Dziś dotarliśmy do Drawna i znowu jest cywylyzacyja. A cywilizacja znaczy też kebab :-). Zjedliśmy kebaba w Drawnie i nie był aż taki zły, choć mało kebabowy. Ale chyba i tak lepszy niż w Toruniu... Warszawa jednak ma najlepsze kebaby. Nom. Cywilizacja znaczy też internet. Znaczy znowu notka.
Pogoda nam się troszku popsuła. Częściej pada deszcz. Na szczęście tak w deszczu deszczu musieliśmy płynąć tylko raz. Poza tym jak już pada to i tak za chwilkę wychodzi słoneczko. Słoneczko słoneczko, ja się ładnie opaliłam :-) a moje kochanie się zjarało jak dzika świnia na rożenku i teraz jęczy i jęęęczyyy. Na szczęście mama mnie zmusiła do zabrania mazidła śmierdzidła na oparzenia słoneczne więc go wysmarowaliśmy. I teraz śmierdzi jak ja wtedy kiedy się na frisbee zjarałam. Znaczy jak czitosy serowe. Aż tu czuję.. ;D.
Poza tym ciągle na mnie krzyczy i krzyczy. A wiosłuj, a nie wiosłuj, a bla bla bla, a z lewej, a z prawej.. A jak sobie poszedł się kąpać w jeziorze i zostałam sama i tak fajnie byłoo :3. Fajnie samemu kajaczyć. Nie trzeba dźwigać czyjegoś cielska. I nikt nie krzyczy.. Ale dobrze, że Michał płynie ze mną, bo mi się często odechciewa wiosłować ;P. Ale zemściłam się, zemściłam! Ostatnio nawrzeszczałam na niego, że ho ho! Tak z kurwami nawet. Oj, bo mnie wkurzył, bo podpływał do dzikich łabędzi żeby sobie strzelić fotkę, mimo że wiedział, że nie chcę i go na dodatek prosiłam.. Ale nieee nieee! Ma być fotka łabędziątek! A że mnie tata łabędź zeżre po drodze to nieważne?! Nom, ale żyję żyję, mamy dużo zdjęć ho ho!
Spływ jest zgubowy.. Eh. Przechodziłam przez drzewo zwalone w poprzek rzeki i okulary mi spadły do wody. Rzuciłam się po nie od razu, ale nurt był dość szybki i je porwał.. I przepadły. Jak kamień w wodę. Jak okulary w wodę ;-). No cóż. Strata, strata. Ale w sumie i tak mama mi miała już przed wakacjami kupić nowe więc teraz bęzie już musiała. Nie ma co się martwić, bo okulary i tak były krzywe we wszystkich płaszczyznach. A raczej krzywiznach ;). Najgorsze jest to, że teraz muszę bez okularów chodzić. W sumie nie mam dużej wady, ale lubię w okularach, jakoś jestem przyzwyczajona. No trudno. Odzwyczajam się właśnie.. Druga zguba to moja bluza. Znaczy nie zguba. Znaczy rano szukam, szukam i nigdzie nie ma! Aż się zaczęłam smucić już, bo to była moja ostatnio jedna ulubieńszych bluz - pomarańczowa. Na szczęście się znalazła. Była w kajaku, pod siedzeniem Michała. Zmięta, mokra, zgniła i ubłocona, ale BYŁA :-). Mam nadzieję, ze4 już nic nie zgubimy..
Ale ogólnie na spływie jest cacy. Towarzycho tez nie aż takie złe. Geriatricos są naprawdę sympatyczni. Nawet zaprosili nas na imieniny jakiejś Hani i siedzieliśmy jak te kołki przy stole pełnym wujków i ciotek, którzy walili wśćiekłe psy cały czas xD. Na szczęście zajęła się nami sympatyczna pani Krysia. Pogadała z nami, całkiem wporzo, ale uświadomiła mi, że jak nie jeżdżę na nartach ani na snołbordzie to nie jestem prestiżowa. Oh ah. Nie będę jeździć ani na nartach ani na snołbordzie nie nie nie! Nom, impreza im się udała a nam się udało spaść stamtąd kurturarnie i szybko ;D. W ogóle pani Krysia jest spoko. I jest bardzo fajny pan Henio - koło 40stki, przystojny, inteligentny męczyzna w kwiecie wieku. Barrrdzo pociągający :3. Właściwie to sądzę, ze wygląda jak Michał +20 lat. Jest też pan Leszek. Leszek śmieszek, taki dowcipny :). I pani Wandzia z Kanady i jej córka Korina (argh, zbyt podobnie do mnie ma na imię.. ;/). I taki Janek z Bemowa. Noo i kupa ludzi. Nie jest źle. Może się jakoś specjalnie nie integrujemy, ale chyba na pożegnalne przyjęcie pójdziemy (tym razem ;-) ihihi).
