J'ai compris tous les mots
J'ai bien compris, merci..
Saturday, November 26 2005
.
posted @ 00:02 in [ ...})i({... ]
Tuesday, November 22 2005
Hmmm.. ;/
posted @ 22:04 in [ ...})i({... ]
Będzie mało humorzasta notka.
Ale żeby nie zaczynać tak ponuro - dowcip sytuacyjny:
Szczyt perswazji: wmówić kobiecie, że miękki jest lepszy bo nie uwiera.
I kolejny, a co się będziemy oszczędzać:
Kochanka po nocy spędzonej z Billem Gatesem:
- Teraz już wiem dlaczego ta twoja firma nazywa się Microsoft!
Ah.. Jeszcze jeden, ale potem te dowcipy odrobię narzekaniem:
Jedzie facet samochodem i zachciało mu się sikać. Zatrzymał samochód na
poboczu i lejąc mówi do fiutka:
- Widzisz? Jak tobie się chce to ja zawsze staję.
A teraz przejdźmy do obiecanych narzekań:
Otóż, martwię się.
Mam taką opcję w życiu, że okres zawsze dostaję nie po 28 dniach tylko trochę wcześniej - po 24, 25.. A dzisiaj mija dzień 28.. I nic! No i co teraz? W sumie - dopiero 28.. Martwić to by się należało zacząć za tydzień.. No może i by się należało zacząć martwić za tydzień, ale ja się martwię już ;/. No bo gdze mój okres? Jak? Jak to? Jakim sposobem? Przecież to niemożliwe.. NIEMOŻLIWE! No bo jak? No właśnie - niemożliwe :]. Ale ja i tak sie martwię.. Przyszła do mnie J.lo i mówi, że może pogoda, że może stres, że może tamto, a może siamto, że może przez chodzenie na bsen ?__? że może przez to, że pada snieg albo że pełnia.. Mówię mamie, że już 28. dzień i nie dostałam okresu.. Mówię, że się martwię.. Mama pyta: "a masz powody MAŁPO?".. No w sumie nie mam.. Ale ja się i tak martwię.. ;(. A co będzie jak tfu tfu będę w ciąży O__O? Co jest przecież niemożliwe, no bo jak? Po prostu okresu nie dostałam. Jeszcze. Ale dostanę. Obiecajcie mi, że dostanę! Jezu a jak tfu tfu nie? To co? Będę miała małego rudego intelingentnego złośliwego, ale grzecznego bachorka z brakiem chęci do nauki? Będzie musiał być taki, bo innych opcji nie ma ;). Obazek w temacie klik o.O. Bosheee xD. Powiedzcie mi, że będzie dobrze.. Że panikuję. I że zwariowałam.. Ale co począć? (Hohoho X/ jaki gorzki kalambur! skumał ktoś? "począć"! Ehh). Będę czekać, a jak nie to zostanie mi tylko, jak to mówią, "down the road, not across the street", oczywiście o ile ktoś mnie nie uprzedzi. Ale na razie radośnie i optymistycznie :/ czekam.. Czekam czekam.. Dłuży mi się..
"Time goes by so slowly for those who wait"
Saturday, November 19 2005
Dzień przyprawiono smakowy
posted @ 02:24 in [ ...})i({... ]
Ale najpierw dowcip.
Mąż wraca po pracy do domu, spóźnia się dość mocno. Oczywiście pijany w trzy rury. Żona wpuszcza go do mieszkania. Mąż mówi:
- Kochaaanniee, byłem na piiffku z kolleeegami po prrraacy... Dosłownie dwwa kuffelki.
- Tak mój Supermanie!
- Póóźźniej poszszlliśmy na meeecz Góórnnika, zeszszło się trroochę...
- Tak mój Supermanie!
- A póóźźniej poszszliśmy do Zeennka, oomawiać waażnne prooccesy prooduukcyjjne w naszszej firrrmiie...
- Tak mój Supermanie!
- Kochchannie, dlaczczeggo całły czass mówiszsz do mnie "Supermanie"?
- Bo tylko prawdziwy Superman zakłada majtki na spodnie...
Część dopieprzona:
Superman mnie tak dzisiaj wyobracał w ramach lekcji salsy, że mnie teraz wszystko boli ;D. 360 stopni, jak to sam raczył określić. Faaajo było ;o. To jakby tańczyć salsę z całym plutonem :D. Egzekucyjnym :D.
Część gorzka:
Paczcie.
Z jednej cudoooowne tańcowanie, a z drugiej moja słodyczy nie jest w stanie pojąć, że czegoś nie lubię, nie znoszę, nie toleruję itepe itede. Otóż my, karniaczki nie lubimy kiedy nas się przymusza do pozowania do zdjęć. Każdego rodzaju zdjęć. Czasem mnie najdzie na bycie fotografowaną nie powiem.. Na konwentach, kiedy jesteśmy przebrane za coś itd.. Na studniówce też miałam ochotę na bycie fotografowaną (bo wiedziałam, ze ładnie wyglądam, choć krążą plotki, że było odwrotnie xD). Ale tak ogólnie żeby mi robić zdjęcia to trzeba mnie nieźle odurzyć ;). A moja słodyczy mnie szczuje tym swoim aparatem, a potem się jeszcze obraża, kiedy ja nie chcę. Nie lubię. Nieee luuubię. A Michał się obraża i jeszcze udobruchać go potem trzeba.. Ehh..
Część słono słodka:
Ostatni lewel TR ^^ i zupłenie niespodziewany koncert białoruskiego zespołu rockowego. Zostanie mi w podświadomości do końca.. ;). Dżołk. Nie było tak źle :). Białoruska muza, białoruscy ludzie, dobrze, że piwo normalne było ;). Ale myślami i tak byłam gdzies daleko..
*******
Nie wiem jaki powienien wyjśc bilans, ale jeśli chodzi o stan faktyczny to jest mi słodko :)
Tuesday, November 08 2005
.
posted @ 21:42 in [ ...})i({... ]
"Every little thing that you say or do"
