Wednesday, February 15 2006


Walentynkowo..
posted @ 19:47 in [ ...})i({... ]

Pora żebym sama w końcu na swoim blogu coś napisała, bo na razie jeno komiksy Yanka tu wrzucam xD (btw obczajcie nowy :P)

No. Bo wczoraj były Walentynki. Wiecie, święto zakochanych. Ha! Karniaczki już od jakiegoś czasu myślały co by tu.. No i w końcu w bólach urodziła nam się idea. Ehh.. No bo wiecie jak jest z nami Karniaczkami.. no.. Zrobiliśmy rękodzieło xD. Takie właśnie karniaczkowe. Pomógł nam Yanek w wykonianiu (troszeczkę :P) - dzięki :*. Oj bo Corel mnie pokonał xD. No ale tak czy siak. Znęcałam się nad sobą kilka dób już i robiłam mój prezent. Jeszcze wyskoczyły dodatkowe okoliczności przeszkadzające :(. I kiedy Michał przyszedł to właśnie kończyłam robić mój prerzent ;____;. I gdyby nie mój tata, któtry pomógł mi dziurkować to bym nie skończyła. I Michał stoi w drzwiach, w domu burdelino chleb i wino ;/ - WSZĘDZIE walały się wycinki, skrawki papieru, kokardki, jakieś nieudane serduszka.. Jakby był normalny bałagan, jakieś lepkie majtki to spoko bym wcisnęła do szafy wszystko i byłby spokój. A tak? Tony ścinków rozpirzone po pokoju xD. Nawet nie było jak sprzątnąć :/. Na dodatek Michał przyszedł taki wystrojony i wypachniony, a ja się ubierałam właściwiwe kiedy on wchodził po schodach ;(. Buuu z niczym się nie wyrobiłam!! Oj to dlatego, że trochę sie przeliczyłam - nie sądziłam, że robienie mojego prezentu będzie takie praco i czasochłonne!! Ehhh - nawet nie zdążyłam się umalować :(. Wrrrrrrrr! Nom, a dostałam róóóże i czekoladki (ha! czekoladki miałam w głowie już od jakiegoś czasu..). Teraz mam już gdzie indziej ;). I nie tylko ja, bo moja rodzina się rzuciła dosłownie na MOJE czekoladki xD. Ehh. A my poszliśmy na gorącą czekoladę, a potem do Arkadii do kina na "Mgłę". Hm.. No momentami straszne, ale tak ogólnie kupowata historia jakaś taka była.. Ale bywało gorzej np. "Krąg 2" albo "Creep/Lęk". Ha! I jeszcze wiem co! Nie miałam przy sobie ZŁAMANEGO GROSZA, bo nie mogłam znaleźć przed wyjściem karty ;_____; ehh... Kurna z niczym się nie wyrobiłam -_-. No ale mam nadzieję, że moje nieporzydatne rękodzieło się hmm.. przyda? Nie nie.. się podobało _-_ ..ehh.



Sunday, February 05 2006


Afera ciastczana!
posted @ 04:10 in [ ...})i({... ]

Tu chodzi o to by od siebie
nie upaść za daleko
Kiedy długo drugie
nie widzi pierwszego..


Nooo.. Długoo! Muczos długo.. Od zeszłego piątku! Co wy se myślicie, hee? Że ja tak bez was żyć mogę? Hee? Heeeee?! Hyeee?

Nie, nie mogę :(.

Do rzeczy.

Dzięki Yankowi mistrzowi romantycznego kanapkowo-chińczykowego wpadania na wydział, bo się kocha - normalnie się to stało. Bo Karniaczki by chciały wytulić tak Michała, bo za nim muczos tęskniły.. Ale normalnie gdyby nie Yanek to byśmy nie wytuliły.. Bo namówił mnie żebym na wieś bemowo jechała.. A jak się wzbraniałam! No bo nie ma czasu Michał. Bo ma pisać pracę. Bo ja się boję. Bo.. Ehh.. Bo do państwa De od tak się nie wpada. I tak bez uprzedzenia? Nawet pretekstu nie mam.. I wogóle dziś sobota i jego rodzice są pewnie w domu. I.. I.. Bo bo bo jam tchórzyk :P. Więc stanęło na tym, że nigdzie do nikogo nie jadę.

Ale potem doznałam olśnienia xD. Pogadałam z mamą i moja mama stwierdziła, że pomysł wpadaniowy z ciasteczkami jest dobry. Dzwonię więc do Yanka i informuję, że jednak.. Że mama powiedziała, że pomysł dobry, że jadę.. A Yanek mówi "powiedz swojej mamie, że jest wypasiona".
Karina: Mamo, Yanek mówi, że jesteś wypasiona xD
Mama: Powiedz mu, że on też :P
Dobrze, że moja mama wie, co to znaczy "wypasiona"! Bo normalnie zabrzmiało ciekawie :P.
[tak właściwiwe to moja mama jest całkiem wypasiona.. we wszystkich znaczeniach ;)]

Nom. Kiedy już mieliśmy decyzję ciasteczkowo-wyjazdową to trzeba się było zdecydować na ciastka.. Przejrzałam wszystkie książki kucharskie i zbiory przepisów w domu i nie znalazłam nic co by mi pasowało! Bo ja się uparłam, że mają być w kształcie serduszek. Mama mówi, że na Walentyki serduszka, ale NIE! JA CHCIAŁAM SERDUSZKA. Tata chciał francuskie.. Mama kruche.. Ale w końcu jakiś przepis z głębki książki kucharskiej babci (po małej edycji) okazał się być tym odpowiednim :).

