszłam, zbadali, zmacali, wysłuchali przez słuchawki i niestety byłam "zdolna". Meee a potem jakaś pani powiedziała wychyliła sie i powiedziała "prosimy duże dziecko" xD i musiałam iść i mnie zaszczepili.. Kurde, bo my to nie przepadamy zbytnio za szczepionkami.. Jakbym była sama to bym pewnie zwiała już ze trzy razy.. :P. Ale w sumie nie bolało. Ale podobno jeszcze zaboli. Potem do mojej szkoły na drugi koniec miasta się telepaliśmy odebrać papierzyska. Kuuurdee ale w taki upał antonio! Namęczyłam sie jak jasna choroba ;/. Tylko po to żeby się okazało, że zamknięte.. Potem wróciliśmy i pojechalismy płacić za spływ. I co? Nie ma naszego spływu Hańczą przez samo ha od 23.07 ;/. Musieliśmy iść na jedyny spływ w tym terminie, który sie odbywa (znaczy - na który KTOŚ się zgłosił) czyli na Drawę od 26.07. Też ok. Na Drawie nie byłam, fajnie. Michał był. Ja nie byłam. Ale i tak mam złe wspomnienia. Po spływie poszlismy do biblioteki, potem na chwilke do mnie ;3, a potem na "Auta". E, głupie. momentami fajne, ale ogólnie nie dla karniczków. Duuuużoo bardziej mi sie podobał "Skok przez płot ostatnio". Kurde, jestem wyprana strasznie :/. Aż mi smutno.


Była drzemka. A teraz pocitam, o. Wilq, Wojna polsko-ruska, Kolor magii mmm? Wojna..



Wednesday, July 19 2006


Mangowe lub czasopisomo!
posted @ 00:11 in [ ...})i({... ]

Ludzie, nie wierzcie w TO
Ten nius co Joe dał jest wyssany z palca.
Sama dziś wyssałam, serio.
ROTFL



Tuesday, July 18 2006


O ku..! (przed) (i po..)
posted @ 18:08 in [ The Kaczors ]

Faka faka faka! Ostatnio sobie grabię grabię..!

Wczoraj było uhuhu! Bo tak. Miałam jechać do Michała, ale okazało się, ze jego mama została w domu, więc już nie było po co ;-). Więc Michał miał przyjechać do mnie. Posprzątałam, bo miałam poremontowy burdel, czekam, czekam, czekam, a tu mojego kochania nie ma i nie ma, choć miał być 11 - 12, a tu już po 13.. No później napisał smsa, ze oh zmienił plany. No super, że zmieniłeś, szkoda, że tylko swoje. Bo ja czekałam jak głupek 3 godziny, a mogłam iść coś załatwić np.. No ale dobra, karę za to, że mi nie powiedział, że sobie "zmienił plany" już odbębnił mniej więcej, opieprz dostał - wszystko na miejscu. Nie o tym chciałam pisać. Chciałam napisać, że z powodu planowanej-niedoszłej-do wizyty Michała posprzątałam. A w sprzątanie wliczało się zabranie z podłogi ukurzonego obrazu należącego do mojej mamy. Leżał na podłodze u nas, bo mama sobie malowała ściany. I kurde. Na tym obrazie stało pudełko po butach. Nie miałam pojęcia, ze w tym pudełku jest coś ciężkiego, więc podniosłam obraz razem z pudełkiem. Tylko w pudełku BYŁO coś ciężkiego i obraz tego nie wytrzymał i się połamał xD. Znaczy.. "obraz". Papierek w szkle. Szkło jest teraz w 3 częściach.. mama nie była zbyt wściekła, bo i tak nie uwielbiała tego obrazu, ale liczy się fakt, zbiłam.. Gdyby mój chłopak mi powiedział, że "zmienił plany" to by mi nie przeszło przez myśl żadne sprzątanie i nie zbiłabym, ale dobra, dobra..

Dzisiaj za to robiłam sobie kawkę. I chciałam ją posłodzić więc rzuciłam się na cukiernicę. Podniosłam pokrywkę, położyłam "do góry nogami" i poszłam słodzić kawę. A pokrywka się zakołysała na łuku uchwytu (na tym uszku) i się skołysała na ziemię :/. I rozbiła się na terakocie na milion milionów kawałeczków. No, na ok 10 sporych, reszta troszkę mniejszych.. Ale kurde. Kurde kurde! Mama mnie zabije. Moja mama ma świra na punkcie swojej zastawy w kolorach pasujących do kuchni (wszystko biało-niebieskie). A ja od dzieciństwa to niszczę! Kiedyś się wspięłam na kredens i wszystko zwaliłam :P. A teraz.. Kurde, nawet nie wiem jak mam to jej powiedzieć! Ghaa! Zabije mnie, jak nic. Opierdoli jezu! Boję się, no. Moja mama kocha te biało-niebieskie gówna :/. Na razie jeszcze nie wróciła, bo wysłałam ją do biblioteki, ale.. już drżę.. I kurde, druga rzecz z rzędu! To jakieś fatum!!!

I teraz kurde. Muszę iść do banku, bo jutro płacimy za splyw. Muszę iść zaraz, bo zaraz mi bank zamkną. Ale nie chcę żeby mama wróciła i zobaczyła martwą pokrywkę od cukiernicy tudzież jej brak, nieee no co robić!!!???!!!???!!!???
_______________

po
_______________

E, nie było tak źle. Jak tylko mama przyszła to wyleciałam na klatkę z wrzaskiem "Mamo mamo! zabijesz mnie jak Ci powiem co zrobiłam!". A potemna jednym wydechu "Zrobiłam sobie kawę, chciałam sobie ją posłodzić, podniosłam pokrywkę, płożyłam do góry nogami, zakołysała się, spadał i zbiiłaaa! Zbiłam Ci biało-niebieską pokrywkę od cukiernicy!". Mama nie była zła. Raczej śmiała sie z tego, że drugi dzień pod rzad coś zbijam. Hihi xD. Poza tym okazało się, że ta cukiernica, owszem, jest biało-niebieska, alenie należy do tego cennego biało-niebiueskiego zestawu. :-). Przeżyłam?:-)



Monday, July 17 2006


Tchórzyca.
posted @ 17:02 in [ Karina Show ]

Ale miałam obsraną noc, o kurde :/. Wiedziałam, że zasnę dopiero o jakiejś 5.. Wczoraj spałam do ho-ho-południa! I tak sobie siedziałam przed kompem, a to blog, a to gadu, a to coś tam, czytałam książkę.. Bałam się, bo bałam. Ok. Ale o jakiejś, ja wiem, 2:30 - 3 normalnie dotknęłam dna. Aktualnie unoszę się 10 cm nad nim, ale sadzę, ze jak się ściemni to znowu na nie opadnę.. Normalnie takiego stracha złapałam, jejku. Tak mi źle samej ;(. Mama poszła spać, a ja sama sama sama! Zapaliłam sobie wszyściutkie światła, tak dla bezpieczeństwa :P. Kurde, taką schizę złapałam.. Że ktoś jest w domu.. że jejuu! Bo mój dom.. pyka. Lodówka pyka, mikrofalówka pyka. Nawet puste butelki pykają.. Boję się :/. Była trzecia. A mi się chciało siusiu. A o przypływie odwagi mogłam tylko pomarzyć.. Więc naciągnęłam Michała żeby do mnie zadzwonił i poszłam "z nim" do łazienki. Pomysł mniej więcej dodający odwagi. Już była trzecia i trzeba było iść spać mniej więcej. Miałam wybór. Mogłam iść "z Michałem" zgasić wszystkie światła i zamknąć się w pokoju, poczytać książkę i usnąć. Ale tu było małe ryzyko. Bo jakbym zgasiła wszystkie światła i się zamknęła w pokoju to nie miałabym możliwości żeby (w razie czego) biec do mamy. Więc wybrałam drugą opcję - obudzić mamę.. "Przy Michale" ubrałam się w piżamkę i obudziłam mamę. Była wściekła. Nawet nie o to, że ją budzę, tylko o to, ze zwariowałam.. No, ale nic. Leżałam sobie koło mamy aż zrobiło się jasno.. I tak się bałam i tak.. Bo moja mama odwróciła się plecami do mnie i zasnęła snem kamiennym, a ja leżałam sobie spocona jak mysz pod kołderką i robiłam sobie w głowie antologię horroru wszelakiego. I sf. I thrill. I noo. Od ostatniego "Silent Hill", przez "Z Archiwum X" (jak Scully porwali kosmici, jak siostre muldera porwał ktoś, jak zaatakowały ich jakieś pszczoły, jejku.. jeden taki odcinek pamiętam o dziewczynie, która miała jakąś taką paranoję, ze ją kosmici śledzą i porywają czy coś i wszędzie kosmitów widziała), "Mroczne niebo" (taki serial kiedyś był. Widziałam tylko 10 minut jednego odcinka, ale tak mi zapadło, że z dreszczem wspominam..), przez bugimeny wszelakie, nawiedzone domy, statki.. Do tego dołożyła się straszność z książki, która teraz czytam i atmosfera i.. moje rozważania skończyłam na "Carrie" XD i "Carrie 2" :D i odcinku "South Park" z kosmitami, którzy zrobili Cartmanowi anal probe i pierdział na ognisto. I ci kosmici się dogadali z krowami, bo uznali, że są najinteligentniejszymi stworzeniami na Ziemi..