Nie jest źle. Nie jest nie jest. Michał na mnie krzyczy, nie chce mi się wiosłować i mi smutno. Czasami.
Bawimy się dobrze. :-)
Czymać się :*
Monday, July 31 2006
Co miasto to kebab
posted @ 18:05 in [ ...})i({... ]
Friday, July 28 2006
Sweat baby sweat
posted @ 14:02 in [ ...})i({... ]
Ha! Jesteśmy na spływie i dojechaliśmy do jakiejś wiochy, gdzie o ile Michała wspomnienia nie mylą jest internet.. Jest więc mogę naskrobać noteczkę. :3
Generalnie jest fajnie, choć Yanek - możesz się cieszyć, że nie pojechałeś. Nie ma towarów, a jak są to albo płci męskiej :D albo zajęte albo za wiekowe.. No tak.. Towarzycho w tym roku.. Jest zorganizowana grupa Geriatricos Czaplinek tocząca stały bój z nami! No dobra - nie stały.. No dobra - nie bój xD. Joke. W każdym razie jest zorganizowana wycieczkowa grupa ludzi w średnim-i-wyższym wieku. Od trzydziestu paru do pięćdziesięciu paru.. xD. Ale geriatricos są całkiem sympaticos więc jest wporzo :-). Oprócz tego jest troszkę młodszych.. Koleś, któremu wiecznie stoi (albo po prostu taką ma pytę :P), koleś, któremu fujarka wystawała z nogawki kąpielówek (ohehehehe :D).
Kajakowanie całkiem nieźle nam idzie. Michał krzyczy dużo więcej niż rok temu.. Ale doobra, niech se krzyczy.. Już troszke czuję rączki, ale co tam..
Przykwasiłam troszkę drugiej nocy, bo wydarłam się jakby mnie co gryzło.. Oj, bo mi się śnił statek :P. Kurka, nie pamiętam co z tym statkiem było, ale się przestraszyłam i wydarłam :P. Ale mój bohatersky chłopak mię utulył wy swych ramijoonaach. A rano sie mnie pytali kto tak wrzeszczał w nocy XD xD xD yhyhy.
Pogodę mamy zajebistą :-). Słoneczko, ani chmurki, ciepłe noce mmm. Woda cieplutka mmm.
Poprzedniej nocy miałam dziwny sen. śniło mi się, że ja, Basia, Ania, Madzia, Kasia K. i jeszcze troszkę ludzi.. No, wszyscy poszliśmy do jakiegoś mieszkania. A tam na klatce schodowej leżały kawałki mięska.. A w tym mieszkaniu już był Tomek T. i Adam N. I.. To mieszkanie wyglądało jak normalne mieszkanie, ale miało jeden pokój dziwny. W tym pokoju leżały trupy, ludzkie mózgi w słoikach jezusmaria! I grzebaliśmy w tych mózgach łeee. A na takim łóżeczku leżał koleś i na kartce przy łóżku było napisane, że nie żyje, ale nie można udowodnić, że jest martwy. I nagle, już kurka nie pamiętam, co się stało, ale Kasia K. musiała zabić tego człowieka. I wbiła mu nóż w serce. A potem przyszła policja jakaś i powiedziała, że jesteśmy aresztowani za włamanie i odebranie życia temu, co nie mogli udowodnić, ze był martwy.. I potem sie okazało, że jedynie Kasia z nas wszystkich jest w wieku "do odsiadki", a reszte pewnie puszczą.. Ale ja powiedziałam, ze do zcasu rozprawy pewnie skończę 20 lat.. Eee.. no dziwne, co?
Ok, kończymy, bo zaraz zbiórka. Nyo nyo. Nyo. Trzymajcie kciuki za leniwość leniwego DNA.
