Sunday, April 30 2006


Dummies, right?
posted @ 01:28 in [ ...})i({... ]

Róż do odwołania. (a mosz to fiolet?)

Hope you like it.

Za mało gotycka jestem, co?

A może mi się uda zaróżowić i acp? Pomysł całkiem niegłupi }:>, szkoda, ze nie mój => [klyk]



Tuesday, April 25 2006


Podryw według karniaczków (jasno i wyjaśniająco zedytowany))
posted @ 01:01 in [ ...})i({... ]

O ankietce z anime.com.pl

Najskuteczniejsza metoda konwentowego podrywu:

a) nas
- na mdr(na Michała Durysa)
- na jlt (na Joe Le Taxi)

Skuteczne.. :) Podziałało. Poleciałam ;-)

b) my
- na bob
- na flo
(na bliźnięta: bob z lewej, flo z prawej.. a może odwrotnie?)

A bob i flo razem na para para to już w ogóle sukces gwarantowany :D. Podziałało. Poleciał ;-)



Wednesday, April 19 2006


42 23 5 47 3 6
posted @ 23:37 in [ ...})i({... ]

Co?
To, że teraz to mi to lotto :-)

Wyjaśnię, że dzisiaj był dość szczęśliwy dzień.

Po pierwsze Michało moje kochane wymysliło operę, co mi średnio usmiechało, bo wolę co innego :D. A tu - baaa- biletów ni mo. I nie ma opery. Ale farcik ihihih :D

Po drugie Michał wymyslił, że pójdziemy zamiast opery do wesołego miasteczka. Jeno trza się było pozbyć toreb/plecaków i innych bambetli. Oczywiście nie moglismy zostawić u mnie, niee. Musieliśmy iśc do taty Michała i tam zostawić. Needless do say, wcale nie chciałam XD. A tu - baaaa - taty nie było i poszliśmy zostawić w kasie rzeczy. Ihihih :D

Po trzecie pojechalismy do wesołego miasteczka. Kariny lubią wesołe miasteczka, ale wiem, że Michał by się ze mnie śmiał i zmuszał mnie do pójścia na coś na co wcale bym nie chciała iść. No ale pojechalismy a tu - baaa - wesołe miasteczko właśnie się kończyło zwijać i robiło siuu gdzieś indziej. Ihihih :D

Byłam wyjątkowo lucky :-). Więc Michał sobie zażartował, że może zagram w totka. Właściwie z tego co pamiętam powiedział to już po incydencie z tatą (lub raczej nieobecnością taty :D). Więc poszukaliśmy lotkowni i normalnie poskreślaliśmy :D. Za kasę Michała, za jego 2,50! Ja skreśliłam (zdradze tajemnicę :D) 29 3 5 (nasza 1sza randka 29.03.2005) i 19 4 06 (dzisiejsza data 19.04.06). Skreśliłam 4 pod rząd 3 4 5 i 6 i się pan De o mało co nie posikał ze śmiechu, bo małe są szanse, że trafię liczby pod rząd.. Za to Michał skreślił podobno na chybił trafił 3 5 17 20 41 47.

Wieczorem poszliśmy do kina, ale kazałam mamie obejrzeć lotto i zobaczyc czy wygraliśmy. I się okazało, że tak!! Otóż było 42 23 5 47 3 6. I każde z nas trafiło po trójeczce :-). Ja 3 5 6, a Michał 3 5 47 :-). I wygralismy po 10 zeta - na studia dla nszych dzieci ;-). Zobaczymy zobaczymy co z tym zrobimy.. Ale fajnie, co?



Friday, April 14 2006


...it wasn't me ;-)
posted @ 21:43 in [ ...})i({... ]

Hm..
Caught red handed..
Co?
Red handed.. Choć proponowali mi też wersję red faced i red chested xD
Nie wiem co tam było red..
W ogóle nie wiem..

Ehh.