W książce, którą czytam też są krowy. A co tam, napiszę tu (bo nie chcę się wypłakiwać Michałowi, bo mnie zdenerwował). Bo akcja książki ("Dolmen - kamienie śmierci") toczy się na wyspie w Bretanii (Francja). I tam ludzie mają taką historię, którą opowiadają swoim dzieciom. I idzie to tak: kiedyś (chyba w XVIII w) na wyspie był tylko jeden statek rybacki, który utrzymywał wszystkich mieszkańców. Nazywał się Mary Morgan. I kiedyś Mary Morgan wypłynęła na połów i nie powróciła. Mieszkańcy wyspy zaczęli przymierać głodem. Nie mieli innego wyjścia, musieli taki trik zrobić. W nocy wyprowadzali krowy na urwisko nad brzegiem morza i wieszali im na rogach lampy. I żeglarze na statkach myśleli, ze to latarnia morska (a to krowy na urwisku.. -_-), płynęli w stronę krów i rozbijali się o skały. Wtedy mieszkańcy wyspy szli do nich, zabijali ich, a towary ze statków zagarniali. I to trwało sobie przez dwa lata to łupienie statków. Nawet nazwali tam zatokę od tego Zatoką Łupieżców. Nom. Pewnej nocy jak zwykle zastawili swoją pułapkę na statki, zarżnęli żeglarzy, a tu rano się okazało, że to załoga Mary Morgan wróciła.. Ups. I wtedy żony zamordowanych w akcie zemsty okrutnie zabiły zabójców swoich mężów (tj łupieżców) na stojących na skarpie menhirach (? nie wiem zbyt dużo na ten temat dokładnie, ale w mojej wyobraźni wygląda mniej więcej jak Stonehenge :P). I od tej pory tam starszy i ho ho. Ale generalnie książka jest "teraźniejsza". I chodzi tam o to, że 35 lat temu dzieciaki z wyspy bawiły się w łupieżców,. ale tylko bawiły.. Ale jakiś statek się nabrał ne te krowy, czy co tam, i rozwalił się o skały. A na tym statku były 3 skrzynie pełne sztab złota. A te dzieciaki zabiły ludzi, którzy mieli złoto i jednej babce poderżnęli gardło, kolesi utopili hoo hoo hoo. i cała akcja się toczy wokół powoli odkrywanej (w śledztwie w śledztwie! :3) tajemnicy z przeszłości. Tysięczny raz piszę, ze książka szmirowata :P. Ale jestem tak ciekawa zakończenia, że nie mogę przestać czytać.. ;-).

Nom, ale noc była ciężka. Ale jakież to słodkie, ze Michał zadzwonił do swojej chorej psychicznie dziewczyny, nie? No, tak. Ale on jak tylko sobie (z braku lepszego określenia roboczo nazwijmy to w ten sposób) "nabije dodatnich punkcików", to sobie potem potrafi zrobić tak, ze mu "ujmę" dwa razy tyle.. Eh. Co za cipcia. Jak ja to znoszę? xD
(no jakoś znoooszęęęę, ledwo, ale znoszę..)



Monday, July 17 2006


Kupowato-kebabowatość dzisiejszego dnia.. Kupowato-kebabowatość rozwesela mnie!
posted @ 00:09 in [ Karina Show ]

Cóż za dzień!

Jak wczoraj wróciłam do domu o hm.. o której ja wróciłam? Około 1 am. To napisałam notkę, pogadałam z ukochanym, poczytałam moją szmirowatą książkę, której akcja zaczyna się rozkręcać ("Dolmen - kamienie śmierci" uuuuu~!). Potem troszkę nie mogłam zasnąć i jakoś się zrobiło jasno.. Jakoś się zrobiła 5 am. Nie mogłam zasnąć, dość niespokojnie spałam, co chwilę się budziłam.. Śniło mi się, że Michał powiedział, że mu się chce rzygać jejku.. No, tak się przewracałam do 8, aż wlazła moja mama i otworzyła okno, podniosła rolety troszkę. To powiedziałam do niej "..wooodyyy..". Przyniosła, ale się śmiała jak po jednym drinie można meić kaca. Nie można. Nie wypiłam jednego drina. Nieważne. Dopiero o tej 8 zasnęłam a wstałam ok 1 pm.. xD. Zebrałam się na polmoko na frisbee i nie poinformowałam mojego kochania o tym, że nadchodzę. Wiecie, chciałam go przyłapać na gorącym uczynku jak się tam będzie wymieniał z którąś z licznego grona jego fyjafiułek/"przyjaciółek". Wymieniał - na boisku, śliną, czymkolwiek. Ale zwalam się na RJP a tam nikt nie gra. Myślę se - "faka! nikogo tu nie ma. Jechałam na marne. Dobra, wrócę i będę udawać, że nigdzie nie pojechałam" :P. Ale nie - patrzę dokładniej! Dwa osobniki płci męskiej i rower pod drzewem. Hmm. Był cień szansy, ze to mdr. Piszę smska. HA! Ruszył się po buraka! Bo to był Michał z Soniakiem. I se posiedzieliśmy. Ale nie to było najfajniejsze. Najfajniejsze było to, że już sobie stamtąd szliśmy, kierowaliśmy się w stronę metra, nagle coś zaczyna śmierdzieć. Niuh niuh hmmm szambo! A to Michał wjechał rowerem w kupę xD. Ale nie tam jakąś ordynaryjną psią kupę. Ta była wyjątkowa! Można powiedzieć, miała w sobie "to coś". Była świeżutka, jasnobrązowa, soczysta. O bleeeee! Śmierdziała nieprzeciętnie. Świeżą kupą. To musiał być zdrowy piesek xD. Co więcej - mój zdolny chłopak wjechał w kupkę przednim i tylnym kołem. I wszyscy troje zeskrobywaliśmy yhyhyh! A jak wsiedliśmy do windy żeby zjechać na peron to je-ba-ło jak.. uhuhu! Ahahaha! :D Tragedia xD. Dalsza część dnia minęła pod znakiem KUPidyna, KUPY szczęścia i zaKUPów :P. A moje kochanie się fochało. A moim zdaniem incydent z kupą był co najmniej bardzo zabawny :-).

Nyo. W domciu miałam przyjemny obiadek. Jesteśmy z mamą same więc dzień w dzień mamy chińszczyznę taką pyszną kupną. (! KUPną xD) Dzielimy się jedną. A dziś idziemy - a tu nasza chińska knajpa zamknięta!!! Wobec takiego obrotu spraw zaciągnęłam moją mamę (która nie przepada za kebabem, za "tą bułą") na kebaba! Ale nie takiego "w bule", ani w cienkim. Tylko takiego wiecie, na talerzu, z frytkami i ho ho. I wzięłyśmy sobie 1,5 porcji, ale pan przywalił mięska jak za dwie mmmmm :3. Mmmmm :3. Oooohh jakie było pyszne. Dawno nie jadłam kebaba i miałam ochotę. I na dodatek nawet mama się przyznała do błędu i powiedziała, że bardzo dobre :).

A po kebabie drzemka i wstałam o 10 więc nie wiem o której pójdę spać xD.



Sunday, July 16 2006


Zawsze tam gdzie wy jeee
posted @ 03:25 in [ Palantki kochana ]

Zanim przejdę do sedna to napiszę, że dostałam okres. Dostałam okres i całkiem źle się czuję. Mniej więcej wiedziałam, że dostanę. Bolały mnie cycki. Na początku myślałam, że to z przemacania, ale to od okresu. I kurde, zauważyłam taką prawidłowość. Im bardziej czekam na okres tym gorszy on jest.. :/. Np kiedyś nie było obaw. Miał być okres i był okres. Fajny, nie obfity, dość krótki - wymarzony. A teraz czekam na okres i modlę się "Boże, ześlij mi okres". I zsyła, ale obfity, dłuższy niż zwykle, bolesny, matko. Ale ja i z takiego się cieszę. Ale boli mnie brzuszek, źle się czuję i potrzebuję trochę współczucia. I narzekam jak to mi źle, bo mam okres, a tu w odpowiedzi nie ma oczekiwanego "oh, biedactwo *hug hug hug*" tylko "ciesz się, ze w ogóle dostałas". Ehh.. Cieszę się cieszę.

Nom, ale dość tych bredni. Do sedna. Do dzisiejszego wieczoru..

Dziś celem uczczenia sukcesu karczmy "Pod Palantkami" w gronie tylko palantkowym udałyśmy się do Giuseppe na karaoke. Bez żadnych facetów. Tylko ja, Ania, Basia i Madzia. Fajnie było muszę przyznać. Szłyśmy do kibla dużymi grupami i pchałyśmy sie po 3 do małej kabinki. A jak wchodziłyśmy/wychodziłyśmy to ludzie mówili "o lesby" xD. Ehh.. Właśnie wróciłam i czuję, że świetnie się bawiłam. I że mi się kręci w głowie :P. Nie było tego czerstwego prowadzącego tylko ten fajny. Ten, który kiedy byłyśmy za pierwszym razem nazwał nas "drużyną seks pierścienia" :-). I co? Zapamiętał to! Zapamiętał nas i dziś też mówił do nas "drużyna seks pierścienia"! Słodki jest ten prowadzący. I SUPER tańczy! Nyo. Zaczęłyśmy śpiewanie w sumie kiepsko. "Kocham Cię jak Irlandię" - smęt. Ale potem już poszło! Nasz standardowy repertuar - "Straciłaś cnotę", "Mydełko fa", hmm "Jesteś szalona" nie zaśpiewałyśmy.. Ale i tak zaziomiłyśmy :P. Nyo, pub wypełniony po brzegi.. Był chłopak mojej siory z kolegą - przysiedli sie do nas :). No. Kurka fajnie było. Wypiłyśmy po dwa piwka, a Ania drina, bo ona nie-piwna. I kurde, lubię ten stan.. Bo żeby być wesołą to trzeba mi no.. trochę piwa.. A dziś starczyło mi pół piwka i już miałam humorek i zero hamulców :P. Kurka.. Bo w tym pubie to normalnie pałętały sie jakieś Angliki! I kiedy poszłyśmy po piwo to ja dostałam szklankę całą ulaną sokiem. I miałam brudne ręce. Więc poszłam je umyć. I stoję tak pod tym kiblem i pocieram moje słodkie od soku ręce. A Angole się do mnie szczerzą. Umyłam, wyszłam. A Angol do mnie za-ga-du-je!
Mój Angol: Łoc jor problem?
Karina: Noł problem. I hed tu łosz maj hends.