Buziaky! :*
Tuesday, July 25 2006
Nom
posted @ 23:11 in [ ...})i({... ]
I wyjeżdżamy :-). Na spływ :-). Znowu :-). Jak rok temu. Mmmihihihi :>.
Jutro mamy pociąg o 6:55. Spakowanie: 90%. Zaraz kończę i ide już spać.
Ciężko będzie. Czarno widzę ten spływ. Chcieliśmy jechać na Hańczę, ale się nie odbywa. Więc musimy na Drawę. A Michał był już na Drawie. Ze swoją uroczą byłą dziewczyną. Oh.
O ile Michała "wpomnienia nie mylą" to na szlaku są jakieś internetownie więc może coś skrobnę.
Bądźcie grzeczni, a ja będe walczyć.
______
I bonusik
Kiedyś takie były nieudane teksty, mailem szły.. Takie np.
Oglądałem z dziewczyną wybory Miss World czy coś w tym
rodzaju i walnąłem tak:
- Patrz kochanie same paszczaki. Czemu Ciebie tam nie ma?
Moja dziewczyna leżała kiedyś na tapczanie i prosiła mnie, żebym poskładał koc, który leżał na podłodze. Musiałem dla zasady pomarudzić, żeby nie wyjść na pantoflarza, ale poskładałem. No i się pytam:
- Co z nim zrobić teraz?
- Rzuć na łóżko
- Po co kolejną szmatę tam kłaść?
- ...
Piszę, bo i moje kochanie coś w ten deseń palnęło.
Bo narzekałam narzekałam..
Karina: Na spływie będzie beee itd, bo ONA cały czas z nami będzie. Będzie z nami nawet leżec w namiocie.
Michał: Kochanie, jak Ty się położysz to już dla nikogo nie będzie miejsca.
Palnął, powinno iść do tych tekstów.
Uwierz kochanie, będzie miejsce..
..NA TWOJE WSPOMNIENIA!
Wkurza mnie to, ze ma wspomnienia bez kitu. Ja wiem, że i tak generalnie (jak to sam określił) mnie nimi "nie atakuje", ale ja wiem, że one tam są i mi się to barrrdzo nie podoba.
Tak czy siak. Bądźcie grzeczni.
Saturday, July 22 2006
Michał słodko-gorzki.. :>
posted @ 00:49 in [ ...})i({... ]
Dziś moje ukochanie było dla mnie zimno-ciepłe od rana! Słodko-gorzkie.. Zmienny jak stara panna.. Najpierw był dobrzutki i zabrał mnie do BUW-u, znalazł za mnie i wypożyczył książkę, zawiózł do Sanepidu, przetłumaczył pani o co mi chodzi xD.. Potem pojechaliśmy do niego oglądać "Piratów z Karaibów" (część 1.). I, u Michała jest zawsze zimniasto. Więc pytam go czy mogę przynieść sobie kocyk. Ale niee, mój ukochany mówi, ze "nie, bo nie".. aaargh. "Nie, bo nie, bo jesteś uzależniona od tego kocyka" i, że on nie uważa, że mi potrzebyny kocyk, bo jest ciepło. A mi było zimno! Ja potrzebowałam kocyka, bo on mi dawał siłę (lol, jak Brawurka - ona też miała kocyk.. :P). Ale nie - mi nie moze być zimno. Michałowi nie jest zimno to i mi nie ma prawa być. Pfff? Może on jest przyzwyczajony do arktycznego klimatu swojego mieszkania, ale ja NIE! Chciałam kocyk.. Wytargowałam jedynie bluzę.. A potem się obraziłam, bo co to za porządki, że mi nie moze być zimno kiedy jemu jest gorąco? Nie dopuszcza do siebie możliwości różnicy zdań, odczuć heee? Nom, trochę sie pofochałam, ale potem zostałam ukarana i wynagrodzona z nawiązką.. :3. Na początku byłam lodową królową, a co się będę? Niech mnie przeprasza, że nie dał kocyka.. :P Ale... Ale.. No wynagrodził z nawiązką ną, nie było o co się już fochać.. Mmmaaaaaa aaaależ to była nawiązka!!! Dobra nawiązka. :3. Mmmmrrr... =^___^= ...mmmrau!
A potem spotkanie! (Magda Ty Ty Ty czemu Cię nie było???!!!???!!!)