Więc była decyzja - robimy ciasta półkruche. I koniecznie w kształcie serduszek. A tu co? Szukamy szukamy formek i... Wszystkie możliwe kształty, ale nie ma serduszek! Musiałam dzwonić do dziewczyn i prosić Anię żeby mi przyniosła. Nawet nie mogłam sama po to iść, bo tak się złożyło, że miałam papiloty na głowie xD. Kochana Ania przyniosła :* mogłam się zabrać za ciasteczka. Zaczęłam o jakiejś hm.. 15:30 i męczyłam się z tymi ciasteczkami dłuugo. No bo najpierw wszystkie mąki, jajka, srajka itd. Zamist wanilii - cynamon, bo Michał jest na 100% cynamonożerny, a co do wanilii to nie wiedzialam.. Jak już wszystko wsypałam, wsadziłam, wbiłam i wlałam to musiałam to pougniatać! To jest dopiero robota! Bo ma się nie lepić i być "jednolitą masą" i takie tam.. Tata przylazł i się na mnie darł, że źle ugniatam, że to, że tamto.. Ehh.. Nikt mi nie chciał wytłumaczyć jak się dobrze ugniata, ale w końcu sama do tego doszłam :D. Jak już wszystko pougniatałam to trzeba było rozwałkować i porobić foremką serduszka. Serduszka wyszły ciekawe.. :P. Niektóre mniej serduszkowate, niektóre bardziej :P. Potem się piecze. Pierwsza blacha wyszła hmm.. mocno przyrumieiona.. No dobra xD przypalona.. Za to w pieczenie drugiej wkroczył mój tata i wyjął je tak wcześnie, że były niedopieczone.. I wtedy się zaczęło.. Było trzy na jednego: ja, mama i Kamila - grupa "niedopieczone" versus tata - grupa "w sam raz i lepiej takie niż spalone". Taaaka wielka kłótnia była! Głównie wydzierał się tata xD. Że takich spalonych się nie daje. Że powinnam się wstydzić takich ciastek! Że Michał pomyśli, żę dostał te najgorsze! Że coś tam, że srośtam dupośtam. A potem kłótnia przeniosla się na kotlety i łojezu xD. No ale nieważne. Ciastka miały być spieczone. Bo ja wiem, że Michał lubi dobrze wypieczone ciastka.. Ale nie.. Takie ciastka spalone to ja sobie mogę wg taty gdzieś wsadzić, a jak Michał poczęstuje rodziców to hoho - przestraszą się że takie spalone xD! I że jakbym takie ciastka poszła piec dla Grycana (taka cukiernia) to by mnie wylał.. Dobrze, że ja nie dla Grycana tylko dla De piekłam ;)! I wszyscy ze wszystkimi się pokłócili :P. Bo moja mama też twierdziła, ze lepsze są te przypieczone.. No w każdym razie w końcu było kilka porcji ciasteczek. Jedne trochę przypalone :P, inne bledsze i jeszcze inne w sam raz. Bo część tych bledszych jeszcze dopiekłyśmy z mamą tak, że były w sam raz :-).

Kiedy już były ciastka (o 19:30!!) to zdjęłam papiloty i patrzę - o bosh co za kaszalot xD. Połączenie Peggy Bundy i Betty Rubble xD. Doprowadziłam głowę do ładu jako takiego i dzwonię do Michała czy bym nie mogła wpaść, bo będę w okolicy, bo mam sprawę do załatwienia w Wola Parku. ładny kit wymyśliłam, co :D? A Michał to łyknął lol :D. Zebrałam się, capnęłam ciasteczek w michę i pojechałam.. Strasznie było :P. Wręczyliśmy ciasteczka po kilku chwilach ociągania się. Z zastrzeżeniem, że kiedy już je wręczę to będzie musiał je zjeść.. Właściwie to były dobre (przynajmniej mi smakowały) jakby nie chciał Michał jeść to i ja bym zjadła. Ale byłoby mi przykro. A tak - chłopak się zmusił i wsunął ciacha :D. Trochę zostało.. Zabroniłam karmić rodziców xD. Żeby nie było, że takie przypalone xD. Pff! Poza tym Michał sam powiedział, że takie są lepsze..

Wogóle to wy nie wiecie co się stało (znaczy niektórzy wiedzą) - ŚCIĘŁAM WŁOSY normalnie :D. Na krótkie takie nieźle krótkie właściwiwe.. A niektórzy ekhem ekhem.. nie zauważyli! Co? Tak długo sie nie widzieliśmy, że zapomnieliście jak wyglądałam..? Ehh..

Oczywiście nawiedziłam Michała z zamiarem 20 min do 40 posiedzenia, ale siakoś mi tak wyszło do późna ;/. Aż już autobusów nie było ;/. A jak były to z jakimiś pijanymi facetami, co znienacka rękę podawali nam na przystanku.. A fe! Więc normalnie mnie odwieziono :D. Uhh! A wiecie co! Bo u Michała na osiedlu to wielgaśne sople zwisają! Takie monstrualne! I normalnie mi zerwał jeden taki wielki prawie jak ja! Sopel był hmm.. cool ;-).

A kiedy wróciłam do domu to się okazało, że moja rodzina zeżarła ciastka i już nie ma :(. Świnie! Nawet dla Yanka nie zostało ciacho, a przeca mu się należało! Ale spoko - innym razem :D załatwię Ci rozwolnienie Yanek ;) /joke/.

Wogóle to nie takie złe ciasteczka mi wyszły. Jak na pierwszy raz. Bo to był pierwszy raz kiedy upichciłam coś tak.. Tak specjalnie dla kogoś i tak, bo chciałam i ehh.. No tak wiecie z serduszka :3. Tak o tak..