Angol normalnie wziął moje ręce i z drugim Angolem starym je wycałowali. Normalnie uuu tak mnie wycmokali po łapach, wyoglądali je aż mi się głupio zrobiło. Pewnie się zaczerwieniłam..
Mój Angol: What was on them?
Karina: Eee yyy eee.. juice..

I dalej mlask i cmok i hu hu hu! Myślę se jacyś fetyszyści ręczni mama..
Poszłam sobie tańczyć, obżłopałam piwa i wróciłam do Angoli i mówię do tego co wycmokał moje łapska..
Karina: Eee yy ee would you like to eee like eee dance with like.. me?
Mój Angol: I'd like to lick you all over your..

Nie dowiedziałam się na szczęście po czym chciał mnie lizać (znając ich od 5 minut juz mogłam powiedzieć, że po dłoniach xD), bo zaciągnęłam go na parkiet. Tańczył całą piosenkę (nomen omen "Boys boys boys") jak ostatnia DUPA, powiedział mi, ze jestem sexy i sobie poszedł. E, dupa, mało kontaktowy.. Pobawiłam się trochę, ale muszę powiedzieć, coś mnie ciągnęło do tych Angoli! Poszłam do nich.. Oni w ogóle jacyś dziwni byli. Wyglądali na grupę gejów będących w związku na zasadzie "każdy z każdym". Cmokali się, przytulali, tak dość perwersyjnie.. łapali za tyłki (potem mój Angol mi powiedział, ze nie są gejami tylko tak się zachowują, bo to wieczór kawalerski jednego z nich. Taa. IMO przynajmniej jeden był homo NA BANK). Jeden (ten homo xD) był przystojniasty. No ale nic. Ja już miałam innego z którym gadałam więc z nim poszłam pogadać :P. I się dowiedziałam, że są z Londynu, wracają jutro, ze jestem gorgeous :3. A Anka była biutiful. A potem to gadałam z innym Angolem - starym. I też się dowiedziałam sporo rzeczy. Że są tu, bo jeden z nich (najbardziej pijany i najbardziej napalony xD) ma wieczór kawalerski, że on jest jego ojcem, jest tu jego drugi syn, znajomi z pracy. Że po prostu wsiedli do samolotu i przyjechali do Polski. To chyba dlatego, że wśród nich było dwóch zagielszczonych Polaków - Wojtek i Borys, Wojtek spedalony i niesympatyczny, zazdrosny o uwagę starych Anglików, Borys - super :-). Mieszkały Angole w Westinie i jeszcze mi mówi stary Angol, że tam jest tanio ;___;. Taa. Angole były generalnie sympatyczne i zabawne, choć co ten przyszły mąż mówił to nie zrozumiałam w ogóle, tak był nachlany xD. Wszystkie Angole miały zwyczaj zabierać nam okulary.. Tego to nie rozumiem.. Najbardziej przystawiał się ten przyszły mąż do Basi. Dry-humping Basia cały czas... xD. Nawet broniłam Basi grzecznym "get off", w sumie nie wiedziałam co powiedzieć żeby się odwalił.. Wyszło "get off", bo nie chciałam mówić "fuck off". Najsympatyczniejszy był stary Anglik. Porozmawiałam sobie z nim tak fajnie o życiu, śmierci, małżeństwie.. W końcu wieczór kawalerski jego syna.. Zabronił mi wychodzić za mąż przed 30 :D. I kazał podróżować. Nawet powiedział, że dobrze mówię po angielsku, choć ja raz moim zdaniem dałam dupy. Bo on powiedział "We're coming back in December", a ja myślałam, że do Londynu in December, a oni do Londynu jutro, a z powrotem do Polski na Gwiazdkę! Pobawić się i popić, bo tu jest tanio... Nom. Więc tak sobie na zmianę tańczyłyśmy, śpiewałysmy i gadałyśmy z Angolami. A ja byłam podchmielona :P. I prowadzący (trzeba pamiętać - w środy jest czerstwy prowadzący, w soboty ten fajny) wymyślił konkurs. Jako, że to jest impreza integracyjna to poprosił pannę i kolesia. Jako panna wyrwałam się pijana ja. I chciałam sobie wybrać kolesia (Angola z którym tańczyłam, spoglądał na mnie od czasu do czasu, widziałam!!!), ale nie zdążyłam, bo się wyrwał jakiś chudy brzydal mi do pary.. :S. Nie wiedziałam co to za konkurs. Jak się zgłaszałam to miałam nadzieję, że pokażę stanik i wygram piwo (tak jak za pierwszym razem), ale nieee. Ja miałam być lokomotywą a koleś parowozem xD. I robiliśmy rundkę po pubie do "Jedzie pociąg z daleka". Faajnie :P. Anka ściskała mojego Anglika. A mnie ściskał obleśny Polak i przesuwał rękami coraz wyżej i wyżej.. Ale spoko :P. I tak było fajnie :3.

Nom, na koniec jeszcze pogadałyśmy z Angolami i ten niesympatyczny angielski Polak stwierdził do starego żeby się odczepił od cycków i że idą do innego klubu. A my poszłyśmy do domu.

Dobrze się bawiłam. Dobrze się upiłam. Tak w sam raz. Nie za dużo, nie za mało. Szkoda, ze mojego kochania nie było. Ale z drugiej i tak się świetnie bawiłam :P. A z trzeciej to przy Michale bym słowa po angielsku nie powiedziała. Nawet pół słowa bym nie powiedziała. Idę kimać. E, chyba nie będzie kaca. Aż tyle nie wypiłam :-).



Saturday, July 15 2006


La nuit est si belle et je suis si seule..
posted @ 02:23 in [ Karina Show ]

Smutno mi, muszę powiedzieć. Kamila wyjechała, siedzę sama w domu.. Nie ma co robić.. Nie chce mi się uczyć ekonomii na razie. Nie chce mi się oglądać tv, komputer włączony, ale też jakoś mi się nic nie chce z nim robić.. Książkę mam do czytania, ale szmirowatą.. W sumie rozkręca się akcja, więc może poczytam? Poczytam i posprzątam. Tak. Bo dzisiaj odgruzowałam pokój poremontowo jedynie połowcznie. Ehh.. Jakoś tak mi się nic nie chce, jakas taka jestem jakby z gumy ;/. Taki marazm wakacyjny, apatia jakaś.. :S.

Najgorzej jest właśnie nocami.. Kamili nie ma. Miała wrócić w niedzielę, ale wróci w piątek (następny). Jestem sama w pokoju. Nawet tata wyjechał, więc nie siedzi do nad-rana w kuchni.. To bym się mniej bała. A tak - siedzę sama w pokoju i sram w gacie. Nawet boję się pójść się umyć ;/. Na dodatek nie mogę sobie właczyć radosnego radia, bo z powodu remontu wszystkie kabelki od wierzy odłączone (bo ja mam przez kabel radio). Muszę sobie słuchać muzyki z winampa xD. I na dodatek nie moge słuchać tego co lubię - OST-a z "Requiem dla snu" - bo się boję xD. Straszny jest no. Starannie muszę sobie listę dobierać żeby nic przygnębiająco strasznego nie było. Więc słucham OST-a z "Chicago" i "nddp", chyba lepiej tak, radośniej jest. Ale i tak się boję. A na dodatek jak idę spać to kiedy jestem sama to nie ma opcji, że w ciemnosci - muszę mieć zapaloną lampkę. A mi się kurde żarówka przepaliła!!! Ehh ;/. I nie dosć, że sama w pokoju siedzę, w ciemnościach, to jeszcze sama W ŁÓŻKU! No do tego nie jestem przyzwyczajona bez kitu. Przeca zawsze śpi ze mna siora (w jednym łóżku w sensie). A teraz. Taka sama, na takiej wielkiej wersalce ghaa!

"Ja się boję sama spać, bo strasznie ciemno.
Ja się boję sama spać, któż zaśnie ze mną?
A może pan aniołem stróżem będzie nocą u mych drzwi?
Ja się boję sama spać - dopomóż mi!"


Kurde. 20-letnia krowa, a boi się sama spać. -_-'



Friday, July 14 2006


Sto pierwszy dalmatyńczyk - jubileuszowo.
posted @ 01:51 in [ ...})i({... ]


Uwaga niepełnoletni i wrażliwi!
!!!notka o seksie +18!!!