A potem jeszcze "Piraci z Karaibów" (2 - skrzynia umarlaka). Nyo!
Thursday, July 20 2006
Niesubordynacja
posted @ 14:33 in [ ...})i({... ]
Michał: Gdzie..?
Karina: Gdzie chcesz, kochanie.
.
.
.
.
Dlaczego tam? Wszędzie tylko nie tam.. Przecież zna zasady. I generalnie ich przestrzega. A tu taka niesubordynacja..
A ja się coraz gorzej czuję.
Choć może jak zwykle sobie wymyślam.
Wednesday, July 19 2006
Mangowe lub czasopisomo!
posted @ 00:11 in [ ...})i({... ]
Ludzie, nie wierzcie w TO
Ten nius co Joe dał jest wyssany z palca.
Sama dziś wyssałam, serio.
ROTFL
Friday, July 14 2006
Sto pierwszy dalmatyńczyk - jubileuszowo.
posted @ 01:51 in [ ...})i({... ]
Uwaga niepełnoletni i wrażliwi!
!!!notka o seksie +18!!!
Właściwie jubileuszem nie jest 101. raz tylko 100. Ale, że nie udało się utrzymać na statystykach setki to teraz jest 101 no XD. Ale tak generalnie i właściwie to to jest święto z okazji setnego razu :-). Skłania do refleksji, hę? A od czego się zaczynało! Ho ho. Zaczęliśmy od małych szantażopodobnych namawiań (matko, jakby nie mógł sobie jeszcze trochę powalić i zaczekac aż sama przyjdę i zabłagam..?), przez których wyboje dotarliśmy do pierwszego razu (pozdrawiam najmocniej zainteresowanych moim pierwszym razem :>), potem do kolejnych, kolejnych razów. Pamiętam jaka była afera z okazjii NOTKI O 50 RAZIE hihihi ;) [dlatego teraz mam ostrzeżenie dla niepełnoletnich i wrażliwych :P]. Nyo i tak puk puk puk, jedziemy dalej, zaliczamy po drodze kilka przyłapań xD, a tu już do setki doszliśmy! Fajny był setny raz :P, napiszę coś strasznego, bom karniak kariaczek - to mi wolno -> numer 100 nawet został uwieczniony na filmiku! [Ale moim zdaniem najlepsza część tego filmiku to moja łapa nieuchronnie zbliżająca się do aparatu, a potem tylko słychać jak mówię takim idiotycznym tonem "jak to się wyłąąąączaa? żeby nie było tej czerwonej kropkiii" xD. LOL.]
Ale kurde muszę powiedzieć, że mnie wnerwił mój najdroższy dziś. Ponieważ najpierw, jak to sam raczył określić - "byłam dla niego miła". Owszem - byłam, nawet bardzo miła ;). Byłam dopóki nie przyczołgał się do pokoju kot Michała. No bo jak to tak? Mam być miła przy kocie? Neei, toż to się nie godzi, jakieś takie krępujące, nie wiem, no neee neee. Ne. Przy kocie nie będę miła. Więc przestałam być miła. A kot, jak to kot - stworzenie złośliwe, usadowił się na parapecie i tak już został. Michał oczywiście nie dał się uprosić. Nie przegoni go i już. Jeśli mi się nie podoba towarzystwo kota to mam go sobie sama przegonić. Ja nie chciałam przegonić kota, ponieważ boję się kotów, nie ufam kotom, nie mam zamiaru dotykać kotów (a na prośby o spie*** nie reagował - ba, jak pan..), a już szczególnie jakichś cudzych (swoich nie przewiduję, ale z własnym zwierzem to inaczej jest - można zadzierać do woli noo). Nie chciałam dotykać, nie chciałam popychać, zwalać z parapetu - chciałam żeby michał przegonił. Ale Michał nie nie! Stwierdził, ze mój strach prze jego grubym, ciotowatym kotem bez jaj jest irracjonalny i każdy niewplątany to potwierdzi. Potwierdzi czy nie - ja nie miałam ochoty dotykać kota, a Michał "z czystko egoistycznych pobudek" (no a jakich niby jak nie egoistycznych ;/) chciał mnie skocić. I przez czas dłuższy prowadziliśmy taką jałową focho-dyskusję o zwalaniu kota. Skończyło się tak, że Michał wziął moja rękę i moją ręką zwalił kota z parapetu. W sumie dość wyśrodkowane rozwiązanie.. Jak już się pozbyłam kota i odreagowałam to byłam znowu miła, ale musze powiedzieć, że próba skocenia mnie wkurzyła. A niby dlaczego mój (mówią że) kochający mnie chłopak nie jest w stanie zaakceptować, że się czeoś boję, że czegoś nie lubię, za czymś nie przepadam, czegoś nie toleruję, hę? Nawet jeśli to (jak twierdzi, choc na razie tylko on tak twierdzi) irracjonalne! Boję się i tyle. Nie lubię kotów i nie mam zamiaru się z żadnymi bratać! Nawet jeśli to koty Michała. Przykro mi, drogie koty Michała, ale to nie czyni was wyjątjkowymi.