A dzień zapowiadał się raczej normalnie.. Zjadłam sobie nieopatrznie na śniadanie pasztecik (no zapomniałam że dziś post xP). Byliśmy z Michałem umówieni na spacer, ale się okazało, że państwa De dziwnym trafem nie ma w domu więc zmieniliśmy plany i
po raz 71. popełnialiśmy ciężki grzech piątkowy.. Ale dziś jest Wielki Piątek. Musiało być wyjątkowo :S. Byliśmy już przy 72. grzechu, a tu nagle zgrzyt zgrzyt -
mama De wczesniej wróciła z pracy! GHAAAAAa~~~~~~~~~~! Uhuhu, nic innego nie dało się zrobić jak tylko nakryć się kocykiem na głowę i nie wychodzić do końca świata XD. Kara za pasztecik.. Michał gdzies poszedł, nie wiem..
Znaczy wskoczył w spodnie i t-shirta i poinformował swoją mamę w przedpokoju "że nas nakryła". A mama De powiedziała "wiem". Ciekawe skąd mama De wiedziała? Słychac było na korytarzu? Ściany sie trzęsły ;)? No tak czy siak kiedyś spod kocyka trzeba było wyjść, ubrac się. Ehh.. Eeehh. I ewakuować się z wiejskiej rezydencji państwa De jakby mnie sam diabeł gonił.. Zagonił mnie na kebaba, którego Michał mi wisiał, bo przegrał zakład i siuu do domciu.. Też grzech. Ale za kebaba też mnie Bóg ukarał. Zawczasu.

Ale czujecie..
Mama Michała nas przyłapała.. Oczywiście Michał się tylko ze mnie śmieje - jak zwykle zero wsparcia, zrozumienia ani niczego w tym stylu. Głupio, oj głupio. Muczos maczos ekstra głupio. Ale i tak znoszę to nieźle (jak na mnie). Myślałam, że będzie gorzej. Oczywiście żałuję, ze zmieniliśmy plany, że przyjechałam, że Michał nie zadzwonił, że eh.. Gdybym tylko.. Eh.. Eh eh eh. Głupio mi. Jeszcze się nie mogę zwierzyć mamie, bo mnie ochrzani. Wiem, że mnie ochrzani i skrytykuje. Bo moja mama już kilka razy groziła i palcem i mówiła
"zobaczysz.. mama wczesniej wróci z pracy..". No i wróciła. EEh, eh.. :(.

No ale nic.
Mówi się trudno i płynie się dalej.. :)
Choć czuję, że jeszcze nie raz, nie dwa przeszłość mnie kopnie w dupę. I to tak, że zaboli.



Sunday, April 09 2006



posted @ 22:11 in [ ...})i({... ]

"Co mnie dotyczy jest mi bliskie jak jaranie,
więc kim ty kurw* jesteś by mi bronić dawać w banie?"


Nie?

Tak mnie naszło z okazji spóźniającego się okresu koleżanki dziewczyn.. No.. I tak sobie myślałam co by było gdyby.. Co by było gdybym ja była w ciąży? Chyba nie byłoby aż tak źle..? Aż taka muczos maczos grande tragiczna i śmiertelna targedia to by nie była.. Hej, mam 20 lat prawie, wylizałabym się! Poradziłabym sobie. Największym problemem byłaby chyba kasa. Urodziłabym, wróciła na studia. Tylko musiałabym iśc do pracy. Mama by mi pomogła - mama by sie zajęła.. Właśnie, żadnej tragedii. Ale za to wpadłam na to jaka by była prawdziwa tragedia. Gdyby temu dziecku (tfu tfu) miało coś być, gdyby nie daj Boże było jakieś chore, jejku.

A tu zero zrozumienia i "przesadzasz" czy tam "zachowujesz się irracjonalnie".

No dobra, może przesadzam?

Ale jak wyobrażacie sobie wpadkę dwóch ehem używających? Nie chcę rzucać imionami, ale mam na myśli konkretne osoby.. Jekju jekju :(. Takie mnie z tej okazji naszło przemyślenie.. No.. Bo przeciez narkotyki mają negatywny wpływ na cały orgzanizm człowieka. Na układ rozdrodczy też. Pamiętam, mieliśmy w szkole. Na propagandzie chyba, ale nadal noo.. Tak samo zresztą jak papierosy, alko, pewnie nawet gorzej. A już na pewno narkotyki muczos szkodzą "na dzieci", nyo. Pamiętam jak żeńska część elity klasowej się przeraziła kiedy to powiedzieli.. Hee!

Ehh. Biedne to dziecko..