Właściwie jubileuszem nie jest 101. raz tylko 100. Ale, że nie udało się utrzymać na statystykach setki to teraz jest 101 no XD. Ale tak generalnie i właściwie to to jest święto z okazji setnego razu :-). Skłania do refleksji, hę? A od czego się zaczynało! Ho ho. Zaczęliśmy od małych szantażopodobnych namawiań (matko, jakby nie mógł sobie jeszcze trochę powalić i zaczekac aż sama przyjdę i zabłagam..?), przez których wyboje dotarliśmy do pierwszego razu (pozdrawiam najmocniej zainteresowanych moim pierwszym razem :>), potem do kolejnych, kolejnych razów. Pamiętam jaka była afera z okazjii NOTKI O 50 RAZIE hihihi ;) [dlatego teraz mam ostrzeżenie dla niepełnoletnich i wrażliwych :P]. Nyo i tak puk puk puk, jedziemy dalej, zaliczamy po drodze kilka przyłapań xD, a tu już do setki doszliśmy! Fajny był setny raz :P, napiszę coś strasznego, bom karniak kariaczek - to mi wolno -> numer 100 nawet został uwieczniony na filmiku! [Ale moim zdaniem najlepsza część tego filmiku to moja łapa nieuchronnie zbliżająca się do aparatu, a potem tylko słychać jak mówię takim idiotycznym tonem "jak to się wyłąąąączaa? żeby nie było tej czerwonej kropkiii" xD. LOL.]

Ale kurde muszę powiedzieć, że mnie wnerwił mój najdroższy dziś. Ponieważ najpierw, jak to sam raczył określić - "byłam dla niego miła". Owszem - byłam, nawet bardzo miła ;). Byłam dopóki nie przyczołgał się do pokoju kot Michała. No bo jak to tak? Mam być miła przy kocie? Neei, toż to się nie godzi, jakieś takie krępujące, nie wiem, no neee neee. Ne. Przy kocie nie będę miła. Więc przestałam być miła. A kot, jak to kot - stworzenie złośliwe, usadowił się na parapecie i tak już został. Michał oczywiście nie dał się uprosić. Nie przegoni go i już. Jeśli mi się nie podoba towarzystwo kota to mam go sobie sama przegonić. Ja nie chciałam przegonić kota, ponieważ boję się kotów, nie ufam kotom, nie mam zamiaru dotykać kotów (a na prośby o spie*** nie reagował - ba, jak pan..), a już szczególnie jakichś cudzych (swoich nie przewiduję, ale z własnym zwierzem to inaczej jest - można zadzierać do woli noo). Nie chciałam dotykać, nie chciałam popychać, zwalać z parapetu - chciałam żeby michał przegonił. Ale Michał nie nie! Stwierdził, ze mój strach prze jego grubym, ciotowatym kotem bez jaj jest irracjonalny i każdy niewplątany to potwierdzi. Potwierdzi czy nie - ja nie miałam ochoty dotykać kota, a Michał "z czystko egoistycznych pobudek" (no a jakich niby jak nie egoistycznych ;/) chciał mnie skocić. I przez czas dłuższy prowadziliśmy taką jałową focho-dyskusję o zwalaniu kota. Skończyło się tak, że Michał wziął moja rękę i moją ręką zwalił kota z parapetu. W sumie dość wyśrodkowane rozwiązanie.. Jak już się pozbyłam kota i odreagowałam to byłam znowu miła, ale musze powiedzieć, że próba skocenia mnie wkurzyła. A niby dlaczego mój (mówią że) kochający mnie chłopak nie jest w stanie zaakceptować, że się czeoś boję, że czegoś nie lubię, za czymś nie przepadam, czegoś nie toleruję, hę? Nawet jeśli to (jak twierdzi, choc na razie tylko on tak twierdzi) irracjonalne! Boję się i tyle. Nie lubię kotów i nie mam zamiaru się z żadnymi bratać! Nawet jeśli to koty Michała. Przykro mi, drogie koty Michała, ale to nie czyni was wyjątjkowymi.

Czuje się nie akceptowana.



Wednesday, July 12 2006


Will the real (slim >:D) karniaczek please stand up?
posted @ 19:54 in [ Karina Show ]

Patrzcie patrzcie co to się porobiło! Podzieliłam los największych sław szołbiznesu po prostu. Już się nawet pode mnie podszywają! Muhuhuhu! Widzicie?? Dorobiłam się własnego podszywacza! Założył mi konto na forum nawet TUTAJ [forum już znane Lucy, cóż za zbieg okoliczności!] i coś tam wypisuje.. Generalnie się zaszczycona czuję nyo. Podszywacz. Toż to awans społeczny. Mieć podszywacza, nie w kij pierdział, jak to mówią.. Jak ta poetka, co ktoś jako ona bloga pisał (zobaczcie tu lub tu). Albo jak Doda Elektroda, bo też jako Dody ludzie blogi pisali, rotfl (BTW podoba mi się nowa piosenka Dody).

Nyo, ale podszywaczu, uważaj, bo to jest całkiem nielegalne.

[za http://prawo.vagla.pl]
"Podszywanie się pod kogoś można uznać za zagrożenie lub naruszenie dóbr osobistych (imię, nazwisko, pseudonim), które podlegają ochronie na podstawie przepisów kodeksu cywilnego (w szczególności art. 23, 24 kc). Sąd mógłby również ocenić, czy niektóre z wpisów nie wyczerpują znamiona przestępstwa, o którym mowa w art. 212 kk, tj. pomówienia w środkach masowego komunikowania. "

Rotfl, może mój osobisty podszywascz też będzie prowadził bloga? To zlinkuj karniak.com wtedy, ok? Kurka, jakby był inny blog karniaka to bym mogła sobie w tytule strony napisać "oficjalna strona karniaczka" :}, wiecie a reszta nieoficjalna.. :3

Zastanawiam się czym sobie zasłużyłam na własnego podszywacza.. Jakieś konkretne zasługi, powody? Ktoś się za coś mści? A może to dlatego, że chodzę z Wielkim Joe..? Albo to ta jego była ;)!

Tak czy siak proszę odnotować, że OFICJALNE źródło karniaczkowych informacji to karniak.com i nie wierzcie podszywaczom. Miejcie oczy i uszy otwarte.

Z socjalistycznym pozdrowieniem,
karniaczek :3



Wednesday, July 12 2006


Z działu OPINIE
posted @ 15:44 in [ Palantki kochana ]

Pogooglałam troszku i znalazłam troszku opinii o konwencie i naszej karczmie. Sobie pozwolę zacytować najbardziejsze fragmenty.

Najpierw relacja tutaj.

"Konkursy spontaniczne. Pińata. To geniusz. Fantastycznie ganiało się za ulepionym z masy papierowej jajkiem wypełnionym cukierkami (początkowo na ślepo i z pałką, ale potem zaniechaliśmy tej skazy na zasadach). A przyczepianie ogonka (również z zawiązanymi oczami) narysowanej Palantce to już szczyt geniuszu. Konkurs na rysowanie na ślepo z kierującym nas zza pleców kolegą – miodzio.
Nie chwaląc się – wygraliśmy."


Oraz na informatorze konwentowym jest
komentarz po (by Misiek):

"Kanapy i Karczma "Pod Palanktami" to chyba dwa główne elementy, która skłonią mnie do przybycia na przyszłoroczną edycję tego konwentu.
Program mnie specjalnie nie zachwycił, było parę ciekawych atrakcji poza-salowych, takich jak np. turniej rycerski czy palantkowe konkursy."


Fajnie, ze karczma się podobała, choć wydaje mi się, ze w zeszłym roku było większe "ojjjjekuuu", nie? Ale w tym roku tez pozytyw i pochwaływ :3



Wednesday, July 12 2006


Pojechała Kaczorówna na Stebnik
posted @ 03:12 in [ The Kaczors ]

Matko.
Wczoraj siora mnie wyciągnęła na Bankowy do bankomatu (o rly? XD), a potem na centralny po bilet o 23!! Kurde. Jak jechałysmy to na przystanku siedziało dwóch facetów z dzieckiem. Takim małym, ja wiem - 6 lat? I coś na niego wrzeszczeli, pili piwsko, widać, ze jakieś pijusy, a dziecko miało taką minę jakby się zaraz miało poryczać. Takie tears incoming, taki grymasik. Kurde.. Biedne dziecko.. Aż się chciało zabrać je stamtąd.. Hm.. Niektórym powinno się zabronić mieć dzieci :[. Chciałam się uśmiechnąć do chlopczyka ciepło jakoś jak Belldandy, wiecie :P, ale z drugiej bałam się, że te facety coś się mnie czepią. Więc jak już wsiadłyśmy z Kamą do ostatniego 107, a oni zostali na przystanku to do niego pomachałam. Wyglądał raczej na zdziwionego, a przynajmniej tak interpretuje te wytrzeszcz ;). A Kamila się z mojego machania uśmiała tylko.. A ja tylko chciałam taki pozytywny akcent wprowadzić nyo..

Wzięłyśmy kasę, pojechałysmy metrem do centrum i na piechotkę na dworzec. Kurde przez ten park pod PKiN-em, bez kitu strasznie ;/. Pijani, naćpani, śmierdzący, matko! Mało "normalnych" ludzi było brr. Zestrachałysmy się jak głupie i trzymałyśmy się za recę :P. Musiałysmy wyglądać bardzo niepewnie, bo kiedy wracałyśmy to jacyś kolesie nas zaczepili..

Kolesie: Ej! Zgubiłyście się..?
Kamila: Ha ha ha!