Czuje się nie akceptowana.
Monday, July 10 2006
Don't..
posted @ 21:45 in [ ...})i({... ]

Jej też nie.
________
I dowcip: /czerstwy, ale na czasie/
- Jak nazywa się człowiek, który nie używa prezerwatyw?
- Ojciec.
Nom. Bo się ostatnio rozwydrzyliśmy a to się może skończyć malutkim słodziutkim rudziutkim leniuszkiem. Ale błagam - z moim noskiem! ;D
Niedobrze niedobrze. Znaczy dobrze, ale niedobrze ;-)
Relacja z Avy rodzi się w bólach i oby tylko ona na razie..
Wednesday, July 05 2006
Taa..
posted @ 10:44 in [ ...})i({... ]
80% nie zdało ekonomii.
I teraz ciekawe czy jestem pośród tych 20 czy tych 80... Z moim szczęściem pewnie nie zdałam..
_________________
_________________
_________________
Nom. Poprawka we wrzesniu, ehh.. :(.
Dobrze, że nie sama tylko z Krzysiem :D. A zaraz się dowiem jak Magda. Nyo.
Matka mi da..
Przecież umiałam! [mniej więcej xD]
Sunday, July 02 2006
Symptomy porażenia słonecznego..
posted @ 22:49 in [ ...})i({... ]
A przynajmniej niezłego zjarania ja tu dziś mam xD
I po drugim dniu turnieju! Zjarałam się jak ten meat, co go Yanek ludziom wciskał. WSZYSTKO mnie boli, a najbardziej udziory, plery, brzuchol.. Łeee! Nie mogę się ruszyć nawet!! Zaraz chyba pójdę spaciać! Cierpięęęę, booliii..
Drugi dzień nie różnił się bardzo od pierwszego. Troszku tylko zaniedbałam obserwację Klaty :P. Ale za to Michał nie zaniedbał Kasi i (jak sie później czyli przed chwilą okazało) ją obfotografował. Ah. A do mnie tylko "WYŁAŹ Z KADRU, KOBIETO!". I powiedzcie mi jeszcze raz, że jestem zazdrosna bez powodu, heee! A na dodatek czepił się tej swojej kamery, a ja bym mogła tam się usmażyć na słońcu, wysuszyć i zaskiwierczeć i by nie zauważył.. Ciężko mają karniaczki.. Dobrze, ze są takie wytrwałe :-).
Ogólnie to wygrała Litwa, co było do przewidzenia.
Ja się spaliłam, co było do przewidzenia.
Wszystko w normie ;/.
Kilka fotek i idę spać.
![]()
Lytwa
![]()
Radziecki Misha i radziecki sputnik, o rotfl!
![]()
Ultimate frisbee nyo
![]()
Kaban :3
![]()
Kaban - obszary tylne :3
![]()
Mój prawie-jak-wierny aczkolwiek nadal ukochany chłopak
![]()
Yanek i grill desss!
![]()
(Prawie) dziewczyna mojego chłopaka.. Słodka, co? :-)
![]()
Kaban w masce. Ale twarz się nie liczy - tylko klata :3
![]()
Moja ukochanicz
![]()
Brzyyydaaal
![]()
To on - wielki i niebezpieczny Yan-san dess!
To by było na tyle.
Zażalenia w komentarzach. :)
Sunday, July 02 2006
Pierwszy dzien turnieju :3
posted @ 01:06 in [ ...})i({... ]
Hm, ja aspołeczna Karinka dałam się namówić na pójście na turniej ultimate. Miałam tam niby pomagać w organizacji, robić jakies małe rzeczy. Bo przecież nie grać!