Kurde zaśmiała się jeno szyderczo. Potem się same z tego śmiałyśmy xD. Kurde zaczepiają nas jacyś kolesie w nocy na ulicy a ona do nich "ha ha ha" xD.
Potem idziemy se dalej, a tam policja. Podbijają do jakichś kolesi i legitymują.

Kamila: Kurde! Przeciez a nie jestem pełnoletnia!
Karina: Ja też nie!

LOL, ze strachu zapomniałam ile mam lat xD.

A teraz Kamila już pojechała. Z Warszawy do Skierniewic. 20 minut czekania. Ze Skierniewic do Kutna. Godzinę czekania (od 22:30 do 23:30!!!) i w Kutnie dosiada się do pociągu, którym jedzie jej znajoma i razem jadą do Zagórza, a potem jakoś do Ustrzyk Dolnych, Krościeńka i na Stebnik. Boję boję się o nią! Mama jej nie powinna pozwalać samej się po dworcach szlajać nocami! Ehh, ale puszczamy sobie na bieżąco sygnały więc na razie się nie marwię.

Ale smutno mi będzie (i straszno samej w nocy) buu ;(. Strachliwy karniaczek jest..



Tuesday, July 11 2006


Avangarda 2006 subiektywnym obiektywem karniaczkowym.
posted @ 03:25 in [ Palantki kochana ]

Muczos maczos subiektywnym. Ostrzegam lojalnie PRZED.

Dobsz. Odespałam, odżarłam i sobie ogólnie odbiłam wszystko co przegapiłam przez Avangardę, więc teraz jestem już w stanie napisać cosi na temat konwentu.

Zaczęłyśmy przygotowania z Basią jakoś na tydzień przed.. Potem wróciła Anka i w czwartek pojechałyśmy do szkoły na Raszyńską sRaszyńską z zacnej sieci szkół Bednarska ustawiać sobie stoły, robić dekoracje, generalnie przygotować sobie miejsce do pracy. W międzyczasie do szkoły dotarła także Madzia, była tam tez kupa orgów, helperów i innych członków Stowarzyszenia Avangarda więc przygotowania mniej więcej pełną parą szły.. My obkleiłyśmy sobie okna i lampy krepiną, rozwiesiłyśmy szmaty na oknach, ścianach, poustawiałyśmy ławki, stoły, przywiozłyśmy naczynia, lodówki, parawany, kuchenki i takie tam, zrobiłyśmy dekorację i w efekcie było całkiem klimatycznie. Miało być mrocznie i sexy z założenia. Taką sobie konwencję wymyśliłyśmy. Wyszło bardziej sexy. No dobra - burdelowo xD. Wszędzie czerwień XD yhyhy ;>. Wylazłyśmy stamtąd ok 1 am, niektórzy zostali i tam spali - m.in. Madzia. My musiałyśmy wracać żeby się wyspać raczej, bo czekały nas 3 dni pracy.. Na piechotkę szłyśmy! Na szczęście nie wracałyśmy same, bo Tobiasz z Avanmgary z nami wracał (mieszka w naszej okolicy). Już w drodze powrotnej atmosfera zaczęła się robić gorąca.. Znaczy właściwie zaczęła się robić gorąca już kiedy robiłyśmy dekoracje, ale JA poparzyłam się dopiero w drodze powrotnej. Oznacza to mniejsze lub większe zgrzyty wewnątrzpalantkowe. Ale przycichło i spojnie dotarłyśmy do domu. Ja poszłam spać po 4, bo szukałam mangowych midi do naszego planowanego palantkowego karaoke, nyo trza było coś zassać.. Dziewczyny też posżły spać nad ranem - robiły sobie manicure ;D.

Następnego dnia (tj. w piątek) dopakowałam się, wykąpałam, wypucowałam. Zebrałyśmy wszystkie rzeczy i ruszyłyśmy. Kilka razy się wracałysmy, potem nie mogłyśmy znaleźć źródełka z wodą oligoceńską, jej. Z przygodami, ale dotarłysmy. Na szczęście już miałyśmy wszystko przygotowane :-). Konwent zaczynał się o 14, wpuszczali od 12 więc musiałyśmy już od 12 działać.. A działało nam się chyba całkiem nieźle. Byłyśmy o wiele lepiej przygotowane niż w zeszłym roku. Poza tym miałyśmy wsparcie w postaci Arachne (erpegowo-larpowej koleżanki dziewczyn). Ładnej Arachne - spodobała się mojemu chłopakowi. Ale spoko, on ma kiepski gust jeśli chodzi o kobiety ;-). Arachne jest ładna, a na dodatek ma doświadczenie w okołobufetowej robocie (pracowała w restauracji), jest pracowita - więc myślę, że dużo nam pomogła w bufecie i jej obecność wyszła nam na bardzo dobre. Ogólnie nyo całkiem nieźle szło. Radziłyśmy sobie z ludźmi spokojnie. Momentami mniejszy, momentami większy ruch. Spokojnie. Nasze tegoroczne menu (proszę się nie łudzić, że to "menii", bo to jest "menuu" xD):
Dania:
- normalnie kopytko (w sensie kopytka)
- członek orga/ogra ;) (kiełbasa und chlebek)
- zręczne paluszki (2 parówki und chlebek)
- gęba elfa po ogroterapii (pizza)
- dziewicza kapusta (bigos und chlebek)
Danusia:
- starty członek ogra XD (frytki)
- jęk rozkoszy (zapiekanka)
- serowa pokusa (tosty)
- potłuczone jaja (jajecznica)
Rozkoszki:
- palantkowa fantazja
- eldorado (ciasta)
Napitki:
- napój bogów (Tymbark)
- diabelskie nasienie (kawa)
- anielskie nasienie (herbatka)
[mam nadzieję, że wszystko spamiętałam..]

W miarę jak się kończyło jedzenie dochodziły nowe potrawy: naleśniki, placki ziemniaczane, na koniec ryż i makaron z sosem. Najlepiej nam szły Tymbarki! Kilka razy trzeba było jeździć do sklepu i kupować nowe zgrzewy! :D Ale za to w tym roku ciężej było nam wyjść na zero ;/. Włożyłyśmy w to dużo dużo więcej kasy niż rok temu, część troszkę głupio.. Część poszła na minus nie z naszej winy :/. Ale ostatecznie nie straciłyśmy. A i nawet napiwków trochę dostałyśmy :-) [miałyśmy wystawioną cipuszkę na napiwki :)].

Socjalnie też nam wyszło :-). Ludzie przychodzili, usmiechali się do menu, w sumie rzadko było u nas pusto. Pierwszego dnia karoke i dyskoteka :> fajo fajo było :>. Sporo osób przyszło, śpiewali, tańczyli - było polskie karaoke na lapsie Wiednia, potem zwykła dyskoteka na lapsie i wieży Jątka. Fajnie kurka fajnie było wtedy :3. Oprócz tego non stop praktycznie miałyśmy amv na tv dziewczyn z dvd i ludzie przysiadali na naszej bufetowej kanapie pooglądać :-). Poza tym u nas odbył się konkurs na strój avangardowy czyli przebranie z worków, papieru itd - też fajowo wyszło :-).
konkurs na strój avangardowy
konkurs na strój avangardowy

W ogóle ludzie sobie też sami organizowali u nas czas. Np był taki konkurs hm, jakby tu powiedzieć rpgowo-aktorski (?) i chyba go ludzie sobie sami zorganizowali.. (chociaż ja nie wiem w sumie :P). Polegał na odgrywaniu różnych rzeczy - od własnej śmierci przez seks z krzesłem po zlizywanie musztardy z brzucha.. Basia brała udział :>, pozwolę sobie napomknąć ;>. Nyo. Poza tym była nasza piniata, która ciekawie wyszła, choć nie chciała się rozbić :P. A oprócz tego ostatniego dnia miał być do nas przeniesiony konkurs "zupa bierkowa", który nie mógł się odbyć zgodnie z planem, ponieważ prowadzący się nie stawił nie powiadomiwszy organizatorów. Miał być, ale wcieło gdzieś bierki z orgroomu, więc zamiast tego zrobiłyśmy palantkowy konkurs rysunkowy, który wyszedł super! Polegało to na tym, że ludzie parami rysowali. Jeden z zamikniętymi oczami mazał, drugi nim sterował. Sądzę, że ludzie się bardzo dobrze bawili :-). Potem zrobiłyśmy konkurs "przypnij ogon Palantce" i też było super :]. Śmiesznie i znowu ludziom się podobało. Czekamy na zdjęcia i reckę na Wrotach wyobraźni! Poza tym dostałyśmy na to fajowe nagrody! Całe serie mang, dwie części "Barry'ego Trottera" [!!! faka, ależ bym chciała przeczytac!], "Jak powstaje manga". Pełen wypas. No, i koszulki i smycze simplusa XD. Jeśli chodzi o palantowo-okołomangowe rzeczy to było też mangowe karaoke, które nie chwaląc się zasysałam przed konwentem do 4 am, więc musiało wyjść dobrze :P. Wyszło właściwie troszku chaotycznie, ale myślę, że ludzie się cieszyli. I mogli sobie powyć :P. Ja się dobrze bawiłam. Grupka bufetwych wyjących gości pewnie też :-). Wyszło nam wyszło. Jestesmy ziomy :P. O, za to nie udało nam się zrobić konkursu "Czyj to biust?", który sexy i mroczna Ania przygotowała. "Przypraw rogi Ariusowi" też zostaje na za rok..

Mojego kochanie na caluchnym konwencie nie było, jeno za dnia bywało w szkole i wieczorami. Stęskniłam się za nim strasznie, bo ostatni tydzień był tak avangardowy, że się nie widzieliśmy.. Ale i tak jak przyszedł to ja siedziałam w bufecie, a on poszedł cykać fotki. Ale starałam się przynajmniej wcisnąć do niego na troszkę czasu. I uwaga, nawet udało nam się zapraktykować seks na konwencie w ustronym miejscu (pierwszego wieczoru) :D. Perwersyjnie było i podniecająco :>. Drugiego wieczoru udało się tylko częściowo - pod prysznicem. Mmmm od prysznicem było super :3. Fajnie, że na Avangardzie były prysznice :-) mmmmrrr ;3. Wszystkich miłośników zasad bhp zapewniam, że myłam ręce dostateczną ilść razy :P. Nawet więcej niż trzeba, ho! Tak jeszcze a propos Michała no to jest tak, wiadmo, ciągle się poznajemy. I się czegoś dowiedziałam o nim nowego podczas konwentu.. Bo wiecie jak to jest. Np na takich festynach w szkole (pamiętacie? w 210 zawsze były) to od dzieci zazwyczaj kupują rodzice, krewni i znajomi królika, no żeby nie było dzieciom przykro itd. Taka jest rola najbliższych. A Michał długo długo się bronił przed kupieniem czegokolwiek w naszej karczmie. I z tego wnioskuję, że chodaków z modeliny na festynie też od naszych dzieci nie kupi. Więc ja kupię dwie pary. Muszę sobie zapamiętać. Co? Jego rodzice nie chodzili na festyny? Przecież ma taką dbającą mamę.. [Do pomyślenia o]

Z konwentowych rzeczy to raczej nie brałam w niczym udziału. Wpadłam na "Ciao Darwinku" i na prelekcję o CLAMP-ie na nanosekundy dosłownie :(. Poszłyśmy tylko na koncert In'You i cosplay. Na koncercie nie było dużo ludzi :(. Szkoda, bo fajnie było. I tańczyliśmy i oh ah. Tylko.. Zawsze tak jest! Zawsze tak jest, że inni tańczą sobie w parach to ja nie mam z kim. Np na kocercie Jątejk tańczył z Gosią, ktośtam z kimśtam, a ja sterczałam sama, bo mój chłopak dopełniał swojego foto-obowiązku i nawet mu nie przyszło do głowy.. Z jednej rozumiem, z drugiej kurna przecież już narobił zdjęć! Dopiero po ochrzanie z wielkiej łaski ze mną zatańczył. Hm. [Do pomyślenia o]. Ale wtedy Kura zaśpiewała tylko dla nas i było słodko :3.
Foto z koncertu In'You
Foto z koncertu In'You

Nom. Poza tym zapalantkowałyśmy na cosplayu. Uratowałyśmy go właściwie :3. Bo nikt się nie zgłosił! A my nie byłyśmy nawet helperami tylko osobną jednostką organizacyjną - Palantkami, więc mogłyśmy wziąć udział. Przebrałyśmy się za.. same siebie. Za Palantki. Anka za mnie, ja za Ankę, Madzia za Basię, Basia za Madzię. Kurde fajnie siebie udawałyśmy bez kitu :3. Anka czyli ja miała na sobie moje ubranie, mój stanik, do którego włożyłą całe rolki papieru taletowego imitujęce moje cycochy :P. Na dodatek miała naszą (całą jeszcze wtedy piniatę), do której był przyczepiony kawałek krepiny imitujący włosy Michała i cały czas się cmokała z piniatą jak ja z Michałem :P.
A nie było rudej krepiny?
A nie było rudej krepiny?

Ja jako Anka ubrałam się w jej strój i włożyłam sobie w rajstopy wielgaśną poduchę, która imitowała jej tyłek. Wyszło za-je-bi-ście! Madzia jako Basia nie wiedziała ile jest 2+2 i powiedziała, że jej ulubione miasto to Holandia oraz krzyczała "nie, nie w pupę już nie!". A Basia jako Madzia była madziowata (yhyhy :D), miziała się z Thaggiem i trenowała łucznictwo od 84ego :P. Ogólnie gites!
Palatnki kochana
Palatnki kochana

Humor na cosplayu był bardzo niszowy, ale co tam :P. I tak nikogo nie było. Z konkurencji to tylko parka w strojach z LARP-a. Stwierdzili, że przebrali się za standardowe postacie z tła "Record of Lodoss war". Rotfl?
Rywale?
Rywale?

No, ale nic, trza się było podzielić nagrodami :P. A i na widowni mała frekwecja. Szkoda, by był LOL większy. Najśmieszniejsze było jak trzęsłam tyłkiem do śpiewu Yanka yhyhy :D. Shake that ass xD. Bo normalnie ta poducha co ją miałam w majtach trzęsła sie koncertowo :>.

A teraz się może skupię na wadach. Po pierwsze primo zdarzała nam się nerwowa atmosfera w bufecie przed/po/w czasie konwentu. Trochę rządzenia się, narzekania, niezasłużonej i zasłużonej krytyki, obijania się w połączeniu ze zmęczniem, niewyspaniem i irytacją podgrzewało atmosferę do 320.. Ale w sumie jeśli chodzi o kłótnie to mogło być dużo gorzej uważam.. Ja osobiście jestem niezadowolona ze spania. Pierwszej nocy spałam od 4 do 6 tylko ;/. Drugiej nocy spałam od 2:30 do 3, kiedy to ochroniarze nas wypierdolili *nie bójmy się użyć tego słowa* z siłowni. Fakt. Poszłyśmy spać w ich sali, ale my nie miałysmy swojej miejscówy - tylko kanapę w bufecie. A tam siedzieli ludzie i się nie dało spać :(. Więc poszłyśmy do siłowni, która wtedy była pusta. A za 30 min przyszli ochroniarze i nas chamsko wywalili. Kurde, mogli tio zrobić delikatniej, a nie tak chamsko :(. Musiałyśmy sobie z Madzią szukać innego miescja, na szczęście się udało. No bo kurde nie ma bata, musiałyśmy się wyspać ;/. Bo już o 6 z kawałkiem wstawać i do bufetu.. Następnym razem potrzebna chyba będzie palantkowa komnata, bo bez kitu musimy się wyspać jakoś zeby funkcjonowac! Z minusów to jeszcze wybolduję, że ochrona była chamska. Dowcipnić Ernest zamknął mnie w kiblu z kupą i nie chciał wypuśćić :S. Żadne wrzaski i walnie w drzwi, prośba ni groźba nie pomogły.. A mój chłopak nie przyszedł mnie ratować, choć słyszał wrzaski.. [do pomyślenia o] Poza tym część orgów + ochronę trzeba było karmić za darmo, a kurde oni przychodzili akurat w momentach największego ruchu zazwyczaj xD. No ale dobra :P. A, z wad jeszcze warto wymienić, ze wyskakwały nam korki ;/. Było za duzo podłączone op prostu, choroba jasna, musiałyśmy unikać włączania na raz kuchenki, obu mikroafli, frytkownicy i czegoś tam jeszcze xD. ale spox poradzilyśmy sobie :-). Jeszcze na coś wypada mi ponarzekać? Chyba nie już. O, może na to, że za mało mangowców bylo :(. Tylko część warszawskiej ekipy, niewiele osób z innych miast.

Ze znajomych starcych to taki Sebo z Tsunami, Orcio :-) :3, Yargleeeciiik :*, troszku LARP-owych znajomych dziewczyn.. Troszku nowych ludzi. Jedne koleś muszę powiedzieć mi się spodobał. Miał ładne oczka. Ezz z elixiru?. Prześliczne brązowe oczka i ciekawy tyłeczek. Chciał na mnie wymusić kubeczki, ale sie nie dałam :P. Mój książę :P. Potem Basia z niego zlizywała musztardę xD. XD XD XD. Nom, pewnie to było podobanie bez wzajemności, ale co mi tam bosh xD przecam i tak zajęta przez moje małe kochanie ;3. Moje nie jest księciem, gdzie tam! Pff - królem przeca! Dobra dobra :P. Z facetów to był jeszcze "pan paluszek". Tak go Basia nazwała, bo dał nam słone paluszki. Tak naprawde miał na imię Krzysztof chyba i zawarłam z nim bliższą znajomość kiedy posialiśmy gdzieś klucz do orgroomu :P. Ale się na szczęście znalazł :-), co nie zmienia faktu, że takie sytuacje zbliżają. Potem mnie podczas konwentu złapał i gadaliśmy sobie. Taka czerstwa rozmowa troszku była, ale koleś mnie zaintrygował. Dżentelmen :3. Nie chciał usiąść jeśli ja nie siedziałam. Ogólnie był bardzo szarmancki :3 mmmm. I rzadko patrzył mi w czy hm.. Poza tym jeszcze jeden ochroniarz był przystojny. Kolega Ernesta. Nio! Ale dość tego, ja mam swojego jedynego i ukochanego. To, że on nie jest mi wierny ;) to nie znaczy, ze ja się mam puszczać, o nie :P.

Nom, ogólnie to ja jestem zadwowolona z naszego bufetu. Wyprzedałyśmy wszystko. Pod koniec ludzie przychodzili i pytali "jest Tymbark" - "nie", "jest cośtam" - "nie", "a co jest?" - "ja jestem :D". Ihihi. Na koniec została tylko jedna żelkowa dżdżownica i kolesie z Wrót zrobili jej sekcję zwłok :-).

Nyo było git. :-). Dobre wrażenie popalantkowe zostawiłyśmy :-).