Umówiliśmy się o nieludzkiej porze - 7:15 pod Feminą. Ha, spoko będę.
Tylko, że poszliśmy spać ok trzeciej, czwartej (?) więc nie miałam przed sobą perpektywy wyspania się. No, ale nic. Nastawiłam budzik na 6 z kawałkiem i poszłam spać.
A tutaj! Budzi mnie mama! Patrzę - Michał w przedpokoju! Mama w koszuli nocnej! Ja jeszcze się nie obudziłam xD i stoję w takiej czerstwej piżamce XD ghaaa! Najczerstwiejszej w całej szafie!! Jasne. Zaspałam. Budzik mi nie zadzwonił nawet, bo mi się komórka zawiesiła :(. Lubię Gówno jedno wrr! I Michał nawiedził nas z rana domowo ehh. Rotfl, w sumie śmieszne xD. Ale szybko się zebrałam i pojechalismy na Agrykolę. Nie zdążyliśmy na śniadanie :P, ale zdążyliśmy na paradę dziewcząt, które się kiedyś podobały Michałowi. Kiedyś? Oh, ide o zakłąd, ze nadal się podobają, bo jak go owa dziewczyna wytramosiła dla śmiechu za uszy to taki banan mu na pysia wstąpił, że mógłby w minutę stopić lądolód grenlandzki.. :[. Wrr! Hmpf! Oraz wystarczyło jedno słowo, gest tej dziewczyny żeby Michał leciał z wywieszonym jęzorem pomagać, zastępować, no litr krwi by za nią oddał. Pffm! Na szczęście zemsta siedziała koło mnie ;]. Młody bóg! Antonio, co za klata! Przy każdym jego ruchu śliczne mięśnie jego opalonej klaty przybierały taki cudowny kształt! Wyglądał jak grecki posąg! To był zawodnik z Litwy - Kaban. Właściwie to zachowywał się jak lubiący popisy bubek, ale świetnie gra i bosko wygląda. Poza tym chyba jest dupkiem :P. Ale nic, miło popatrzeć było.. I mnie ochlapał :D. Myhy :3. Wrzucę zdjątka jak zdobędę, bo kilka cyknęłam aparatkiem Michała :-).
Ogólnie, nie licząc tego, że Michał dałby się pociąć dla jakiejś panny, a ja mogłabym umierać w męczarniach i by nie zauważył, to muszę przyznać, że było naprawdę fajnie! Ludzie nie aż tak straszni jak się spodziewałam (a może to zasługa tego piwka?), pogoda śliczna - zjarałam się jak prosię, na fajne towary można popaczyć :D, z ukochanym się troszku podroczyć, poobnażać się troszkę ;D - łaziłam w kostiumie :3. I na dodatek robiliśmy z Yankiem za bufetowych :D. Faaajo było.
Jutro wrzucę fotki towarów ;).
A teraz idę do kimania żeby jutro wstać znów rano!
Sunday, July 02 2006
Uhh
posted @ 00:28 in [ ...})i({... ]
Kilka dni temu miałam zły sen. Śniło mi się, że była Michała zaprosiła nas na urodziny (głowę dam, ze to był ślub tylko źle zapamiętałam :P). Dobra, urodziny. I zaprosiła Michała i ja z nim poszłam. I miała taki dom, a w nim dużo zasłon i takie firanki do ziemi, w sumie nieważne. W każdym razie siedzieliśmy na jakiejś kanapie, już nie pamietam ile osób było. Chyba niedużo. I siedzimy i ona poszła do kuchni coś orzynieść, a Michał kurtuazja pomocna dłoń niewidzialna jedna powiedział, ze pójdzie z nią do kuchni i jej pomoże!!! I poszli. A ja poszłam za nimi, stanęłam w przedpokoju i podglądałam. A ONA SIĘ MU WIESZA NA SZYI I COŚ BREDZI, ŻE TĘSKNI, ŻE COŚTAM. Jessu. Więc zwiałam do mojego domu obrażona. A w moim domu stała taka podwórkowa huśtawka i ja na niej usiadłam. Przyszedł Michał i zaczął mnie błagać żebym się od-obraziła, a ja nie chciałam :P. Myhyhy };>