_________

OPINIE
_________

Z opinii to jest recka na serwisie gram.pl. Konwent raczej zjechali (i raczej niesłusznie mniej więcej), ale za to ciepłe słówka o naszej karczmie :3. Pozwolę sobie zacytować:

"Dobra kuchnia? Trzeba to zobaczyć! Idziemy do sutereny, gdzie rozłożyła się "Karczma pod Palantkami". Rzeczywiście, uśmiechnięci ludzie siedzą przy stołach i wcinają tanie dania o miłych nazwach: "Dziewicza kapusta" to bigos, "Członek ogra" - kiełbasa, "Gęba elfa po ogroterapii" jest pizzą, a pod nazwą "Diabelskiego nasienia" kryje się kawa i herbata. Są też naleśniki i napoje Tymbark. Ceny jak na Warszawę bardzo niskie. Sympatyczne Palantki organizują też dodatkowe atrakcje, jak karaoke. Ta japońska rozrywka przypomina mi o Mandze i Anime"

Prócz tego recka na acp:

"Warto dodać, że opisany powyżej konkurs odbywał się w bufecie na potrzeby konwentu przemianowanym na karczmę pod Palantkami. Karczma była fenomenem zeszłorocznej Avangardy, a w tym roku została przygotowana jeszcze lepiej. Tak jak w zeszłym roku prowadzące go Palantki z pomocą Arachne serwowały szeroki asortyment jadła i napitków, od typowych fast foodów poprzez domowy bigos, kopytka, jajecznicę aż po ciasta własnego wypieku, a wszystko po przyjaznych dla kieszeni cenach. Znakiem charakterystycznym ponownie były oryginalne nazwy potraw, jak chociażby „gęba elfa po ogroterapii” czyli pizza, ale w tym roku dodatkowo opisane także w bardziej standardowy sposób, co przyspieszyło obsługę nieświadomych klientów. Pomysł wart przeszczepienia na inne konwenty, bo tańsze, bardziej zróżnicowane i smaczniejsze potrawy z pewnością docenią konwentowicze, a dla organizatorów to dodatkowe źródło dochodów. W tym roku oprócz posiłków w karczmie serwowano także rozrywkę. Poza wspomnianym konkursem na avangardowy strój odbył się tam także konkurs karaoke, rysunkowy, „przypnij ogon Palantce”, rozbijanie piniaty i dyskoteka. Dodatkową atrakcją była „sexy i mroczna” konwencja karczmy — przyciemnione okna zdobione nietoperzami, lampy owinięte czerwonym papierem, a do tego obsługa w seksownych strojach. Choć na konwencie dominowała fantastyka karczma była wysepką mangowości — na telewizorze niemal bez przerwy leciały teledyski z anime, a rozwieszone na terenie szkoły zabawne reklamy karczmy były utrzymane w mangowym stylu."

Poza tym troszku ciepłych słów na forum avangardy.

Pewnie jeszcze dopadnę jakieś recki więc napiszę..



Monday, July 10 2006


Don't..
posted @ 21:45 in [ ...})i({... ]

Use condom
Jej też nie.
________
I dowcip: /czerstwy, ale na czasie/
- Jak nazywa się człowiek, który nie używa prezerwatyw?
- Ojciec.


Nom. Bo się ostatnio rozwydrzyliśmy a to się może skończyć malutkim słodziutkim rudziutkim leniuszkiem. Ale błagam - z moim noskiem! ;D

Niedobrze niedobrze. Znaczy dobrze, ale niedobrze ;-)




Relacja z Avy rodzi się w bólach i oby tylko ona na razie..



Sunday, July 09 2006


Ou!
posted @ 23:28 in [ Karina Show ]

No i jednak żabojady do domu :3. Włosi wygrali. Oczyswiście kibicowałam Włochom. Ale troszku wątpiłam w to, że wygrają. Ale kurka jak Zizou przywalił z byka Materazziemu i dostał czerwoną kartkę to znowu zaczęłąm wierzyć. Ihihi. No już mógł się nie dac sprowokować. Jejku. Ale ma pożegnalny mecz, matko :P.

Nom, ale pozwolę sobie podkreślić, że udało mi się przewidzieć, zę będzie remis i karniaki :-)

A w domu! Sajgon! Tata i ja kibicowaliśmy Włochom, mama i Kama - Francuzom. Btyło goraco ;-).



Sunday, July 09 2006


Wróciłam
posted @ 16:26 in [ Palantki kochana ]

Fajo było. I bufet się nam udał. W sensie karczma "Pod Palantkami". Nyo.
Umyję się, odeśpię, obejrzę mecz i coś naskrobię.



Friday, July 07 2006


Nyo!
posted @ 09:34 in [ Palantki kochana ]

Wszystko zapięte na przedostatni :P guzik.
A ja się ide myć i zaraz spadam.
Proszę do nas wpadać!
Nyo!



Thursday, July 06 2006


Zaraz Avangarda 2006
posted @ 11:07 in [ Palantki kochana ]

Matko kochana. Jaki to był masakryczny tydzień! 20 godzin na dobę miałam w głowie jedynie Avangardę xD. Tzn nasz bufet ściślej :D. Narobiłyśmy się z Baśką jak jakieś osły! Magda z Anką wyjechały i przynajmniej przez ten tydzień my z Baśką musiałyśmy same robić.. Plakaty, dekoracje, konkursy, zakupy.. Mama! Dobrze, że mam takiego dobrego chłopaka, który pojechał z nami na zakupy :3, bo autobusem sobie tego nie wyobrażam! Ogólnie roboty miałyśmy od hu hu hu! A ja jeszcze byłam taka obolała, spalona, zmęczona i się czułam chora :(. A tu trzeba było wyszorować dwie lodówki śmierdzące jakby coś w nich umarło uprzednio przeczołgawszy się po całej powierzchni i ze wszystkich stron wszystko obśmierdziawszy o.O. Kurde blee. Ale teraz pachną czystością i płynem :3. Ale nagimnastykowałyśmy się z Baśką nieźle.. Oprócz tego nawet wyspać się nie można było, bo codziennie z rana latałyśmy z Kamą do Sanepidu. Jak to mówi mama - zostałyśmy honorowymi dawcami kupy ;-). Myhyhy :>.

Już chcę żeby Avangarda była i żeby się skończyła, bo od tygodnia jestem przemęczona, a trzy dni konwentu to będzie masakra.. Tylko kurde! Mam nadzieję, że ludzie dopiszą i że nam się zwróci, bo włożyłyśmy w ten bufet KUPĘ kasy. [I kupę do Sanepidu też :D]. Żeby tylko ludzie przyszli.. Jak będą ludzie to już połowa sukcesu.. Kurde, nie wiem jak sam konwent wyjdzie, nie wiem. Nie siedzę w organizacji atrakcji. Ale (jak zwykle?) jestem sceptyczna :P.

Konwent konwentem - nasz bufet ma wyjść!! Nyo. Lecę się pakować! A potem jedziemy robić sobie dekoracje, urządzać wszystko uhh.

Palantki na prezydenta!



Wednesday, July 05 2006


Bu :(
posted @ 23:19 in [ Karina Show ]

Meee :(, no i moja ukochana i najsłodsza Portuagalia przegrała z tymi starymi patałacham Francuzami! Może powinnam bikini włożyć to by pomogło? :> Ehh.. Nie należało się Francuzom zwycięstwo.. Portugalia o wiele lepiej grała! Poza tym sędzia jakiś nie[rzychylny. Szkoda, szkoda :(. Gdyby nie ten (nomen omen) karniak beznadziejny [lol ;)] to pewnie byłoby 120 minut i karniaki i jakoś by wygrała Portugalia, a tak.. Na trudno, trudno! Pecha mieliśmy.. A tak ślicznie Ronaldo szedł kilka razy :3. Ehh.. Szkoda, szkoda! Francuzi NIE POWINNI wygrać! No dlaaaczeeegoooo? Henry to przebiegła świnia! Niech sobie wraca się witać z Claudią Schiffer, a nie karniaki wymuszać! I, że ta glizda Zizou strzelił, eh.. Eh. No trudno, trudno. Matko, a poza tym świnie na tym stadionie! Jak tylko Ronaldo dostawał piłkę to buczeli! Też świnie, bo moim zdaniem słusznie Rooney dostał kartkę w poprzednim meczu i odwalcie się od Ronaldo!! :(
Buu.
Przegrali.
To nie fair!
Nie zasłużyli na to, bo dobrze grali.
Eh, szkoda, szkoda, no ale noc.

To teraz z czystej przekory kibicujemy Włochom :-)



Wednesday, July 05 2006


Taa..
posted @ 10:44 in [ ...})i({... ]

80% nie zdało ekonomii.
I teraz ciekawe czy jestem pośród tych 20 czy tych 80... Z moim szczęściem pewnie nie zdałam..
_________________
_________________
_________________
Nom. Poprawka we wrzesniu, ehh.. :(.
Dobrze, że nie sama tylko z Krzysiem :D. A zaraz się dowiem jak Magda. Nyo.
Matka mi da..
Przecież umiałam! [mniej więcej xD]



Monday, July 03 2006


Co za noc! Co za dzień! Ghaa.
posted @ 23:01 in [ Karina Show ]

Straszniaście mi się wczoraj w nocy kręciło w głowie, słyszłam jakieś szumienie dziwne, normalnie myślałam, że zemdleję.. Takie miałam dziwne uczucie - widziałam w innych kolorach wszystko. Np Kamila była żółta, reszta świata biała, matko. Poza tym jestem tak zjarana, ze nie udało mi się założyć piżamy nawet - wszystko musiała za mnie robić Kamila. Myhyhy :>. Nie mogłam w ogóle zasnąć. Na plecach boli, na brzuchu boli :(. Paliło mnie uuu ;(. Chyba z 10 razy się w nocy budziłam :/. O 6 am już miałam seredcznie dosyć. Wszystko mnie bolało, udziory paliły.. Więc wstałam z zamiarem zmoczenia ręczniczka i uhh strasznie mi się zakręciłow głowie.. Kurka, chyba się przegrzałam na tym słońcu w weekend naprawdę. Tylko myślałam jak by tu wrzasnąć zanim padnę na ziemię co bym nie leżała do rana XD. Na szczęście jakoś dotarłam do łóżka, wyszarpałam Kamie poduszkę :P (swojej nie mam), obłożyłam udziory mokrym ręczniczkiem mmm ;3 i poszłam spać na siedząco. A śniło mi się, że jestem w Hogwarcie :D. Tylko, ze mieszkałam w dormitorium z dziewczynami ze studiów XD. Ale kolegowałam się z Harrym Potterem XD, nawet na lekcji z nim gadałam :D. Wyspałam się do 11 i wstałam strasznie o-bo-la-ła ehh.

Ale to nie koniec. Potem zatkałam kibel! Żeby nie było - papierem toaletowym, a nie 5-kilogramowym klocem o średnicy 10 cm, nie nie ;). Dobra, zatkałam, bo z sobie tylko znanych powodów nawaliłam srajtaśmy do klopa, oj :P. Zatkałam, ale trzeba było to jakoś odetkać. Na dodatek moja siostra cały czas szeptała z tyłu "ojciec nas zabije, ojciec nas zabije jak tylko to zobaczy" i wprowadzała nerwową atmosferę xD. Na szczęście udało się odetkać uf uf uf! Ja odwaliłam ekhe brudną robotę xD i zostanie mi to w pamięci na długie lata ;), ale grunt, że działa. Teraz tylko siostra się ze mnie naśmiewa XD. A na dodatek mówi do mnie "Czerwony Koniu". Czerwony - bo jestem spalona, koń - bo pokazałam jej filmik, na którym rżę jak koń, który teraz sobie ogląda na loopie i się śmieje xD.

Matko, a za chwilę kolejna straszna noc! Trzeba się będzie kłaść w łóżku :(. A potem kolejny straszny dzień! Trzeba się będzie ruszać! Uhh, mam nadzieję, że pianka i tłuste mazidła coś pomogą..



Sunday, July 02 2006


Symptomy porażenia słonecznego..
posted @ 22:49 in [ ...})i({... ]

A przynajmniej niezłego zjarania ja tu dziś mam xD

I po drugim dniu turnieju! Zjarałam się jak ten meat, co go Yanek ludziom wciskał. WSZYSTKO mnie boli, a najbardziej udziory, plery, brzuchol.. Łeee! Nie mogę się ruszyć nawet!! Zaraz chyba pójdę spaciać! Cierpięęęę, booliii..

Drugi dzień nie różnił się bardzo od pierwszego. Troszku tylko zaniedbałam obserwację Klaty :P. Ale za to Michał nie zaniedbał Kasi i (jak sie później czyli przed chwilą okazało) ją obfotografował. Ah. A do mnie tylko "WYŁAŹ Z KADRU, KOBIETO!". I powiedzcie mi jeszcze raz, że jestem zazdrosna bez powodu, heee! A na dodatek czepił się tej swojej kamery, a ja bym mogła tam się usmażyć na słońcu, wysuszyć i zaskiwierczeć i by nie zauważył.. Ciężko mają karniaczki.. Dobrze, ze są takie wytrwałe :-).
Ogólnie to wygrała Litwa, co było do przewidzenia.
Ja się spaliłam, co było do przewidzenia.
Wszystko w normie ;/.

Kilka fotek i idę spać.

Lytwa
Lytwa


Radziecki Misha i radziecki sputnik, o rotfl!
Radziecki Misha i radziecki sputnik, o rotfl!


Ultimate frisbee nyo
Ultimate frisbee nyo


Kaban :3
Kaban :3


Kaban - obszary tylne :3
Kaban - obszary tylne :3


Mój prawie-jak-wierny aczkolwiek nadal ukochany chłopak
Mój prawie-jak-wierny aczkolwiek nadal ukochany chłopak


Yanek i grill desss!
Yanek i grill desss!


(Prawie) dziewczyna mojego chłopaka.. Słodka, co? :-)
(Prawie) dziewczyna mojego chłopaka.. Słodka, co? :-)


Kaban w masce. Ale twarz się nie liczy - tylko klata :3
Kaban w masce. Ale twarz się nie liczy - tylko klata :3


Moja ukochanicz
Moja ukochanicz


Brzyyydaaal
Brzyyydaaal


To on - wielki i niebezpieczny Yan-san dess!
To on - wielki i niebezpieczny Yan-san dess!


To by było na tyle.
Zażalenia w komentarzach. :)



Sunday, July 02 2006


Pierwszy dzien turnieju :3
posted @ 01:06 in [ ...})i({... ]

Hm, ja aspołeczna Karinka dałam się namówić na pójście na turniej ultimate. Miałam tam niby pomagać w organizacji, robić jakies małe rzeczy. Bo przecież nie grać!

Umówiliśmy się o nieludzkiej porze - 7:15 pod Feminą. Ha, spoko będę.

Tylko, że poszliśmy spać ok trzeciej, czwartej (?) więc nie miałam przed sobą perpektywy wyspania się. No, ale nic. Nastawiłam budzik na 6 z kawałkiem i poszłam spać.

A tutaj! Budzi mnie mama! Patrzę - Michał w przedpokoju! Mama w koszuli nocnej! Ja jeszcze się nie obudziłam xD i stoję w takiej czerstwej piżamce XD ghaaa! Najczerstwiejszej w całej szafie!! Jasne. Zaspałam. Budzik mi nie zadzwonił nawet, bo mi się komórka zawiesiła :(. Lubię Gówno jedno wrr! I Michał nawiedził nas z rana domowo ehh. Rotfl, w sumie śmieszne xD. Ale szybko się zebrałam i pojechalismy na Agrykolę. Nie zdążyliśmy na śniadanie :P, ale zdążyliśmy na paradę dziewcząt, które się kiedyś podobały Michałowi. Kiedyś? Oh, ide o zakłąd, ze nadal się podobają, bo jak go owa dziewczyna wytramosiła dla śmiechu za uszy to taki banan mu na pysia wstąpił, że mógłby w minutę stopić lądolód grenlandzki.. :[. Wrr! Hmpf! Oraz wystarczyło jedno słowo, gest tej dziewczyny żeby Michał leciał z wywieszonym jęzorem pomagać, zastępować, no litr krwi by za nią oddał. Pffm! Na szczęście zemsta siedziała koło mnie ;]. Młody bóg! Antonio, co za klata! Przy każdym jego ruchu śliczne mięśnie jego opalonej klaty przybierały taki cudowny kształt! Wyglądał jak grecki posąg! To był zawodnik z Litwy - Kaban. Właściwie to zachowywał się jak lubiący popisy bubek, ale świetnie gra i bosko wygląda. Poza tym chyba jest dupkiem :P. Ale nic, miło popatrzeć było.. I mnie ochlapał :D. Myhy :3. Wrzucę zdjątka jak zdobędę, bo kilka cyknęłam aparatkiem Michała :-).

Ogólnie, nie licząc tego, że Michał dałby się pociąć dla jakiejś panny, a ja mogłabym umierać w męczarniach i by nie zauważył, to muszę przyznać, że było naprawdę fajnie! Ludzie nie aż tak straszni jak się spodziewałam (a może to zasługa tego piwka?), pogoda śliczna - zjarałam się jak prosię, na fajne towary można popaczyć :D, z ukochanym się troszku podroczyć, poobnażać się troszkę ;D - łaziłam w kostiumie :3. I na dodatek robiliśmy z Yankiem za bufetowych :D. Faaajo było.

Jutro wrzucę fotki towarów ;).
A teraz idę do kimania żeby jutro wstać znów rano!



Sunday, July 02 2006


Uhh
posted @ 00:28 in [ ...})i({... ]

Kilka dni temu miałam zły sen. Śniło mi się, że była Michała zaprosiła nas na urodziny (głowę dam, ze to był ślub tylko źle zapamiętałam :P). Dobra, urodziny. I zaprosiła Michała i ja z nim poszłam. I miała taki dom, a w nim dużo zasłon i takie firanki do ziemi, w sumie nieważne. W każdym razie siedzieliśmy na jakiejś kanapie, już nie pamietam ile osób było. Chyba niedużo. I siedzimy i ona poszła do kuchni coś orzynieść, a Michał kurtuazja pomocna dłoń niewidzialna jedna powiedział, ze pójdzie z nią do kuchni i jej pomoże!!! I poszli. A ja poszłam za nimi, stanęłam w przedpokoju i podglądałam. A ONA SIĘ MU WIESZA NA SZYI I COŚ BREDZI, ŻE TĘSKNI, ŻE COŚTAM. Jessu. Więc zwiałam do mojego domu obrażona. A w moim domu stała taka podwórkowa huśtawka i ja na niej usiadłam. Przyszedł Michał i zaczął mnie błagać żebym się od-obraziła, a ja nie chciałam :P. Myhyhy };>